Mus czekoladowo-truskawkowy

72.4

Święto lasu – przepis na blogu! Strasznie się cieszę, że wreszcie miałam chwilę na takie własne, niezobowiązujące zdjęcia. Ostatnio bardzo dużo fotografuję na zlecenie (znakomitą część efektów możecie oglądać na stronie Ani Starmach), przygotowuję videotutoriale, zbliża się także kolejna papierowa publikacja, o której więcej jak tylko będę mogła puścić farbę :) Jeśli mam czas dla siebie, co przez ostatnie miesiące właściwie się nie zdarzyło (poza wyjazdem do Włoch, który pamiętam jak przez mgłę; jak dobrze, że mamy instagram), do blatu kuchennego podchodzę jak do jeża. Dopadło mnie zmęczenie materiału, ale to przytrafia się chyba w każdym zawodzie, nieważne jak bardzo uwielbia się swoją pracę.

Miałam lekką tremę, że może ciemniejsza sesja to już nie moja bajka, ale zdarzyło się to, co kocham w tym wszystkim najbardziej – w miarę jak zbieracie kolejne elementy stylizacji zaczynają Wam się kłębić w wyobraźni pomysły i nie nadążacie ze ściąganiem przydasiów z półek, bieganiem z nożyczkami po ogrodzie, krojeniem truskawek… Nagle wiecie dokładnie co i jak chcecie zrobić. Oczywiście czasem po zgraniu zdjęć na dysk robicie wielkie oczy i zastanawiacie się, jakim cudem na ekranie wygląda to tak źle, ale to całe szczęście rzadkość ;) Praktyka czyni… no, daje wprawę ;)

72.7

Ofiarą wprawiania się padł mus, którego udało nam się nie zjeść zaraz po nakręceniu videotutoriala :) Gdyby nie to, że musiał się schłodzić przed podaniem, pewnie nie dotrwałby wieczoru. Luby mój, gdy coś wyjątkowo mu smakuje, ma zwyczaj mawiać że gilgają go policzki. Gilgały! Kolejna odznaka kuchcika zdobyta ;) Zapomniałam wspomnieć, że od poniedziałku byliśmy na diecie… zawsze można wybiegać, prawda?

72.9

Mus (4 porcje):

✔ 100g mlecznej czekolady
✔ 100g białej czekolady
✔ 50g masła
✔ 75g truskawek
✔ 4 jajka
✔ 1 białko
✔ 50g cukru pudru

✔ wiórki czekoladowe
✔ 12 truskawek

Każdą z czekolad łamiemy na mniejsze kawałki i osobno roztapiamy w kąpieli wodnej, czyli w żaroodpornych naczyniach ustawionych nad gotującą się wodą w taki sposób, by ich spód nie stykał się z powierzchnią wrzątku. Roztopione i rozmieszane zdejmujemy znad wody, dodajemy do każdej po 25g masła. Dokładnie mieszamy.

Jajka (dokładnie wyszorowane i wyparzone przez kilka sekund we wrzątku) dzielimy na białka (dodajemy do nich piąte) i żółtka. Do każdej z czekolad dodajemy po dwa żółtka, miksujemy. Biała czekolada lubi się warzyć; jeśli tak się stanie po wymieszaniu z masłem, wystarczy jeszcze na moment ustawić ją nad kąpielą wodną, a podczas miksowania odzyska gładką konsystencję.

Truskawki blendujemy na sos. Dodajemy go do masy z białą czekoladą, dokładnie łączymy składniki.

Białka ubijamy na sztywno pod koniec dodając cukier puder. Do każdej z mas czekoladowych dodajemy po dwie łyżki białek, dokładnie mieszamy by rozluźnić konsystencję. Ubite białka dzielimy na dwie równe części, dodajemy do każdej z mas i bardzo delikatnie mieszamy łopatką tak, by składniki dokładnie się połączyły i nie było już widać grudek białka, ale uciekło jak najmniej pęcherzyków powietrza.

