Jaglany mazurek lekko tropikalny

59.1

Wczoraj zajadaliśmy się babką z karmelem, dziś czas na coś fit! Jeśli Święta nie są dla Was żadnym argumentem usprawiedliwiającym słodkie obżarstwo, nie martwcie się – nie jesteście skazani na frustrujące spoglądanie na talerzyki rodziny, znad których oprócz stukotu widelczyków co i rusz dobiega „a może kawałeczek? na pewno? ale zobacz jakie dobre”. Mamy dla Was z Hello zdrowie nietypowego mazurka!

W poszukiwaniu przepisu zajrzyjcie TUTAJ :)

Smacznego!

Pin on Pinterest119Share on Facebook1Email this to someoneTweet about this on TwitterShare on Tumblr0Share on Google+0

Sernikowa tarta dyniowa pod bezową pianką

49.12

Witam wszystkich stęskniona okrutnie! Nareszcie znalazła się chwila na wrzucenie notki, wielkie uf-uf. Po wiadomej robótce (wiem że jestem monotematyczna, ale premiera książki już lada dzień!) miałam do nadrobienia trochę rzeczy, a i nie ukrywam że pogodowe przejście w tryb zmarzlucha przeżywam zazwyczaj dość boleśnie i jeśli nie muszę, nie wychodzę spod koca. A wierzcie mi, w ten ziąb po wieczornym powrocie z treningu kocyk stoi najwyżej w hierarchii, szczególnie że kiedy tylko mogę poruszam się wszędzie rowerem. Chwała mojej niezmordowanej kuzynce za cudowną kurtkę biegową, dzięki której nie muszę opatulać się w pięć polarów i dwa swetry :) Poza tym kilka wieczorów uciekło mi z serialem The Knick, a już obawiałam się, że po Breaking Bad nigdy nie wyjdę z serialowej żałoby. Inna sprawa, że jak już się kompletnie wkręciłam, skończył się sezon. Ot, klasyka żywota mojego.

Mam na dysku trochę zaległych zdjęć i głowiłam się, co dziś wrzucić – zawieruszył się nawet tort piña colada (tak, można z niesmakiem zerknąć za okno, chociaż muszę uczciwie przyznać, że po tygodniu mgły ostatni weekend zaskoczył słońcem), jak łatwo się domyślić przygotowany w samym środku lata… też będzie (w końcu Dexter pozował razem z ciastem, to nie może przepaść choćbym miała te kokosy i ananasy wrzucić w samo Boże Narodzenie!), ale jednak postanowiłam przywitać się z Wami czymś adekwatnym do trwającego sezonu. Będzie tarta :) A przyprawa, której użyłam do masy sernikowej, przyda Wam się mam nadzieję do kawy, kakao czy innych deserów, szczególnie tych dyniowych. Kusi mnie żeby zrobić sernik w tych samych smakach, ale oczywiście ze znacznie większym „środkiem”! Ostatnio jednak stronię od słodyczy i padło na takich skromnych rozmiarów wypiek. Przysięgam, zjadłam jeden kawałek! Bolało, ale rozdałam. Prawda, że jestem dzielna? ;) Mam nadzieję, że moje stare jeansy dojdą do tego samego wniosku i niedługo się dopną ;)

49.9

49.11

Przyprawa „pumpkin spice”:

✔ 2 łyżki cynamonu
✔ 2 łyżeczki imbiru
✔ 1 łyżeczka gałki muszkatołowej
✔ 12 ziarenek ziela angielskiego
✔ 1 łyżeczka goździków

Wszystkie przyprawy umieszczamy w moździerzu, młynku do kawy lub w małym malakserze. Rozdrabniamy na proszek i przesypujemy do szczelnego pojemniczka.

49.1

49.3

Ciasteczkowy spód:

✔ 230g herbatników zbożowych
✔ 90g orzechów włoskich
✔ 120g roztopionego masła
✔ szczypta cynamonu

Formę do tarty – najlepiej z wyjmowanym dnem – o wymiarach 36×13 centymetrów lub okrągłą o średnicy około 25 centymetrów smarujemy masłem.

