Mini Pavlove z czekoladowym serkiem kremowym i krokantem fistaszkowym z pomarańczą

69.6

Myśląc o szybkim deserze zawsze w pierwszej kolejności wpadam na bezę. Tak, piecze się prawie półtorej godziny. Tak, krem, który Wam zaproponuję, trzeba studzić przez noc. Ale samej pracy mamy tu dosłownie kilka minut – wykona ją za Was robot, a jeśli posługujecie się mikserem ręcznym, zdążycie w trakcie przygotowania co najwyżej zaparzyć drugą ręką herbatę. Dlatego jeśli nie macie tortowej weny, a chcielibyście kogoś zacnie ugościć, nie ma nic lepszego niż Pavlova :) A własna porcyjka jej miniaturowej wersji prezentuje się naprawdę wyjątkowo. Nie wiem dlaczego, ale wiele osób obawia się pieczenia bezy, a taki deser robi na nich spore wrażenie. Tym lepiej dla tych, których nie przeraża rzeźbienie w białkowej pianie!

69.8

Krem jest bardzo podobny do tego, który pojawił się w szafranowych rożkach. Białą czekoladę zastąpiłam mleczną, a zamiast podkręcać smak masłem z orzechów laskowych, osobno przygotowałam krokant fistaszkowy ze skórką pomarańczową. Bezy same w sobie zawierają sporo cukru, dlatego krem słodzimy właściwie samą czekoladą. Ma przyjemny, słonawy posmak, który dobrze równoważy słodycz i sprawia, że deser można pochłonąć ze smakiem bez efektu zamulenia :)

69.6

Bezy (8 sztuk):

✔ 4 białka
✔ 200g drobnego cukru
✔ 2 łyżeczki mąki ziemniaczanej
✔ 1 łyżeczka octu winnego

Piekarnik rozgrzewamy na termoobiegu do 175°C.

Białka ubijamy na sztywno, pod koniec dodając w małych porcjach cukier. Gdy masa będzie bardzo gęsta i błyszcząca, dosypujemy mąkę i dolewamy ocet. Dokładnie mieszamy na wysokich obrotach miksera.

Przygotowujemy dwie blaszki (bezy mogą piec się równocześnie na różnych poziomach piekarnika) i dwa arkusze papieru do pieczenia. Na obu pergaminach odrysowujemy czterokrotnie (zachowując odstępy) miseczkę o średnicy około 11 centymetrów. Na każdy z okręgów wykładamy po 2-3 łyżki masy zostawiając przy krawędzi centymetrowy margines, małą łyżeczką formujemy na samym środku zagłębienie na krem.

Temperaturę rozgrzanego piekarnika zmniejszamy do 100°C, wstawiamy bezy na 70 minut. Upieczone studzimy przy uchylonych drzwiczkach, ostrożnie odrywamy od papieru dopiero gdy wystygną. W środku, pod skorupką, powinny lekko się ciągnąć.

69.869.8

Krem:

✔ 200g śmietanki kremówki 36%
✔ 125g serka Philadelphia
✔ 100g mlecznej czekolady

Podgrzewamy śmietankę, serek i czekoladę, regularnie mieszamy aż do połączenia składników. Nakrywamy rondelek folią spożywczą i po ostudzeniu wstawiamy do lodówki na kilka godzin, najlepiej na noc.

Schłodzony krem ubijamy na sztywno, wykładamy łyżeczką w równych porcjach na bezy.

58.5

Krokant orzechowy:

✔ 20g masła
✔ 50g drobnego cukru
✔ 50g posiekanych orzeszków ziemnych, bez soli
✔ skórka otarta z połowy pomarańczy

Na rozgrzanej patelni roztapiamy masło, równomiernie zasypujemy cukrem. Pilnujemy, by karmel się nie przypalił – w razie czego wystarczy zmniejszyć płomień, zdjąć na kilka sekund patelnię z ognia i zamieszać drewnianą lub silikonową łopatką. Pod żadnym pozorem nie wolno próbować roztopionego cukru – jest bardzo gorący. Wsypujemy na patelnię posiekane orzechy, dodajemy skórkę pomarańczową i mieszamy, aż składniki pokryją się karmelem. Całość wylewamy równą warstwą na pergamin i dopiero gdy wystygnie kroimy na niewielkie kawałki. Orzeszkami obsypujemy udekorowane kremem bezy.

