Tarta czekoladowa z malinami

28.2

Czołem! Dziś notka, jak to mawia mój Luby, na szybkości. Skoro już Was pomęczyłam malinami poza sezonem pomyślałam, że jak pójdę za ciosem i szybciej skończymy te tortury, krócej będziecie chować urazę ;) A tak zupełnie na poważnie – czy ktoś też przeżywał tego lata tak potężny owocowy ciąg, że nieważne z jakim zapasem malin, borówek i innych dobrodziejstw wracał do domu, wszystko od razu trafiało do buzi, do ciasta, lodów, koktajli… tylko nie do zamrażalnika? Nie mam nic. Absolutnie. Poza kurczakiem. Do tego złapałam potworny wstręt do drobiu i ten smutny kurak tak się chłodzi i chłodzi bez żadnego weselszego towarzystwa. Mam nadzieję, że chociaż Wam uda się z czeluści oszronionych szuflad wydostać woreczek malin.

28.3

Dziś będzie bez lawiny zdjęć – tartę Michela Roux robiłam na wariata na potrzeby opublikowanego milijony lat świetlnych temu konkursu z bloga What’s Cooking?. Była pyszna, aczkolwiek następnym razem chyba pokuszę się na dodatek mlecznej czekolady – należę do tych nieszczęśliwców, którzy najchętniej pławiliby się w hipersłodkiej, białej czekoladzie, po każdej kostce łkając nad kondycją swoich bioder. Deserowa bywa dla mnie za cierpka, ciut metaliczna. Obawiam się tylko, że kolor czekolady mlecznej pozbawiłby tartę walorów wizualnych… Nic to, lecimy!

28.1

Ciasto na spód:

✔ 150g mąki pszennej
✔ 50g zimnego masła pokrojonego w kosteczki
✔ 50g cukru pudru
✔ 1 jajko
✔ szczypta soli

Mąkę przesiewamy z cukrem i solą. Dodajemy masło, delikatnie rozcieramy składniki palcami starając się ich za bardzo nie rozgrzać. Możecie też siekać całość nożem, zyskacie dzięki temu więcej czasu na połączenie składników. Dodajemy jajko i szybko zagniatamy ciasto. Formujemy je w kulę, zawijamy w folię spożywczą i spłaszczamy. Powinno spędzić w lodówce przynajmniej kwadrans.

Foremkę o średnicy około 18 centymetrów smarujemy masłem i lekko oprószamy mąką. Ciasto wałkujemy na grubość około 3 milimetrów, podsypujemy mąką by się nie kleiło. Nawijamy je na wałek, ostrożnie przekładamy do foremki. Dociskamy brzegi i obcinamy nadmiar ciasta rolując wałkiem po krawędziach blaszki. Spód nakłuwamy widelcem, wstawiamy do lodówki jeszcze na pół godziny.

Piekarnik rozgrzewamy do 190°C, osłaniamy ciasto pergaminem i zasypujemy ceramicznymi kulkami lub fasolą. Pieczemy przez 15-20 minut, po upływie tego czasu zmniejszamy temperaturę do 180°C, usuwamy obciążenie i papier, dopiekamy przez 5-10 minut. Zarumienione ciasto odstawiamy do ostygnięcia.

Nadzienie:

✔ 250g malin
✔ 200ml śmietanki kremówki 36%
✔ 200g czekolady deserowej
✔ 25g cukru pudru
✔ 50g masła w kawałeczkach

Maliny kroimy na pół, układamy gęsto na spodzie tarty wnętrzami ku górze.

Czekoladę drobno siekamy. Śmietankę podgrzewamy, po zdjęciu z ognia rozpuszczamy w niej czekoladę i cukier puder. Miksujemy dodając po kawałeczku masła, aż masa stanie się jednolita. Gotowy krem wylewamy równą warstwą na owoce, zostawiamy do ostudzenia. Kiedy osiągnie temperaturę pokojową, wstawiamy tartę do lodówki na kilka godzin lub na noc. Dekorujemy malinami i odrobiną przesianego cukru pudru.