Kroimy cztery truskawki na plasterki. Wybieramy największe i najładniejsze, dociskamy je do ścianek szklanek tak, by przyssały się do szkła. Nieco ponad poziom truskawek nakładamy mus z mlecznej czekolady. Dopełniamy musem truskawkowym. Wstawiamy do lodówki na kilka godzin. Przed podaniem dekorujemy wiórkami czekoladowymi i połówkami pozostałych truskawek.

72.572.8

72.1

72.6

Smacznego!

72.3

72.2

Pin on Pinterest49Share on Facebook57Email this to someoneTweet about this on TwitterShare on Tumblr0Share on Google+0

Tyle miłości: mus z białej czekolady i ricotty z galaretką winno-granatową

57.8

Witajcie! Jak tam po Walentynkach? U nas upłynęły bez ani grama słodkiego. Nie licząc smakowej kawy z kapsułek, która jest moją weekendową słabością – w tygodniu jem tak grzecznie, że nawet Tłusty Czwartek przeszłam bez kolizji ze zbędnymi kaloriami. Ale tydzień temu zrobiliśmy sobie przedpremierowe Święto Zakochanych i spałaszowaliśmy deser, który widzicie na zdjęciach. Poniosła mnie trochę ułańska fantazja, bo musu spokojnie wystarczyłoby na cztery porcje. To te szatańskie kieliszki… Nie wiem jaką klątwą zostały obłożone, ale ciągle mam z nimi jakieś problemy. Kupiłam je kiedyś do zdjęcia serniczków dla dwojga z książki Ani Starmach. Przygotowałam masę, wstawiłam do lodówki, za gwałtownie otwarłam drzwi i… trzeba było robić kolejną porcję. Luby skoczył po nowy kieliszek, oczywiście jego też w jakiś sposób zbiłam (kieliszek, nie Ukasza), z tego co pamiętam została mi w ręce sama nóżka. Kolejnym razem na wszelki wypadek kupił dwa. Kiedy już uporałam się z fotografią do przepisu, zapakowałam ocalałe trzy sztuki w papierowe ręczniki i zamknęłam bezpiecznie w koszu piknikowym. Do czasu! W zeszły weekend kolejny pękł mi w rękach przy wycieraniu. Została parka, która mam nadzieję wie że ma mnie już nie drażnić… ;)

No dobrze, a co mamy w kieliszkach? Biała czekolada, bita śmietana, ricotta… już sama ta warstwa wystarczy, żeby poruszyć kubki smakowe. Ale dla kontrastu dodałam błyskawiczną galaretkę z różowego wina i soku z granatu. Wydawało mi się, że pójdę na łatwiznę wrzucając owocowe ziarenka do wyciskarki. Nie, nie i jeszcze raz nie. Sok wyszedł mętny, po odstawieniu na bok wytrąciło się z niego coś, co ochrzciłam mianem gipsu. Stara, dobra metoda na rozgniatanie w misce dała klarowny sok o dokładnie takiej barwie, o jaką mi chodziło. Inna sprawa, że chwilę później biegłam do łazienki z zachlapanym fartuchem, który nie może być brudny, bo to przecież do zdjęć

57.10

Mus:

✔ 100g białej czekolady
✔ 300ml śmietanki kremówki 36%

✔ 100ml śmietanki kremówki 36%
✔ 150g ricotty

✔ łyżeczka żelatyny
✔ 40ml zimnej wody

Białą czekoladę drobno kroimy, by w kolejnym kroku szybko się rozpuściła. Podgrzewamy 100ml śmietanki kremówki. Zdejmujemy z ognia, dodajemy posiekaną czekoladę i mieszamy aż do rozpuszczenia. 200ml śmietanki ubijamy na sztywno, dodajemy ostudzony sos czekoladowy. Delikatnie mieszamy.