58.5

Smacznego!

58.4


Pin on Pinterest12Share on Facebook0Email this to someoneTweet about this on TwitterShare on Tumblr0Share on Google+0

Szafranowe rożki z czekoladowym serkiem kremowym z orzechami laskowymi

69.6

Witajcie! Co powiedzie na wspólne turlanie rożków? ;) Od dawna chciałam wykorzystać spiczaste foremki (w treści przepisu znajdziecie małą podpowiedź co zrobić, jeśli takich nie macie) i wreszcie nadarzyła się okazja, a efekt przeszedł moje oczekiwania. Spodziewałam się, że znając moje szczęście ciasto spłynie i wyjmę z piekarnika małą katastrofę. Nie tym razem! Przepis na szwedzkie bułeczki św. Łucji sprawdził się doskonale. Jednak zamiast formować drożdżówki, podzieliłam ciasto na mniejsze porcje i rozwałkowałam na długie paski potrzebne do… turlania właśnie. Oryginalną recepturę znajdziecie w przepięknej książce Scandinavian Christmas Trine Hahnemann. Ta pozycja już dawno mrugała do mnie z kulinarnej biblioteczki i zdała egzamin za pierwszym podejściem.

69.8

Byłabym zapomniała o kremie! Uwielbiam połączenie słonawej Philadelphii ze słodkimi dodatkami. Zazwyczaj żeby nie zapeszać skromnie mówię, że coś jest zjadliwe albo całkiem dobre, ale tu po prostu nie mogę zrobić takiej krzywdy temu nadzieniu. Jest przepyszne! Mam nadzieję, że całość przypadnie Wam do gustu.

69.869.8

69.6

Ciasto (na 16 sztuk):

✔ 250ml letniego mleka
✔ 20g świeżych drożdży
✔ ½ łyżeczki szafranu
✔ 100g roztopionego masła

✔ 500g mąki pszennej
✔ 50g drobnego cukru
✔ szczypta soli

✔ 1 jajko
✔ talerzyk grubego kryształu

Do letniego mleka dodajemy pokruszone drożdże, mieszamy, dodajemy szafran. Dolewamy lekko przestudzone masło, ponownie całość mieszamy.

Mąkę wraz z solą przesiewamy do dużej miski. Dodajemy cukier i płynne składniki. Z pomocą miksera z hakiem lub ręcznie (w tym wypadku przyjemność ta zajmie około 10 minut) wyrabiamy ciasto aż przestanie się kleić i będzie łatwo odchodziło od ścianek misy. Nakrywamy naczynie ściereczką, odstawiamy na pół godziny w ciepłe miejsce. Jeśli boicie się, że w chłodnym, zimowym mieszkaniu braknie drożdżom animuszu, wstawcie osłoniętą miskę do wyłączonego piekarnika nagrzanego uprzednio do 40°C.

Gdy ciasto wyrośnie, nastawiamy piekarnik na 180°C. Natłuszczamy masłem foremki do rożków. Jeśli takich nie posiadacie (moje wegetowały w pudełku dobre trzy lata, zdaję sobie sprawę, że nie jest to artykuł pierwszej potrzeby), to nic straconego. Możecie użyć spiczastych wafli do lodów owiniętych folią aluminiową. Efekt będzie dokładnie taki sam.

Ciasto dzielimy na 16 równych części i nakrywamy folią, by nie wyschło. Każdy fragment przez chwilę wyrabiamy, gdy przyjdzie na niego kolej :) Formujemy w kulkę, po czym rolujemy w wałek (nie musi być bardzo długi; raczej chodzi o to, by był jednolitej grubości) i na symbolicznie oprószonej mąką stolnicy rozwałkowujemy na długi pasek. Rolowanie rożków zaczynamy od szpica pilnując, by między zwojami ciasta nie było wolnych przestrzeni. Smarujemy rozkłóconym jajkiem, obtaczamy w białym krysztale (lub, jeśli wolicie mniej cukru – oprószamy) i stawiamy rożki w pionie na blasze wyłożonej pergaminem. Powinny trafić do piekarnika na 25 minut, najlepiej na nieco obniżoną półkę, by czubki za mocno się nie spiekły. Gotowe zdejmujemy z foremek dopiero po ostygnięciu.