28.4

Smacznego!

Pin on Pinterest959Share on Facebook9Email this to someoneTweet about this on TwitterShare on Tumblr0Share on Google+0

Dżem agrestowy w mini tartaletkach

23.8

Pamiętacie jeszcze smak agrestu? Nie wiem czy to tylko moje wrażenie, ale wydaje mi się, że po ten owoc sięgają już raczej nieliczni. Sama nie jadłam go chyba od dobrych 10 lat, kiedy to z naszego przydomowego ogrodu wywiało dwa kolczaste krzaczki. To takie delikatne określenie na działalność fachowców, którzy z lekko bałaganiarskiego ogródka (tu drzewo, tam krzaczek, ale za to jak cudnie w podstawówce jeździło się slalomem na rowerze! szczególnie jak walkman odpinał się od spodni i frunął ku ziemi wypluwając kasetę Nine Inch Nails prosto pod koła ;) ) zrobili podczas remontu domu krajobraz księżycowy usiany fragmentami styropianu i puszkami po konserwach. Ostatnio jednak coś mnie naszło i kupiłam cały kilogram. Jedzony prosto z pudełeczka agrest trochę sponiewierał kwaskowatością moje kubki smakowe, ale lądując w dżemie ładnie ułożył się ze słodyczą cukru.

23.1

Część dżemu powędrowała do słoiczka, część do maleńkich tartaletek przygotowywanych w formie do babeczek. Wybaczcie bałaganiarską kratkę – robiłam je w największe upały, kiedy ciasto po prostu wypływało z rąk. Mimo to myślę, że są całkiem urocze – takie rustykalne i na luzie, w sam raz na moment, kiedy macie chętkę na coś słodkiego a zarazem mocno orzeźwiającego i chce Wam się podejść do piekarnika. To co, zaczynamy?

23.10

Dżem agrestowy:

✔ 500g agrestu
✔ 2 łyżki wody
✔ 130g cukru
✔ 1 łyżka soku z cytryny
✔ 5 owoców kardamonu

Agrest obieramy z ogonków i szypułek. Kardamon otwieramy, ziarenka rozdrabniamy w moździerzu. Wrzucamy agrest do rondelka podlewając go niewielką ilością wody. Gotujemy aż owoce zaczną pękać, nadal podgrzewając rozdrabniamy je blenderem. Zasypujemy cukrem, dodajemy sok z cytryny i zmielony kardamon, gotujemy około 10 minut do wyraźnego zgęstnienia. Gotowy dżem konieczne trzeba przetrzeć przez sito, by pozbyć się sporej ilości pestek z agrestu.

23.4

Tartaletki (12 sztuk):

✔ 250g mąki pszennej
✔ 125g masła w temperaturze pokojowej, pokrojonego w kostkę
✔ 2 szczypty soli
✔ 5g drobnego cukru
✔ 1 jajko
✔ 40ml zimnej wody

Z mąki usypujemy kopczyk, w wyżłobionym na środku zagłębieniu umieszczamy masło, sól, cukier, wbijamy jajko. Zagniatamy ciasto dodając pod koniec wodę. Gdy będzie już gładkie, formujemy z niego kulę, zawijamy w folię spożywczą i spłaszczamy, by równomiernie się chłodziło. Można je przygotować także w malakserze, również dodając wodę na samym końcu. Powinno trafić do lodówki na przynajmniej 20 minut.

23.5

Formę do babeczek smarujemy masłem, z papieru do pieczenia wycinamy długie paseczki – pomogą w wydostaniu gotowych tartaletek z formy. Piekarnik nagrzewamy do 180°C.

Stolnicę oprószamy lekko mąką, schłodzone ciasto nakrywamy nowym arkuszem folii spożywczej i wałkujemy na grubość około 2 milimetrów. Małą miseczką lub słoikiem wycinamy 12 okręgów o średnicy około 10 centymetrów, z pozostałego ciasta przygotowujemy paseczki do ułożenia kratki na ciasteczkach, bądź mniejsze okręgi z dodatkowo wyciętym na środku wzorkiem.