Wszystkie składniki spodu mielimy w malakserze na mokry piasek. Wylepiamy nim mocno dno i boki formy, odstawiamy do lodówki na czas przygotowania masy.

Masa sernikowa:

✔ 200g serka kremowego Philadelphia w temperaturze pokojowej
✔ 115g drobnego cukru
✔ 2 łyżki śmietanki kremówki 36% w temperaturze pokojowej
✔ jajko w temperaturze pokojowej
✔ 150g purée z dyni* w temperaturze pokojowej
✔ łyżeczka przyprawy „pumpkin spice”

Rozgrzewamy piekarnik do 190°C. Serek kremowy miksujemy z cukrem i śmietanką. Dodajemy jajko, przyprawę i purée. Mieszamy do połączenia składników, wylewamy masę na ciasteczkowy spód, wyrównujemy i zapiekamy przez 20-25 minut. Zostawiamy do ostygnięcia w uchylonym piekarniku.

* Aby przygotować purée, należy usunąć ze środka dyni pestki i włókna tak, aby pozostał sam miąższ. Dynię można podzielić na mniejsze kawałki, ułożyć na folii aluminiowej skórą do góry i piec do miękkości w 200°C przez 40-60 minut (w zależności od wielkości kawałków). Upieczony miąższ bardzo łatwo oddzielić od skórki łyżką, trzeba go jeszcze odsączyć z wody (np. wyciskając przez chustę serowarską) i zmiksować na gładko blenderem. Gotowe purée można przechowywać w lodówce do tygodnia lub zamrozić.

49.249.4

Beza szwajcarska:

✔ 3 duże białka
✔ 150g drobnego cukru
✔ łyżeczka ekstraktu z wanilii

W kąpieli wodnej (czyli w żaroodpornej misce ustawionej nad garnkiem z gotującą się wodą tak, by jej spód nie dotykał powierzchni wrzątku) przez kilka minut mieszamy białka z cukrem i ekstraktem pilnując, aby cukier nie osadzał się na brzegach miski i całkowicie się rozpuścił. Kiedy to nastąpi, zdejmujemy mieszankę znad wody i ubijamy białka przez kilkanaście minut aż zupełnie ostygną, a spód miski będzie chłodny. Masę przekładamy do rękawa cukierniczego zakończonego tylką o średnicy 1 centymetra. Wyciskamy bezowe kropelki na powierzchnię sernika, przypalamy z wierzchu palnikiem do crème brûlée lub wstawiamy na chwilę do piekarnika z funkcją grilla. Gotowe! :)

49.5

49.649.7

Smacznego!

49.10

49.8

Pin on Pinterest1.7kShare on Facebook19Email this to someoneTweet about this on TwitterShare on Tumblr0Share on Google+0

Rabarbarowy słodziak, czyli tarta bez pieczenia

45.11

Ale wpadka! Przez ostatni tydzień dwa razy zdarzyło mi się zostać słomianą wdową i w każdy samotny wieczór zastanawiałam się co jeszcze przeczytać, co obejrzeć, co zrobić żeby tak potwornie nie nudzić się bez Lubego. Coś mi świtało o zaległym przepisie jeszcze z chłodniejszych dni, ale na śmierć wyleciała mi z głowy ta tarta! A zatem nadrabiam rzutem na taśmę, albowiem skoro świt pakuję się do auta i mknę do Berlina pierwszy – ale nie ostatni – raz w tym roku zobaczyć Nine Inch Nails (o Boże, o Boże!). Wszyscy, którzy mają mnie w znajomych na facebooku, już pewnie mają absolutnie dość tego tematu, ale cóż – mnie zawsze dopadają potężne reisefieber i koncertfieber ;) Gorzej, że już zaczynam odczuwać post concert depression syndrome, ale raczej w łagodnej formie, bo za niecały miesiąc wykorzystam kolejne dwa bilety. Ha! Trzymajcie kciuki żebym dobiła barierek, koncert bez zakleszczenia się wokół żelastwa i miliona siniaków na żebrach to koncert stracony ;)

45.10

A bardziej w temacie: podrzucam bardzo szybką i bardzo słodką tartę bez pieczenia. Trochę ciastek, czekolady, krem a’la tiramisu i gotowe! Śmiem powiedzieć, że mniej przy niej pracy niż zmywania ;) Ale kto powiedział że gary musi ogarniać ten, kto je pobrudził…?

