Co nowego? Zdjęcia na aniastarmach.pl!

Witajcie po długiej przerwie! :)

Jak wiele razy już powtarzałam – cisza w eterze wcale nie oznacza, że witki mi się nie palą. Wreszcie mogę pokazać Wam efekty tego, nad czym uwijały się ostatnio! Tadam!

ania-mix

To tylko ułamek, ba! ułameczek tego, co znajdziecie na www.aniastarmach.pl. Każdy przepis został przeze mnie sfotografowany, a w znakomitej większości znajdziecie pełen komplet zdjęć zawierający m.in. instrukcję przygotowania. Wystarczy użyć przycisków przewijania. Setki, a może już nawet tysiące zdjęć czekają, by wywołać ślinotok i burczenie w brzuszkach. Przynajmniej taki był zamysł :)

Mam nadzieję, że podobają Wam się efekty mojej pracy i że wypróbujecie jak najwięcej doskonałych przepisów ze zbiorów Ani. Jeśli mogę coś podpowiedzieć – kuskus po marokańsku skradł moje serce! I krem z dyni i gruszek. I zapiekanka z bakłażanem. I… i… sami widzicie, pycha!

Z innej beczki: funkcjonuję sobie ostatnio na Snapchacie pod prettybaked.pl. Głównie gadam o głupotach udając że gotuję albo stylizuję, ale ktoś to ogląda, więc może nie jest tak tragicznie. Zapraszam serdecznie! Dobrego tygodnia moi mili :)

Pin on Pinterest2Share on Facebook0Email this to someoneTweet about this on TwitterShare on Tumblr0Share on Google+0

Stradonia: designerska uczta u stóp Wawelu

Witajcie :) Dziś bez przepisu, za to nadal smakowicie, pod warunkiem że lubicie popatrzeć na piękne wnętrza. Wyobraźcie sobie, że zebraliście na Pintereście dziesiątki inspirujących zdjęć i nagle ktoś buduje makietę domu Waszych marzeń prezentując przy tym rozwiązania, na które sami byście nie wpadli. Coś podobnego miało miejsce tydzień temu na blogerskim brunchu w niedawno powstałych apartamentach Stradonia.

Słowem wstępu: Stradonia to miejsce, które śmiało można polecić zarówno znajomym, którzy szukają wygodnej „miejscówki” na weekend, jak i tym, którzy w Krakowie będą spędzali tygodnie, a nawet miesiące. Powiem szczerze: zazdroszczę szczególnie tym drugim!

Adres marzenie: Stradomska 7. Wawel na wyciągnięcie ręki, Planty w zasięgu wzroku, Grodzka prowadząca aż do Rynku za najbliższym przejściem dla pieszych. Mnie jako rodowitą Krakuskę, która wszystkie te miejsca zna na pamięć, interesowały jednak przede wszystkim wnętrza. Choć muszę przyznać, że dostępny z niektórych apartamentów widok kościoła i ogrodu Bernardynów oraz malującego się za nimi Wawelu nawet na mnie zrobił wrażenie. Szczególnie, że taki krajobraz można oglądać zaraz po przebudzeniu, prosto z wygodnego łoża na podwyższeniu :)

Zanim jednak w pełni oddaliśmy się pokonywaniu kolejnych pięter i odkrywaniu sekretów poszczególnych apartamentów (była nawet komórka pod schodami Harry’ego Pottera, zwana też pokojem dla kota ;) ), poznaliśmy historię miejsca oraz ekipę odpowiedzialną za jego wizerunek. Identyfikację wizualną zaprojektowało studio Teren Prywatny. Jak się okazuje prawie moi sąsiedzi z ulicy ;) Natomiast za to, co widzimy poza przestrzenią wirtualną czy na materiałach promocyjnych, odpowiedzialna jest Marcelina Gwiżdż, główny architekt wnętrz. A te są zachwycające. Powitano nas w apartamencie, który zrobił ekipie remontowej niemałą niespodziankę – na ścianach znaleziono zabytkowe polichromie, które z uwagą odrestaurowano i które w pełnej krasie cieszą oko zdobiąc ściany i sufit mieszkania. Kolor powalił mnie na kolana! W pozostałych mieszkaniach ściany są już jasne i gładkie, zdobią je natomiast przepiękne plakaty puentujące czasem w zabawny sposób miasta czy regiony naszego kraju. Tatry na pewno zamówię do własnego mieszkania, natomiast za serce zdecydowanie chwycił mnie Zgierz :) Wstyd nie wspomnieć o autorze – Ryszard Kaja zaprojektował całą serię („serię”, bowiem w każdym apartamencie znajdziecie inną parę plakatów), która robi tak fantastyczne wrażenie, że nie zdziwiłabym się gdyby dobór pokoju pod kątem grafik stał się w Stradonii równie oczywisty, jak wybór z uwagi na widok z okna. W tajniki sztuki plakatu wprowadził nas prawdziwy pasjonat, Krzysztof Dydo, właściciel krakowskiej Galerii Plakatu.