W każdym gnieździe formy umieszczamy paseczek papieru, ostrożnie opuszczamy krążek ciasta i dociskamy do ścianek blaszki, do około 2/3 wysokości zagłębienia. Nakładamy łyżeczkę dżemu, na wierzchu układamy kratkę lub zakrywamy tartaletkę mniejszym okręgiem z wzorkiem. Brzegi sklejamy dociskając je do siebie widelcem. Tartaletki powinny spędzić w piekarniku 30-35 minut. Jeśli dżem jest dla Was nieco zbyt kwaśny, wierzch tartaletek przed pieczeniem można lekko oprószyć cukrem.

23.723.3

23.6

23.223.9

Smacznego!

Pin on Pinterest50Share on Facebook2Email this to someoneTweet about this on TwitterShare on Tumblr0Share on Google+0

Tartaletki rabarbarowe pod truskawkową rozetką

21.6

Święto lasu, druga notka w ciągu czterech dni! Niestety nie mogę obiecać, że tak będzie już zawsze, choć liczba folderów z czekającymi na przebiórkę „nazaśkami” rośnie i rośnie, więc wrzucać zdecydowanie mam co… Damy raaadę. Dziś jak to mówi mój Luby – na szybkości. Mam nadzieję, że można jeszcze u Was znaleźć ładny rabarbar, w mojej lodówce mieszka jeszcze kilka pokaźnych łodyżek i zastanawiam się, czy póki wyglądają apetycznie i zachęcająco robić z nich tartę, której w ten weekend żadną siłą nie zdążę sfotografować a mam na nią fajny pomysł, czy może kroić, mrozić i trzymać na czarną godzinę? Tak czy owak w Krakowie panowanie sezonowych smakołyków trwa w najlepsze i mam nadzieję, że taka sytuacja jeszcze trochę się utrzyma. Ba, ponoć ten rok jest tak pokręcony, że mamy drugi wysyp truskawek :) Nie mam nic przeciwko. Wręcz żądam oficjalnie pięknego lata do końca listopada. Siedem (!) miesięcy zimy za nami, ja bynajmniej nie tęsknię i tym razem bez wysiłku uciszam tę część mnie, która kocha śnieg, sanki i nie może zasnąć w noc grasowania Świętego Mikołaja po pozamykanych mieszkaniach (w sumie to bardziej straszne niż magiczne…).

Ale do rzeczy (powinnam sobie to hasło wytatuować na czole; zamiast to ciągle powtarzać znacząco pokazywałabym palcem gdzie trzeba, a na skroniach miałabym kolejno „omatko” i „masakra” ;) ), tartaletki. Żadna filozofia, a jaka miła przegryzka. Chociaż przepraszam, filozofia jest! Rabarbarowy curd. Na chłopski rozum, coby w żadną stronę nie przegiąć i nie wywołać katastrofy, wzięłam na warsztat przepis użyty już przy orzeźwiających tartaletkach. Cytryna czy rabarbar, oj tam, oj tam, nic się nie stanie jak się podmieni. Wyszło? Wyszło! Ale kolor… Boże! Zaraz zobaczycie na zdjęciach jaką piękną barwę miał sok przygotowany do curdu. Powoli dolewając go do jajek patrzyłam, jak z intensywnego różu zostaje róż majtkowy, róż ledwozauważalny, aż w końcu objawia się… beż. Przetarłam oczy, zakwiliłam, stwierdziłam że grunt że jadalne i dokończyłam deser. Po czym wpadłam w depresję oglądając w sieci, jak innym dziewczynom powychodził rabarbarowy curd w barwach bojowych Hello Kitty. Już pomijam fakt, że gwoździem do trumny stała się świadomość nieosiągalności różowego rabarbaru. Życie… :) Grunt to efektowna dekoracja i co za tym idzie zadowalający rezultat końcowy.