Pozostałe 100ml śmietanki ubijamy, ricottę miksujemy z cukrem pudrem, mieszamy z ubita śmietaną. Żelatynę zalewamy wodą, odstawiamy na kilka minut do napęcznienia. Gdy zastygnie, podgrzewamy ją przez kilka sekund na niskiej mocy w mikrofalówce (uwaga żeby się nie zagotowała, straci wtedy swoje właściwości). Rozpuszczoną dodajemy do obu połączonych mas, delikatnie mieszamy i przekładamy całość do dwóch dużych kieliszków, lub trzech-czterech mniejszych naczyń. Chłodzimy przynajmniej godzinę do stężenia, by kolejna warstwa nie naruszyła musu.

57.4

57.557.6

57.3

Galaretka:

✔ 100ml soku z granatu
✔ 100ml różowego, półwytrawnego wina
✔ łyżeczka żelatyny
✔ 40ml zimnej wody

Odcinamy koronę i spód granatu. Owoc kroimy wzdłuż białych linii, wybieramy ziarenka. Wyciskamy z nich 100ml soku, przecedzamy. Mieszamy z różowym winem. Przygotowujemy żelatynę w identyczny sposób, jak w przypadku musu, dodajemy do soku z winem. Galaretkę wylewamy z niewielkiej wysokości na stężały mus, odstawiamy do zastygnięcia.

57.1

57.2

Dekoracja:

✔ 40g białej czekolady
✔ garść ziarenek granatu

Z białej czekolady robimy obieraczką do warzyw wiórki. Posypujemy nimi wierzch zastygłej galaretki, dekorujemy granatem.

57.757.11

Smacznego!

57.12

57.9

Pin on Pinterest997Share on Facebook31Email this to someoneTweet about this on TwitterShare on Tumblr0Share on Google+0

Wielkanocne miseczki babkowo-cytrynowe

42.3

Uwaga, biegnę z przepisem na Wielkanoc! Tak, wiem – później się nie dało. Cała ja. Ale podejrzewam, że w tych dniach nie zabraknie Wam żadnego składnika, może oprócz nieszczęsnych baloników za którymi sama musiałam trochę pochodzić. Wydawało mi się, że mogą powinny być wszędzie, a tu klops. Ani w kiosku, ani w wielobranżowych sklepikach osiedlowych, ba! – wyrosła mi nieopodal domu zminiaturyzowana Alma, tam też nie było. Szukałam między papierowymi czapeczkami a rajstopami, nic, null, zero. Ale wreszcie udało się upolować balony w galerii handlowej, w trzecim z kolei miejscu… Napompowałam od razu całą paczkę, tak na wszelki wypadek, bo przecież znając moje szczęście albo doba się skurczy, albo popękają, albo lunie i ze zdjęć nici. Poszłam spać z poczuciem spełnionego obowiązku. Nie wiem czy to duma z przygotowania zawczasu baloników natchnęła mnie takim rozmachem, ale rano musiałam wszystko poprawiać. Nie wiem kto byłby w stanie zjeść porcje z miseczek odlanych od tych gigantów, ale połowa powietrza musiała koniecznie ulecieć w świat.

Fantazja znowu mnie poniosła przy pracy z czekoladą. Zawsze jak jestem w stresie, bardzo mi się spieszy albo nie mogę się skoncentrować, powtarzam sobie jak mantrę hasło „metodycznie, pracuj metodycznie”. I tak przy ubijaniu śmietanki nie majtam już widełkami na boki jak oszalała, tylko spokojnie sobie czekam aż sama będzie na nie spływała i gęstniała, grzecznie przekładam ciasto parzone do miski przed dodaniem jajek, a cake popsy mrożę po kilka razy jak Wszechwieczny nakazał. Tak więc przykładnie czekałam aż czekolada ostygnie i dopiero wtedy wzięłam się za maczanie w niej baloników. Super, mam cztery, wystarczy! Ale, ale, jakby je tak przesmarować pędzelkiem, żeby powstała tekstura gniazda…

„BUM!”