45.245.7

45.1

Ciasteczkowy spód:

✔ 290g ciasteczek Oreo
✔ 50g pokruszonej mlecznej czekolady
✔ 50g miękkiego masła + odrobina do posmarowania formy

Formę do tarty o wymiarach 36×13 centymetrów lub około 25 centymetrów smarujemy masłem. Powinna mieć wyjmowane dno – inaczej nie ma szans na wydostanie ciasta w jednym kawałku.

Wszystkie składniki mielimy w malakserze na mokry piasek. Wylepiamy nim mocno dno i boki formy, odstawiamy do lodówki.

45.4

Krem:

✔ 1 jajko
✔ 1 żółtko
✔ 50g drobnego cukru
✔ 250g serka mascarpone

Jajka dokładnie szorujemy, wyparzamy w szklance z wrzątkiem przez 10 sekund. W kąpieli wodnej (czyli w żaroodpornym naczyniu ustawionym nad gotującą się wodą tak, by jego dno nie dotykało wrzątku) ubijamy dwa żółtka i białko z cukrem. Gdy cukier się rozpuści, zdejmujemy miskę znad kąpieli i nadal miksujemy aż naczynie ostygnie, a masa stanie się bardzo gęsta.

Serek mascarpone krótko ubijamy, dodajemy do niego ostudzoną masę jajeczną i dokładnie mieszamy. Krem wykładamy równą warstwą na tartę, odstawiamy do lodówki.

45.5

Rabarbar na słodko:

✔ 50g drobnego cukru
✔ 2 łyżki wody
✔ 400g rabarbaru

Łodygi rabarbaru kroimy na długość odrobinę mniejszą od szerokości blaszki. Na dużej patelni roztapiamy cukier skropiony wodą, układamy w nim fragmenty rabarbaru i podgrzewamy na małym ogniu aż zmiękną, w międzyczasie obracając je ostrożnie na drugą stronę. Ostudzony rabarbar układamy na tarcie tak, by całkowicie zakrył krem.

45.645.8

45.9

Ja swojego nie obierałam, żeby zachować piękny kolor :) Przy jedzeniu w niczym to nie przeszkadzało – rabarbar sam w sobie trochę walczy z widelczykiem, skórka to mały pikuś ;)

45.3

Smacznego!

Pin on Pinterest701Share on Facebook0Email this to someoneTweet about this on TwitterShare on Tumblr0Share on Google+0

Quiche z serami pleśniowymi, jabłkiem i szynką szwarcwaldzką

37.5

Niespodzianka! Dzisiaj wytrawnie, a i naszła mnie wena testowania innego stylu obróbki zdjęć, bardziej adekwatnego do obecnego tematu. Mimo że od rana w Krakowie było naprawdę pięknie, jak zwykle ktoś puścił farbę że biorę się za fotografowanie – momentalnie słońce przesłoniła ogromna chmura. Taka karma. Tak czy owak – jak Wam się podoba? :)

37.9

Quiche zjedliśmy na obiad, ale równie dobrze nada się na ciepłą kolację. Skorzystałam z przepisu Michela Roux na ciasto kruche, zastępując trzecią część masła roślinnym smalczykiem o smaku cebulki z jabłkiem. Smakowita Pajda zaskoczyła mnie przyjemnym, swojskim zapachem, który uwalniał się z każdym zagnieceniem ciasta, a także chrupką konsystencją, którą zawdzięcza dodatkowi cebulki. Ot, taka ciekawostka, której warto spróbować.