21.3

Spody na 8 tartaletek:

✔ 250g mąki pszennej
✔ 100g zimnego masła w kawałeczkach
✔ 100g cukru pudru
✔ 2 jajka w temperaturze pokojowej
✔ szczypta soli

W stożku uformowanym z przesianej mąki robimy zagłębienie na pokrojone w małą kostkę masło, cukier puder i sól. Delikatnie rozcieramy składniki starając się nie rozgrzać za bardzo masła dłońmi. Po chwili wbijamy jajka i szybko wyrabiamy ciasto, tę samą czynność możemy wykonać z pomocą malaksera. Gotową masę formujemy w kulę, lekko spłaszczamy i zawijamy w folię spożywczą. Ciasto powinno chłodzić się w lodówce przez co najmniej godzinę.

Po upływie tego czasu wałkujemy je podsypując lekko stolnicę mąką. Nasmarowane masłem foremki o średnicy około 11 centymetrów wykładamy warstwą ciasta, dociskamy dokładnie do brzegów i obcinamy nadmiar obracając wałkiem wzdłuż krawędzi foremek. Kilkakrotnie nakłuwamy dna widelcem. Spody tartaletek powinny się piec w 180°C przez około 15-20 minut. Przed nałożeniem kremu muszą ostygnąć.

21.121.2

Curd rabarbarowy:

✔ 1/2 laski wanilii
✔ 200g rabarbaru
✔ 5 truskawek
✔ 75ml wody
✔ 100g cukru
✔ 3 jajka
✔ 1 łyżka skrobi kukurydzianej
✔ 100g zimnego masła w kawałeczkach

Połowę laski wanilii rozcinamy wzdłuż, nożem usuwamy ziarenka. Umyte rabarbar i truskawki kroimy na małe kawałki i zasypujemy połową przygotowanej porcji cukru, dodajemy ziarenka i skórkę wanilii. Całość dusimy na średnim ogniu przez 10 minut. Powstały sok przecedzamy i odstawiamy to ostygnięcia. Powinniśmy otrzymać około 120ml kompotu – tyle potrzeba do przygotowania kremu.

Jajka wbijamy do rondelka, trzepaczką mieszamy żółtka z białkami. Dodajemy sok rabarbarowo-truskawkowy i pozostałą część cukru. Całość podgrzewamy regularnie mieszając, by jajka się nie ścięły. Dodajemy skrobię i pokrojone masło, nie przerywamy mieszania. Kiedy składniki się połączą, odstawiamy krem do ostudzenia i stężenia. W razie potrzeby można przecedzić go przez sito. Na każdą tartaletkę wykładamy do dwóch łyżek kremu.

21.7

Dekoracja:

✔ 25 truskawek
✔ listki mięty

Truskawki kroimy w cienkie plasterki. Układamy je w okręgi, kierując stożki truskawek do zewnątrz tartaletki. Zaczynamy od skrajnej części ciastka. Truskawki mają zupełnie zasłonić krem i stworzyć apetyczną rozetkę :)

21.521.4

Smacznego!

Pin on Pinterest6Share on Facebook3Email this to someoneTweet about this on TwitterShare on Tumblr0Share on Google+0

Pomarańczowe smętarzysko

11.9

Jakiś roku temu zakochałam się na zabój w nigellowym grasshopper pie przecudnie sfotografowanym przez Dorotę z Moich Wypieków. Obiecałam sobie, że będzie to pierwsza rzecz, jaką przygotuję po zakończeniu diety. Nadszedł wyczekiwany grudzień, a ciasta jak nie zrobiłam, tak nie miałam okazji zasmakować do dziś. I to dosłownie, bo poniższy przepis zawiera malutką zmianę – w wersji na Halloween zjemy je z nadzieniem pomarańczowym :) Mięta kusiła okrutnie, ale okazja natrafiła się kolorystycznie dość jednoznaczna, a jednak lubię, kiedy barwa jedzenia z grubsza kojarzy się z tym, co się w nim znajduje. Grasshopper nadal pozostaje więc w spisie nazaśków, ale nie żałuję, bo ubaw przy dekorowaniu poniższego ciasta miałam przedni, a równie dobrej zabawy życzę i Wam! :)

11.4

Jeśli chcecie poczęstować dzieciaki (albo wyręczyć się nimi w dekorowaniu, choć uważam że dorosłym też się coś od życia należy ;), szczególnie że brakuje nam w Polsce tak fikuśnie obchodzonych świąt), możecie zastąpić likier smakowym syropem. Pamiętajcie jednak, że taki wariant może okazać się diabelnie słodki i warto pokombinować z proporcjami syropu i śmietanki. A zatem do dzieła!