69.6

69.6

Krem:

✔ 300g śmietanki kremówki 36%
✔ 375g serka Philadelphia
✔ 150g białej czekolady
✔ 90g orzechów laskowych

Podgrzewamy śmietankę, serek i białą czekoladę, regularnie mieszamy aż do połączenia składników. Nakrywamy rondelek folią spożywczą i po ostudzeniu wstawiamy do lodówki na kilka godzin, najlepiej na noc.

Rozgrzewamy piekarnik do 200°C. Równą warstwą wysypujemy orzechy na blaszkę wyłożoną pergaminem. Pieczemy przez 10 minut, po czym zsypujemy na ściereczkę. Sugerowałabym taką, której nie będzie Wam szkoda, jeśli się nie dopierze. Energicznie pocieramy orzechy przez materiał, aż większość skórek sama odpadnie. Obrane mielimy bardzo dokładnie na masło.

Schłodzony krem ubijamy na sztywno, dodajemy masło z orzechów laskowych i ponownie miksujemy. Przekładamy do rękawa cukierniczego zakończonego tylką z otwartą gwiazdą. Jeśli jest zbyt płynny, przed nadzianiem rożków można go jeszcze schłodzić.

Gotowy deser przechowujemy w lodówce – ciastu to nie zaszkodzi, a nadzienie pozostanie świeże i zwarte.

58.5

Smacznego!

58.4


Pin on Pinterest94Share on Facebook0Email this to someoneTweet about this on TwitterShare on Tumblr0Share on Google+0

Świąteczny keks bez wyrzutów sumienia

68.3

Mam nadzieję, że zaglądacie na Hellozdrowie i zdążyliście się załapać przed Świętami na zdrową wersję keksu. U mnie z powodów technicznych jak zwykle notka pojawia się po zawodach, ale skoro nadeszły mrozy, choinki nadal stoją i właściwie dopiero teraz można poczuć zimowy klimat, mam nadzieję, że ciacho jeszcze Wam się przyda. Poza tym kolejna Wigilia już za rok ;)

Przepis znajdziecie TUTAJ.

68.4

Smacznego!


Pin on Pinterest6Share on Facebook0Email this to someoneTweet about this on TwitterShare on Tumblr0Share on Google+0

Makowiec z domową masą – bez glutenu, bez cukru

67.1

Tym razem ekipa Hellozdrowie postawiła przede mną dwa świąteczne zadania specjalne. Efekty pierwszego z nich widzicie powyżej – to makowiec na delikatnym biszkopcie, w którym nie znajdziecie glutenu, z masą, do której posłodzenia użyłam… daktyli. Zapomnijcie o mieszankach z puszek, ta w zupełności Wam wystarczy!

Przepis znajdziecie TUTAJ.

Smacznego!


Pin on Pinterest8Share on Facebook0Email this to someoneTweet about this on TwitterShare on Tumblr0Share on Google+0

Stradonia: designerska uczta u stóp Wawelu

Witajcie :) Dziś bez przepisu, za to nadal smakowicie, pod warunkiem że lubicie popatrzeć na piękne wnętrza. Wyobraźcie sobie, że zebraliście na Pintereście dziesiątki inspirujących zdjęć i nagle ktoś buduje makietę domu Waszych marzeń prezentując przy tym rozwiązania, na które sami byście nie wpadli. Coś podobnego miało miejsce tydzień temu na blogerskim brunchu w niedawno powstałych apartamentach Stradonia.

Słowem wstępu: Stradonia to miejsce, które śmiało można polecić zarówno znajomym, którzy szukają wygodnej „miejscówki” na weekend, jak i tym, którzy w Krakowie będą spędzali tygodnie, a nawet miesiące. Powiem szczerze: zazdroszczę szczególnie tym drugim!

Adres marzenie: Stradomska 7. Wawel na wyciągnięcie ręki, Planty w zasięgu wzroku, Grodzka prowadząca aż do Rynku za najbliższym przejściem dla pieszych. Mnie jako rodowitą Krakuskę, która wszystkie te miejsca zna na pamięć, interesowały jednak przede wszystkim wnętrza. Choć muszę przyznać, że dostępny z niektórych apartamentów widok kościoła i ogrodu Bernardynów oraz malującego się za nimi Wawelu nawet na mnie zrobił wrażenie. Szczególnie, że taki krajobraz można oglądać zaraz po przebudzeniu, prosto z wygodnego łoża na podwyższeniu :)