To, co szczególnie mnie zachwyciło, to cudowna prostota połączona z maksymalną funkcjonalnością. Przyjeżdżacie do Krakowa i nagle wpadacie na dość niecodzienny na wakacjach pomysł upieczenia ciasta? Nic trudnego! Do dyspozycji macie w pełni wyposażoną kuchnię, w której znajdziecie między innymi tortownicę. Brakuje blatu? Ha! Dodatkowy, wysuwany, znajdziecie nad piekarnikiem. Jeśli macie „talent” kulinarny odznaczający się ekspresją na ubraniach i ciele, do Waszej dyspozycji oddano piękną łazienkę, czasem nawet dwie. Takich smaczków jest więcej. Jednym z największych (dosłownie) jest rozkładane łóżko ukryte w… regale. Wynajmujecie apartament na kilka tygodni i wpada do Was ktoś z rodziny? Tadam! Niech Was nie zmyli skojarzenie z rozklekotanym łóżkiem wypadającym ze ściany w amerykańskich filmach. To było wygodne ;)

Zaskoczył mnie fakt że niektóre meble, choć dotąd zupełnie mi obojętne, umiejętnie skomponowane z innym wyposażeniem zyskują „to coś”, co nadaje wnętrzu przytulnego, domowego klimatu. Proste kształty, lampy na trójnogach, jasne drewno – to wszystko doskonale sprawdza się w pokojach, które jakby nie było mieszczą się w zabytkowej kamienicy, która prawdopodobnie w poprzednich wiekach widziała kilka definicji „przepychu”.

Naprawdę żal było opuszczać Stradonię. Remont naszego mieszkania nadal tkwi na etapie papierologii, dlatego też pokonując ostatnie schodki kamienicy miałam już przed oczami wiekową boazerię w przedpokoju ;) Udało mi się jednak podpatrzeć kilka rozwiązań, które mam nadzieję nieprędko wylecą mi z pamięci. Poza tym naprawdę wspaniale, świetnie się bawiłam i uśmiałam za wszystkie czasy, szczególnie w fazie „pokoje są do waszej dyspozycji, róbcie z nimi co chcecie!„. Pora coś zjeść puścili prysznic w ruch, w razie czego dowody tkwią na moim dysku, choć widzę że na końcu notki PCZ możecie zobaczyć o co chodzi ;)

A tu mały zlepek z Instagrama :)

Pin on Pinterest2Share on Facebook4Email this to someoneTweet about this on TwitterShare on Tumblr0Share on Google+0

Ib Laursen: Casablanca in Blue

60.15

(scroll down for the review in English)

Witajcie! Dziś trochę o rzeczach pięknych i o tym, jak to czasem warto spróbować szczęścia.

Niedawno na facebookowym profilu duńskiej marki Ib Laursen pojawiły się miniaturki nowej kolekcji Casablanca w trzech wariantach kolorystycznych, a nad nimi krótkie hasło:

Are you our new TESTER?

Zazwyczaj widząc taki post wzdycham, patrzę na długą listę komentarzy i uciekam wspominając wszystkie loterie i losowania, w których przegrałam. Tym razem coś mnie tknęło i całe szczęście! Po kilku dniach napisała do mnie przesympatyczna Simone informując, że jeśli tylko podzielę się adresem, raz-dwa pofrunie do mnie paczka :)

60.1

Na pewno kojarzycie Ib Laursen z kolekcji Mynte – piękne, pastelowe naczynia w stylu retro, szczególnie uwielbiane przez blogerów słodyczowych. Sama mam mały składzik mis i miseczek z tej serii i wiem, że zawsze będę ich strzec jak oka w głowie. Komplet Casablanca to już nieco inna historia. Piękny, stonowany, klasyczny, uniwersalny – świetnie komponuje się i z deserami, i daniami wytrawnymi. Zaraz po otwarciu paczki wiedziałam, że zdjęcia z tym zestawem praktycznie zrobią się same. Dotarły do mnie po cztery kubki, małe talerzyki, podłużne paterki/talerze, miseczki, a do tego trzy śliczne czarki, każda z innym wzorem. Jak widzicie po ilości fotografii nie sposób było odłożyć aparat na bok :) Ach! Oprócz widocznego tu granatu będzie można zaopatrzyć się też w wariant różowy i grafitowy. Ja od razu wiedziałam, że moja bajka będzie w kolorze blue :)

60.7

60.18

Naczynia są ciężkie i solidnie wykonane. Ogromny plus! Niektórych z moich propsów boję się myć w zmywarce, Casablanki problem kruchości całe szczęście nie dotyczy. Marokańskie wzory choć bardzo gęste i ciemne, wcale nie są toporne. Elementy są ozdobione trzema motywami, mój ulubiony to chyba ten, który możecie oglądać na zdjęciach miseczek. Szczególnie spodobał mi się zgrabny akcent w postaci zdobienia we wnętrzu miski :) Mała rzecz, a cieszy!