11.111.2

11.3

Ciasteczkowy spód:

✔ 300g (27 szt.) ciasteczek Oreo z ciemnym nadzieniem
✔ 50g pokruszonej gorzkiej czekolady
✔ 50g miękkiego masła + odrobina do posmarowania formy

Formę do tarty o średnicy około 25cm smarujemy masłem. Dobrze by było wyposażyć się w taką z wyjmowanym dnem, które będzie można ostrożnie podbić gdy ciasto będzie gotowe do wyjęcia.

Wszystkie podane składniki mielimy na piasek w malakserze, efekt do złudzenia będzie przypominał nieco wilgotną ziemię. Wylepiamy nią dno i boki formy i odstawiamy do lodówki na czas przygotowania wypełnienia. Sam kolor w połączeniu z okazją już zaczyna robić upiorne wrażenie :)

Piankowa masa:

✔ 150g pianek marshmallow
✔ 125ml mleka 3,2%
✔ 100ml likieru pomarańczowego
✔ 400ml śmietanki kremówki 36%
✔ pomarańczowy barwnik

Pianki (najlepiej białe, w sklepach najczęściej można znaleźć biało-różowe Jojo, mi udało się niegdyś kupić bieluteńkie podczas tygodnia amerykańskiego w Lidlu) rwiemy na mniejsze kawałki, podgrzewamy wraz z mlekiem lekko mieszając. Pilnujemy, by się nie zagotowały – żelatyna zawarta w piankach straci swoje właściwości i nadzienie odpowiednio się nie zetnie podczas chłodzenia. Dodajemy likier, odstawiamy mieszankę do ostudzenia.

Ubijamy kremówkę, ale tylko do zgęstnienia, nie jak zazwyczaj na sztywno. Co za ulga, prawda? Nie może się nie udać ;) Dolewamy ostygłe mleko z piankami, mieszamy łyżką do połączenia. Stopniowo według uznania dodajemy pomarańczowego barwnika, całość mieszamy.

Masę przelewamy na schłodzony spód i odstawiamy do lodówki na przynajmniej 4 godziny, lub jeśli mamy taką możliwość – na całą noc.

Dekoracja:

✔ ok. 80g (8 szt.) ciasteczek Oreo z ciemnym nadzieniem

✔ 4 szt. ciasteczek Oreo przekrojonych na pół
✔ kilka szczypt kandyzowanej skórki z pomarańczy
✔ cukrowe kosteczki, dynie i nietoperze

Ciasteczka mielimy w malakserze, obsypujemy nimi równo stężałą już masę. Pozostałe 4 ciastka kroimy na pół (najlepiej je lekko „podpiłować”, docisnąć nóż i uderzyć dłonią w tępą stronę), wciskamy w piasek tak by imitowały płyty nagrobkowe (przepraszam, strasznie to brzmi jako element przepisu!). Podsypujemy je u podstawy skórką pomarańczową, układamy dynie, kosteczki i nietoperze. Cukrowe posypki rozkładamy na smętarzysku wedle uznania :)

11.13

Smacznego!

Pin on Pinterest6Share on Facebook11Email this to someoneTweet about this on TwitterShare on Tumblr0Share on Google+0

Orzeźwiające kruche tartaletki z lemon curd

Wróciły upały! Jeśli w tej chwili część z Was ma torsje, podsuwa bliżej armię wentylatorów lub lamentuje „o nie, dość!”, nie ma strachu – nie będę wychwalać żaru, skwaru i tym podobnych, choć strasznie mnie korci na przekór ostatnim trendom narzekania że latem jest ciepło, a zimą zimno. Mam za to sposób na małe, słodko-kwaśne orzeźwienie. Myślę, że jeśli lubicie kruche ciasto, warto na chwilę przeprosić się z piekarnikiem, a gryz ciacha ze schłodzonym i przyprawiającym o gęsią skórkę lemon curd wynagrodzi parę minut przy rozgrzanym rondelku. Do tego truskawki, maliny, ubita śmietanka i trochę syropu owocowego. Mniam!