37.2

37.837.7

Kruche ciasto:

✔ 250g mąki
✔ 100g zimnego masła pokrojonego w kosteczki
✔ 50g smalczyku roślinnego Smakowita Pajda z cebulką i jabłkami
✔ 1 łyżeczka soli
✔ szczypta drobnego cukru
✔ 1 jajko
✔ 1 łyżka zimnego mleka

Z przesianej mąki formujemy stożek, na środku robimy zagłębienie. Dodajemy masło, smalczyk, sól i cukier, wbijamy jajko. Rozcieramy na gładko palcami lub siekamy składniki nożem pod koniec zagniatając. Dodajemy mleko i wyrabiamy ciasto. Gotowe formujemy w kulę, spłaszczamy i zawinięte w folię spożywczą chowamy do lodówki na 30 minut. W międzyczasie formę do tarty o średnicy 25 centymetrów natłuszczamy smalczykiem.

Schłodzone ciasto wałkujemy lekko podsypując je mąką, nawijamy na wałek i ostrożnie rozwijamy nad blaszką. Dociskamy boki, przeciągając wałkiem po krawędziach formy odcinamy nadmiar ciasta. Wstawiamy do lodówki na 20 minut. Zaczynamy nagrzewać piekarnik do temperatury 190°C.

Po wyjęciu z lodówki spód quiche nakłuwamy widelcem, osłaniamy papierem do pieczenia lub folią aluminiową, zasypujemy ceramicznymi kulkami lub fasolą. Pieczemy przez 15 minut. Po upływie tego czasu zdejmujemy papier z obciążeniem, podpiekamy jeszcze przez 10 minut.

37.137.3

Nadzienie:

✔ olej do smażenia
✔ ćwiartka niewielkiej cebuli

✔ 4 plastry szynki szwarcwaldzkiej
✔ połowa jabłka

✔ 4 jajka
✔ 70ml śmietanki kremówki 36%
✔ 115g camemberta
✔ 50g gorgonzoli
✔ kolorowy pieprz do smaku
✔ sól do smaku
✔ odrobina smalczyku roślinnego Smakowita Pajda z cebulką i jabłkami do posmarowania owoców

✔ świeże liście szpinaku do dekoracji

Na małej patelni rozgrzewamy olej. Cebulę drobno siekamy, podsmażamy często mieszając aż nieco ściemnieje i stanie się chrupiąca. Odcedzamy, przesypujemy na papierowy ręcznik do odsączenia. Plastry szynki dzielimy wzdłuż na pół, jabłko kroimy w cienkie plasterki.

Jajka roztrzepujemy ze śmietanką, dodajemy drobno pokrojone sery, przyprawy i dwie łyżki prażonej cebulki. Mieszankę wylewamy na podpieczone ciasto, na wierzchu układamy wstążki szynki i zachodzące na siebie plastry jabłka. Smarujemy je lekko smalczykiem, by się nie obsuszyły.

Quiche pieczemy przez 30 minut w temperaturze 190°C. Dekorujemy świeżym szpinakiem.

37.4

Smacznego!

37.6

Przepis bierze udział w zabawie kulinarnej “Smakowita Pajda to kulinarna frajda!”, którego sponsorem są ZT Kruszwica S.A. producent smalczyku roślinnego Smakowita Pajda

Pin on Pinterest94Share on Facebook6Email this to someoneTweet about this on TwitterShare on Tumblr0Share on Google+0

Tarta dyniowa pod bezą

29.7

Powitawszy! Wreszcie zabrałam się do dyniowej notki, jak zwykle w myśl hasła „lepiej późno, niż wcale”. Ale nie o tym, najpierw kilka słów wstępu.