Jak dobrze, mój Boże jak dobrze, że mamy jeszcze niewyremontowaną kuchnię. Wszystko było w czekoladzie. Kuchenka. Osłonka kuchenki. Blaty, miski, ściana nad osłonką, moje spodnie, koszulka, Jezu kochany, moja twarz! Luby przybiegł ratować sytuację, jak tylko się ogarnął a mi zeszło ciśnienie, przyodziana w świeże ciuchy powtórzyłam numer. Dlatego proszę, żadnych pędzelków, choćbyście nimi smagali baloniki delikatnie jak cherubinki głaszczą szczeniaczki labradorków. Nie i już.

Całe szczęście ciąg dalszy był już lekki i przyjemny, szczególnie część babkowa. Przepis na ciasto dostałam od mamy Lubego, z którą to pierwszy raz w życiu piekłam babkę majonezową i zaraz po spróbowaniu nie mogłam się doczekać powtórki. Przepyszna, leciutka, mięciutka, babka jak puch. Obowiązkowo do spróbowania. Zamiast oldskulowego aromatu w olejku starłam do niej skórkę z cytryny, mniam! Jeśli będziecie chcieli spróbować jej solo, z normalnej formy z kominkiem, przemnóżcie składniki przez dwa. Z poniższego przepisu wyjdą Wam cztery porcje wielkanocnego deseru. Nawiasem mówiąc, wygląda trochę jak jajko, któremu białko pomyliło się z żółtkiem… :)

42.2

Czekoladowe miseczki:

✔ 200g dowolnej czekolady (u mnie deserowa)
✔ 4 baloniki ;)

Połowę porcji czekolady rozpuszczamy w kąpieli wodnej – żaroodporne naczynie ustawiamy nad gotującym się wrzątkiem tak, by dno nie stykało się z lustrem wody. Gdy czekolada się rozpuści, zdejmujemy naczynie znad kąpieli i dodajemy pozostałą tabliczkę, mieszamy aż powstanie gładka masa. Baloniki pompujemy do rozmiarów niedużej miseczki i skręcamy wentylki tak, by udało się upuścić powietrze bez przebijania. Gdy czekolada osiągnie temperaturę pokojową, ale nadal będzie płynna, obtaczamy w niej balonik do połowy wysokości. Odstawiamy do wyschnięcia na papier do pieczenia. Miseczki powinny spędzić w lodówce około 30 minut. Po tym czasie obtaczamy je raz jeszcze, ponownie chłodzimy. Przed wyjęciem baloników miseczki powinny postać przynajmniej 5 minut w temperaturze pokojowej – miałam nie lada problem z odklejeniem gumy od zimnej czekolady, naprawdę warto wykrzesać z siebie odrobinę cierpliwości. Każdy z baloników odplątujemy, wypuszczamy powietrze. Spora część odklei się sama, resztę balonika ostrożnie odrywamy pamiętając, by nie zostawić na zewnątrz miseczki śladów palców.

Babka majonezowa:

✔ 2 jajka w temperaturze pokojowej
✔ 80g drobnego cukru
✔ 35g majonezu w temperaturze pokojowej
✔ skórka otarta z 1/2 cytryny
✔ 40g mąki pszennej
✔ 45g mąki ziemniaczanej
✔ 1 łyżeczka proszku do pieczenia

Piekarnik rozgrzewamy do 100°C, formę na małą babkę lub keks smarujemy masłem i oprószamy mąką wytrzepując jej nadmiar. Ubijamy na sztywno białka, w małych porcjach dodajemy cukier i miksujemy do powstania sztywnej i błyszczącej piany. Wlewamy po jednym żółtku, po każdym mieszając. Dodajemy majonez i skórkę z cytryny, po raz ostatni miksujemy. Przesiane mąki i proszek do pieczenia wsypujemy do masy, delikatnie mieszamy całość łopatką tylko do połączenia składników. Ciasto przelewamy do formy, wstawiamy do piekarnika i od razu zwiększamy temperaturę do 175°C.