4.6

Przepis na kruche ciasto pochodzi z bloga Moje Wypieki, natomiast na lemon curd z Kwestii Smaku.

4.14.2

Kruche ciasto:

✔ 250g mąki pszennej
✔ 100g zimnego masła w kawałeczkach
✔ 100g cukru pudru
✔ 2 jajka w temperaturze pokojowej
✔ szczypta soli

W stożku uformowanym z przesianej mąki robimy zagłębienie na pokrojone masło, cukier puder i sól. Delikatnie rozcieramy składniki starając się nie rozgrzać za bardzo masła dłońmi. Jeśli czujecie wenę, możecie na tym etapie składaniki siekać nożem. Po chwili wbijamy jajka i szybko wyrabiamy ciasto. Gotowe formujemy w kulę, lekko spłaszczamy i zawijamy w folię spożywczą. Ciasto powinno chłodzić się w lodówce przez 1-2 godzin.

Po tym czasie dość cienko je wałkujemy, podsypując w razie potrzeby mąką. Nasmarowane masłem foremki wykładamy warstwą ciasta, dociskamy, docinamy brzegi, kilkakrotnie nakłuwamy lekko dno widelcem. Spody tartaletek powinny się piec w 180°C przez ok. 15-20 min. Przed nałożeniem masy z lemon curd musimy dać im ostygnąć.

Lemon curd:

✔ 3 jajka
✔ 3 cytryny (i sok, i starta skórka)
✔ 100g cukru pudru
✔ 100g zimnego masła w kawałeczkach

Jajka roztrzepujemy w miseczce do połączenia białek z żółtkami. Mieszamy dokładnie z sokiem z cytryn, skórką z nich otartą i cukrem pudrem. Wlewamy mieszankę do niewielkiego rondelka (można również przygotowywać lemon curd w kąpieli wodnej – na garnku z gotującą się wodą ustawiamy odporne na działanie wysokich temperatur naczynie, ale tak, żeby jego dno nie dotykało wrzątku), lekko podgrzewając mieszamy i koniecznie pilnujemy, by jajka się nie ścięły. Dodajemy po kawałku masła, cały czas mieszając. Po jego rozpuszczeniu krem odstawiamy do ostudzenia i stężenia. Jeśli zależy nam na aksamitnej konsystencji, przecieramy przez drobne sito – tak też zazwyczaj robię i bardzo polecam poświęcić kilkadziesiąt sekund dla przyjemniejszego efektu. Wykładamy na ostudzone spody i chowamy tartaletki do lodówki pozwalając lemon curd zgęstnieć.

Dekoracja:

✔ 300ml śmietanki kremówki 36%
✔ 2 łyżki cukru pudru

✔ garść malin
✔ odrobina cukru pudru do smaku

✔ krojone na pół truskawki
✔ listki mięty

Bardzo zimną śmietankę (można ją wcześniej wstawić na 15 min. do zamrażalnika) ubijamy zaczynając od miksowania na niskich obrotach. Gdy śmietanka się spieni zwiększamy moc do maksimum. Dodajemy po łyżce cukru pudru. Wykładamy na tartaletki łyżką, lub wyciskamy spiralę z rękawa cukierniczego.

Maliny rozgniatamy widelcem, jeśli to koniecznie dodajemy do smaku symboliczną ilość cukru pudru. Powstałym sosem lekko polewamy pierzynkę ze śmietanki. Dekorujemy truskawkami i miętą, a potem jemy, jemy, jemy… :)

4.4

4.34.5

4.7

Smacznego-cytrynowego!

Pin on Pinterest63Share on Facebook5Email this to someoneTweet about this on TwitterShare on Tumblr0Share on Google+0