Części z Was, a już w szczególności Krakusom, powinno co nieco zaświtać na dźwięk słów Najedzeni Fest. Dla formalności: to – a jakże – festiwal kulinarny, podczas którego nie tylko można spróbować przeróżnych kuchni, mieszając w krótkim czasie porcję hummusu z tartaletkami crème brûlée (tak, tak, to z autopsji, o dziwo w takich miłych okolicznościach żołądek bywa nad wyraz wyrozumiały), ale i wyposażyć się w przetwory, wyroby regionalne, warzywa, czy akcesoria na których widok człowiek staje jak wryty nie wiedząc, czy ma najpierw oglądać gadżety, czy od razu biec załatwiać kredyt. Bardzo się ucieszyliśmy na wieść o drugiej edycji, oczywiście jak to w praktyce bywa kompletnie nie mogliśmy się sądnego dnia wyzbierać w domu. Od ponad tygodnia Viri powtarzała mi, że będą dynie i koniecznie trzeba coś kupić, szczególnie że odmian ma być milion. Zanotowałam w pamięci. Na miejscu umówiliśmy się z Magdą, więc z początku cała uwaga skupiła się na poszukiwaniach, w których to ja – chodzący GPS, okazałam się najsłabszym ogniwem. Dość wspomnieć, że stojąc pod wielkim napisem Recepcja usilnie próbowałam od Magdy wyciągnąć, gdzie niby coś takiego się znajduje. W międzyczasie dwie grupki znajomych niezależnie od siebie zarekomendowały tajski makaron, dyńki więc powędrowały gdzieś w tył głowy. Polecieliśmy po ostatnią porcję sławnego makaronu, niestety ostatecznie podwędziła nam ją jakaś pani. Smuteczek. W zamian mimo dawnych, traumatycznych doświadczeń z zupą dyniową, zamówiłam przepyszny pikantny krem i odwiedziłam stanowisko dziewczyn z White Loft, które znowu wyciągnęły dyniowy temat na tapetę pokazując nam maluśkie, przesłodkie Baby Boo, które tu i ówdzie ozdabiały ich stolik. Wszystkie znaki na niebie i ziemi mówiły, ba!, krzyczały gdzie mam się udać. I co? I zapomniałam. Zapomniałam o JEdyniach.

JEdynie

Może to i lepiej, bo tydzień później wybraliśmy się do Wawrzeńczyc nadrobić tę wpadkę i zobaczyć, co straciliśmy. Z Najedzonych na pewno nie przytargalibyśmy 25 kilogramów przeróżnych dyń – od maleńkich, ozdobnych Baby Boo, przez popularne Hokkaido, po wielkie i słodkie Tahitian Melon. A to i tak nie wszystkie odmiany jakie kupiliśmy. Świetne miejsce, jeśli za jednym zamachem chcecie zrobić zapasy na zimę by móc piec ciasta, gotować zupy, przygotowywać ravioli, czy zwykłe-niezwykłe frytki. Przyznaję się bez bicia, że moje pojęcie o tym warzywie było zerowe i dość stereotypowe. Teraz jest ciut, ciut większe – nie sposób było przyswoić całego ogromu wiedzy, jakim zalała nas przesympatyczna reprezentantka farmy (mam fatalną pamięć do imion, przepraszam!). Wiem przynajmniej, którą dynię mam do czego, to najważniejsze ;) Wiem też, żeby nie do końca sugerować się wyglądem i średnio apetycznymi nazwami (brodawkowa? ałć!). Jakby życie nie było wystarczająco skomplikowane… ;)

JEdynieJEdynie

JEdynieJEdynie

JEdynieJEdynie

Powyżej kilka migawek z farmy JEdynie, teraz czas na świetną tartę o niezbyt słodkim, ale wyraźnie dyniowym nadzieniu, schowanym pod solidną warstwą bezy. Dla efektu przygotowałam swoją w wysokiej, ceramicznej formie. Jeśli niestraszne Wam ewolucje z dwiema łopatkami do ciasta – polecam, jeśli natomiast boicie się katastrofy przy gościach, lepiej wybierzcie wariant z ruchomym dnem. Niestety o ile dobrze kojarzę dwuczęściowe formy są raczej płytkie, więc nie zmieści się w nich całe nadzienie. Zależało mi żeby ciasto było konkretne i masa stanowiła jego najważniejszą część, całe szczęście za każdym razem gdy ją przygotowywałam udawało się wydostać po nieuszkodzonym kawałku dla każdego chętnego.