Babka powinna się piec do suchego patyczka, około 20-25 minut, zależnie od kształtu Waszej blaszki. Gotową zostawiamy na 10 minut w formie, po czym odwracamy i przekładamy ją na kratkę do ostygnięcia. Kroimy na plasterki (możecie odciąć przypieczone brzegi), wykładamy ciastem dno czekoladowych miseczek.

Krem cytrynowy:

✔ 1/2 łyżeczki żelatyny w proszku
✔ 2 łyżki gorącej wody
✔ 115g masła
✔ 150g drobnego cukru
✔ skórka otarta z 1 i 1/2 cytryny
✔ 100ml soku z cytryny
✔ szczypta soli
✔ 6 żółtek

✔ 350ml śmietanki kremówki 36%
✔ 2 łyżki cukru pudru

W gorącej wodzie rozpuszczamy żelatynę, odstawiamy na bok. W rondelku o grubym dnie roztapiamy masło. Zdejmujemy z ognia, dodajemy drobny cukier, skórkę i sok z cytryny, sól. Mieszamy trzepaczką i gdy cukier się rozpuści, dodajemy żółtka. Podgrzewamy przez kilka minut na małym ogniu, ciągle ubijając masę trzepaczką. Jeśli krem zacznie bulgotać, odstawiamy go na kilka sekund znad palnika. Gdy znacznie zgęstnieje, zdejmujemy go z ognia i dodajemy rozpuszczoną żelatynę. Odstawiamy aż wystygnie. W międzyczasie ubijamy śmietankę, pod koniec dodając do niej cukier puder. Dzielimy na dwie równe porcje. Jedną z nich delikatnie z pomocą łopatki mieszamy z ostudzonym kremem, nakładamy do miseczek zakrywając zupełnie warstwę babki. Pozostałą śmietanką dekorujemy deser.

42.1

Smacznego!

Pin on Pinterest115Share on Facebook1Email this to someoneTweet about this on TwitterShare on Tumblr0Share on Google+1

Pierniczkowe tiramisu z orzechami w karmelu

30.5

Witajcie :) Jak tam nastroje przed Świętami? Już chyba żaden zakątek kraju nie uchował się przed śniegiem, ale to dobrze – ile można trwać w takim pogodowym czyśćcu, który niczego konkretnego nie przypomina? W Krakowie sypnęło w sam raz na Mikołaja i dobrze się składa, bo jako że ostatnio nie bywam zbyt często w galeriach handlowych i nie oglądam reklam, inwazja świątecznych dekoracji i piosenek kompletnie mnie omija i bez śniegu ciężko mi się wpasować w klimat. Na blogach już trwa pierniczkowe szaleństwo, rozłożył się też u nas Jarmark Bożonarodzeniowy, który od lat kojarzy mi się najbardziej z orzeszkami w karmelu. Zawsze miło było wybrać się na spacer do Rynku i kupić rożek ciepłych orzechów. Przejdę się, gdy śnieg sięgnie nad kostki, a co! Klimat musi być :) Na razie jeden z ulubionych smaków spróbowałam odtworzyć w domu. A żeby orzeszkom nie było smutno, dostały towarzystwo w postaci pysznego tyraj misiu. Całe szczęście tyrania tutaj nie doświadczycie, za to mam nadzieję, że będzie Wam smakowało :)

To jak na razie ostatnia w tym roku sesja jaką wykonałam na świeżym powietrzu… Padało, wiało, błyskawicznie się ściemniło, kawa zalała stolik – jednym słowem tragedia. Niebiosom dziękuję za Lightrooma i ekstremalne rozjaśnianie zdjęć :) Mimo koszmarnych warunków trochę mi smutno, że nadeszły miesiące fotografowania w domu, trzymam mocno kciuki, żeby obeszło się w tym roku bez ciągłych niedostatków światła.