Zanim jednak w pełni oddaliśmy się pokonywaniu kolejnych pięter i odkrywaniu sekretów poszczególnych apartamentów (była nawet komórka pod schodami Harry’ego Pottera, zwana też pokojem dla kota ;) ), poznaliśmy historię miejsca oraz ekipę odpowiedzialną za jego wizerunek. Identyfikację wizualną zaprojektowało studio Teren Prywatny. Jak się okazuje prawie moi sąsiedzi z ulicy ;) Natomiast za to, co widzimy poza przestrzenią wirtualną czy na materiałach promocyjnych, odpowiedzialna jest Marcelina Gwiżdż, główny architekt wnętrz. A te są zachwycające. Powitano nas w apartamencie, który zrobił ekipie remontowej niemałą niespodziankę – na ścianach znaleziono zabytkowe polichromie, które z uwagą odrestaurowano i które w pełnej krasie cieszą oko zdobiąc ściany i sufit mieszkania. Kolor powalił mnie na kolana! W pozostałych mieszkaniach ściany są już jasne i gładkie, zdobią je natomiast przepiękne plakaty puentujące czasem w zabawny sposób miasta czy regiony naszego kraju. Tatry na pewno zamówię do własnego mieszkania, natomiast za serce zdecydowanie chwycił mnie Zgierz :) Wstyd nie wspomnieć o autorze – Ryszard Kaja zaprojektował całą serię („serię”, bowiem w każdym apartamencie znajdziecie inną parę plakatów), która robi tak fantastyczne wrażenie, że nie zdziwiłabym się gdyby dobór pokoju pod kątem grafik stał się w Stradonii równie oczywisty, jak wybór z uwagi na widok z okna. W tajniki sztuki plakatu wprowadził nas prawdziwy pasjonat, Krzysztof Dydo, właściciel krakowskiej Galerii Plakatu.

To, co szczególnie mnie zachwyciło, to cudowna prostota połączona z maksymalną funkcjonalnością. Przyjeżdżacie do Krakowa i nagle wpadacie na dość niecodzienny na wakacjach pomysł upieczenia ciasta? Nic trudnego! Do dyspozycji macie w pełni wyposażoną kuchnię, w której znajdziecie między innymi tortownicę. Brakuje blatu? Ha! Dodatkowy, wysuwany, znajdziecie nad piekarnikiem. Jeśli macie „talent” kulinarny odznaczający się ekspresją na ubraniach i ciele, do Waszej dyspozycji oddano piękną łazienkę, czasem nawet dwie. Takich smaczków jest więcej. Jednym z największych (dosłownie) jest rozkładane łóżko ukryte w… regale. Wynajmujecie apartament na kilka tygodni i wpada do Was ktoś z rodziny? Tadam! Niech Was nie zmyli skojarzenie z rozklekotanym łóżkiem wypadającym ze ściany w amerykańskich filmach. To było wygodne ;)

Zaskoczył mnie fakt że niektóre meble, choć dotąd zupełnie mi obojętne, umiejętnie skomponowane z innym wyposażeniem zyskują „to coś”, co nadaje wnętrzu przytulnego, domowego klimatu. Proste kształty, lampy na trójnogach, jasne drewno – to wszystko doskonale sprawdza się w pokojach, które jakby nie było mieszczą się w zabytkowej kamienicy, która prawdopodobnie w poprzednich wiekach widziała kilka definicji „przepychu”.

Naprawdę żal było opuszczać Stradonię. Remont naszego mieszkania nadal tkwi na etapie papierologii, dlatego też pokonując ostatnie schodki kamienicy miałam już przed oczami wiekową boazerię w przedpokoju ;) Udało mi się jednak podpatrzeć kilka rozwiązań, które mam nadzieję nieprędko wylecą mi z pamięci. Poza tym naprawdę wspaniale, świetnie się bawiłam i uśmiałam za wszystkie czasy, szczególnie w fazie „pokoje są do waszej dyspozycji, róbcie z nimi co chcecie!„. Pora coś zjeść puścili prysznic w ruch, w razie czego dowody tkwią na moim dysku, choć widzę że na końcu notki PCZ możecie zobaczyć o co chodzi ;)

A tu mały zlepek z Instagrama :)


Pin on Pinterest0Share on Facebook0Email this to someoneTweet about this on TwitterShare on Tumblr0Share on Google+0