29.4

Ciasto na spód:

✔ 250g mąki pszennej
✔ 100g cukru pudru
✔ 100g zimnego masła pokrojonego w kosteczki
✔ 2 jajka
✔ szczypta soli

W stożku uformowanym z przesianej mąki robimy zagłębienie na pokrojone w drobną kostkę masło, cukier puder i sól. Delikatnie rozcieramy składniki starając się nie rozgrzać masła dłońmi. Można wspomóc się malakserem, można też całość siekać nożem – masa dłużej pozostanie chłodna. Po chwili wbijamy jajka i szybko wyrabiamy ciasto. Gotowe formujemy w kulę, lekko spłaszczamy i zawijamy w folię spożywczą. Powinno spędzić w lodówce przynajmniej godzinę.

Chłodne ciasto wałkujemy na grubość około 3 milimetrów, podsypując lekko mąką. Nasmarowaną masłem, głęboką formę o średnicy około 26 centymetrów wykładamy warstwą ciasta (najlepiej nawinąć je na oprószony mąką wałek i ostrożnie rozwijać tuż nad formą), dociskamy, docinamy brzegi rolując wałkiem po krawędzi formy, kilkakrotnie nakłuwamy lekko dno widelcem. Zakrywamy całość pergaminem, zasypujemy ceramicznymi kulkami do pieczenia lub fasolą. Spód tarty powinien się piec w 180°C przez około 25 minut – pierwsze 20 minut pod obciążeniem, ostatnie 5 bez. Gotowy odstawiamy do przestygnięcia.

29.129.2

Nadzienie:

✔ 450g purée z dyni
✔ 150g drobnego cukru
✔ 180ml śmietanki kremówki 36%
✔ 3 jajka
✔ 1 łyżka mąki ziemniaczanej
✔ solidna szczypta cynamonu

Aby przygotować dyniowe purée, należy usunąć ze środka warzywa pestki i włókna tak, aby pozostał sam miąższ. Dynię można podzielić na mniejsze kawałki, ułożyć na folii aluminiowej i piec do miękkości w 200°C przez 40-60 minut (w zależności od wielkości kawałków). Upieczony miąższ bardzo łatwo oddzielić od skórki łyżką, trzeba odsączyć go z wody i zmiksować na gładko blenderem. Gotowe purée można przechowywać w lodówce przez tydzień.

Wszystkie składniki nadzienia miksujemy na jednolitą masę. Wylewamy ją na spód tarty, wystające ponad poziom fragmenty ciasta osłaniamy przed nadmiernym zrumienieniem cienkimi paskami folii aluminiowej tak, by folia nie zanurzyła się w masie. Nadzienie będzie bardzo rzadkie, ale wystarczająco zgęstnieje pieczone przez 50-60 minut w 180°C. Gotowe odstawiamy do ostygnięcia.

29.3

Beza:

✔ 4 białka
✔ 200g drobnego cukru
✔ 2 łyżeczki mąki ziemniaczanej
✔ 1 łyżeczka białego octu winnego

Białka ubijamy na sztywną pianę, nie przerywając miksowania wsypujemy do nich po łyżce cukru. Gdy masa będzie bardzo gęsta i błyszcząca, dodajemy mąkę i ocet. Chwilę miksujemy. Wykładamy na tartę łyżką lub łopatką, tworząc nieregularne fale, zapiekamy przez 20 minut w temperaturze 180°C. Przed podaniem tartę studzimy w chłodnym miejscu.

29.629.5

Smacznego!

Pin on Pinterest54Share on Facebook0Email this to someoneTweet about this on TwitterShare on Tumblr0Share on Google+0