Aha! Jeśli o kciukach mowa. Od niemal dwóch lat w różnych konkursach walczę o Kitchen Aida. Pojawiła się kolejna szansa, niestety pierwszy etap konkursu opiera się na zasadzie najgorszej z możliwych, czyli zbieraniu głosów. Pomożecie? Można głosować co 24 godziny, bez rejestracji i zapisywania się do newsletterów, wystarczy kliknąć na łapkę, o tu. Byłabym Wam dozgonnie wdzięczna za poświęcony czas! :) A w nagrodę zapraszam na dwie porcje deseru, który Luby mój określił jako najsmaczniejszą rzecz, jaką jadł w życiu. Ja niby jestem na diecie, ale wcięłam chyba większość orzechów na sucho… tylko nikomu ani słowa!

30.4

Krokant orzechowy:

✔ 20g masła
✔ 110g drobnego cukru
✔ 100g posiekanych orzechów laskowych

Jeśli nie macie orzechów oczyszczonych z łupinek, rozgrzejcie piekarnik do 170°C. Orzeszki rozsypujemy równomiernie na blasze wyłożonej papierem do pieczenia, podpiekamy przez około 5 minut. Zawijamy w ściereczkę i odstawiamy do ostygnięcia. Energicznie pocieramy przez szmatkę co jakiś czas wybierając orzechy, które udało się już oczyścić. Drobno siekamy zostawiając 6 sztuk w całości – będą potrzebne do dekoracji.

Na rozgrzanej patelni roztapiamy masło, równomiernie zasypujemy cukrem. Pilnujemy, by karmel się nie przypalił – w razie czego wystarczy zmniejszyć płomień, zdjąć na kilka sekund patelnię z ognia i zamieszać drewnianą lub silikonową łopatką. Pod żadnym pozorem nie wolno próbować roztopionego cukru – jest bardzo gorący. Zanurzamy w karmelu oczyszczone orzeszki przeznaczone do dekoracji, wyławiamy widelcem i układamy na natłuszczonym pergaminie. Wysypujemy na patelnię posiekane orzechy, mieszamy aż pokryją się karmelem i zlepią. Z pomocą łopatki przekładamy je na natłuszczony masłem papier do pieczenia. Drobno kroimy dopiero, gdy całkowicie wystygną.

30.1

Krem:

✔ 4 żółtka w temperaturze pokojowej
✔ 45g cukru pudru
✔ 250g zimnego serka mascarpone

Żółtka ubijamy z cukrem na kogel-mogel. Miksujemy na wysokich obrotach przynajmniej 5 minut, aż wyraźnie zjaśnieją i staną się bardzo gęste. Jeśli nadal są lejące, nie przerywamy mieszania do czasu osiągnięcia pożądanego efektu. Zimne mascarpone ubijamy na średniej mocy miksera, dodajemy żółtka i miksujemy tylko do połączenia składników.

Pierniczki w kawie:

✔ 150g ciasteczek korzennych
✔ 1/2 filiżanki wystudzonej, mocnej kawy

Na dnie naczynia, w którym będziemy podawać deser, układamy ¼ niezbyt drobno połamanych ciasteczek. Skrapiamy równomiernie 4-6 łyżeczkami kawy. Zasypujemy krokantem, zasłaniamy ¼ masy. Czynność powtarzamy, przed udekorowaniem i podaniem wstawiamy do lodówki na przynajmniej 3 godziny.

30.230.3

Dekoracja:

✔ kakao do posypania
✔ 6 całych orzechów w karmelu
✔ 2 ciasteczka korzenne

Deser ozdabiamy przesianym kakao, pierniczkiem i trzema orzeszkami w karmelu.

Smacznego!

Pin on Pinterest854Share on Facebook7Email this to someoneTweet about this on TwitterShare on Tumblr0Share on Google+0

Jogurtowo-bezowe deserki z musem z kiwi i truskawek

18.15

Witajcie :) Ja i mój Leń po długich bojach doszliśmy do kompromisu – będzie notka! Przez parę dni kapryśna panna Pogoda działała na rzecz pana Lenia, ale udało się wreszcie wyciągnąć słońce zza chmur, zakręcić podniebny prysznic i podbić temperaturę. Uff! Czyli co? Piknik chyba jak najbardziej na miejscu :) A jak piknik, to przecież powinno być lekko, łatwo, przyjemnie i tak, by nie pobrudzić sobie rączek. Krótko mówiąc dzisiejszy przepis do skomplikowanych nie należy, a do tego łatwo da się zapakować do słoiczka. Gdzie ów słoiczek powędruje – tu już miejsce na Waszą inwencję, z mojej strony mogę Wam tylko życzyć, żeby tam gdzie się wybieracie z koszykiem nie żyły zastępy mrówek gustujących w kiwi. Tudzież truskawkach. Tudzież bezach. Oj, może być ciężko, natuuura… ;) Choć patrząc na szlaki biegnące po blatach mojej kuchni dochodzę do wniosku, że natury te wyrachowane, drobne potworki wcale do szczęścia nie potrzebują…

18.17

18.1118.6

Przepołowiony, ale jednak doprawiony sokiem z cytryny (nie pomijajcie, wychodzi super!) przepis na bezy wygrzebałam u Doroty.

18.12

Bezy (25 sztuk):

✔ 2 białka
✔ szczypta soli
✔ 1 łyżeczka soku z cytryny
✔ 120g cukru pudru

Piekarnik nagrzewamy do 110°C, włączamy funkcję termoobiegu. Blaszkę wykładamy papierem do pieczenia. Białka ubijamy wraz ze szczyptą soli na sztywno, dodajemy sok z cytryny i nadal miksujemy na najwyższej mocy miksera. Stopniowo, po łyżeczce, dodajemy cukier puder nie przerywając mieszania. Kiedy masa stanie się bardzo gęsta i sztywna, przekładamy ją do rękawa cukierniczego i wyciskamy na papier zachowując niewielkie dostępy.

Bezy będą piekły się przez godzinę, studzimy je w piekarniku przy lekko uchylonych drzwiczkach. Z zewnątrz powinny być chrupkie, w środku lekko ciągnące – ogromny plus, bo podczas wkruszania do deserków środek będzie sobie można ukradkiem zjeść ;) Ale ćśśś

18.118.2

Deserki (4 porcje w naczynkach o pojemności 300ml):

✔ 80g ciasteczek zbożowych lub maślanych
✔ 650g jogurtu greckiego
✔ 200g truskawek
✔ 4 owoce kiwi
✔ 2 łyżki cukru trzcinowego
✔ 2 łyżki soku z limonki

Ciasteczka drobno kruszymy, powstały piasek dzielimy równo między słoiczki, dociskamy do dna wąską szklanką. Swoje deserki robiłam z ciastkami zbożowymi, możecie równie dobrze użyć delikatniejszych, maślanych ciasteczek.

18.3

18.418.7

W osobnych miskach rozdrabniamy blenderem kiwi i truskawki, do każdej porcji owoców dodajemy po łyżce cukru i soku z limonki.

18.818.9

18.5

Do każdego słoiczka nakładamy kolejno: trzy łyżki jogurtu, rozkruszoną bezę, mus z kiwi, ponownie trzy łyżki jogurtu z rozkruszoną bezą, mus truskawkowy, jeszcze raz jogurt i dwie rozkruszone bezy. Każdą porcję dekorujemy całą bezą.

18.10

Słoiczki zakręcamy, chowamy do koszyka i wyruszamy hen, hen, z kocykiem i dobrą książką pod pachą. Rany, jakie to było męczące… ;)

18.16

18.13

18.14

Smacznego!

Pin on Pinterest37Share on Facebook5Email this to someoneTweet about this on TwitterShare on Tumblr0Share on Google+1