60.6

60.8

60.560.17

60.4

Jak głosi ludowa mądrość – z ładnego kubka kawa smakuje lepiej. Ale uwierzcie mi, choć filiżanki są śliczne, to dopiero deser podany na podłużnych paterach na każdym zrobi wrażenie. U mnie padło na ciastka lava, które po rozkrojeniu miały sporo miejsca na uwolnienie rzeki czekolady i zrzucenie z siebie świeżych owoców. Małe talerzyki natomiast oprócz roli spodeczków świetnie sprawdzą się przy podawaniu niewielkich porcji dodatków, na przykład sałatek.

60.11

60.14

60.960.10

Wiem, mam hopla na punkcie ceramiki. Wolę pojechać na targ staroci i wrócić z kolejną paterą, niż kupić ciepły sweter na zimę ;) Dlatego niespodzianki takie jak ta od Ib Laursen stają się dla mnie kolejną Gwiazdką. Mam nadzieję, że wybaczycie mi dzisiejszy brak przepisu (dużo się dzieje!). Nie chcę zapeszać, ale chyba niedługo będziemy się widywać trochę częściej… :) A tymczasem lecę położyć Casablancę bezpiecznie spać! No, może najpierw trochę poprzytulać. My, kulinarni pstrykacze, po prostu już tak mamy :)

60.2

It’s absolutely amazing how a set of beautiful items combined with a tiny bit of luck can just make your day so much! It’s like winning the lottery!

The other day I was scrolling through all my favourite facebook pages when I got to the Danish lb Laursen’s facebook page and their post featuring the new collection of Casablanca ceramics in three different colour schemes. The post said: „Are you our new TESTER?.”

Usually I just look at the long list of comments, give a loud sigh and leave thinking: „Yeah, right, as if I’ve ever won anything!.” Not this time though. This time something made me think: „Wait, it’s me, I CAN BE YOUR NEW TESTER!.” So I’ve tried my luck and just after a few days I got a message from lovely Simone informing me that a parcel with the Casablanca set is ready to be delivered to my door!

60.1360.16

I’m sure you are all familiar with lb Laursen and their Mynte collection – beautiful, pastel and retro. A favourite and a must in every food photography blogger’s assortment. I already own a few of lb Laursen’s bowls and cups and they’re definitely among the most cherished ones! The Casablanca set though, well, that’s like the best upgrade ever! Stunning, subtle, classy and universal! It goes well with both – savoury and sweet dishes. As soon as I laid my eyes on the new Casablanca I just knew that it’s going to look awesome in any photo I take. You can get it in pink and graphite as well, my story is all about blue!

The dishes are solid and heavy – no worries with their safety when put in a dishwasher. Moroccan ornaments might seem to be dense and dark but it all looks light and pleasant. There are three patterns used on the set, my favourite is the one visible in the photo with the bowls. When you look inside one of them what you can see is even more lovely patterns to marvel at. How cute is that?

You know that saying, well, the one about coffee tasting so much better when drank from a nice cup? The Casablanca cups are 100% stunning but the long plates? Believe me, whatever you serve on them is going to make everyone absolutely amazed. My choice was the lava cakes, when you cut them what you get is a river of chocolate and fruit bliss – just perfect for the long Casablanca platter. And the cute saucers? Ideal for serving side dishes!

Ok, ok, I know! I’m a ceramics freak! If there’s a choice between buying a new set of plates, bowls, cups, mugs – you name it, or getting a new winter coat, I’d choose the first (even though I really do hate it when it’s freezing ;) ). That’s why getting the lb Laursen set was like winning the lottery!

60.360.12

Ogromne podziękowania dla Dotki za pomoc z tłumaczeniem!

Pin on Pinterest7kShare on Facebook44Email this to someoneTweet about this on TwitterShare on Tumblr0Share on Google+0

Viva! Ze smakiem, czyli Wielkanoc Ani w moim obiektywie

IMG_9931-Edit-2

Witajcie Kochani! Co prawda chwaliłam się już wieki temu na facebooku, ale po prostu nie mogę po czymś takim nie zostawić śladu na blogu :) A zatem nieśmiało do Was tuptam miętoląc rąbek sweterka i mamrocząc pod nosem „zobaczcie, chyba mi w miarę wyszło?” i spieszę z garstką szczegółów.

IMG_9972-Edit

Miałam kilka tygodni temu przyjemność fotografować wielkanocne dania Ani Starmach do specjalnego wydania magazynu Viva! ukazującego się pod kryptonimem „Ze smakiem”. Mam nadzieję, że jest jeszcze na sklepowych półkach i jeśli czujecie do mojej skromnej osoby chociaż nitkę, niteczkę sympatii, to przekartkujecie te kilka pierwszych stron, na których Ania udziela dość sporego wywiadu. Żeby nie czytać na pusty żołądek, dostajecie w pakiecie pięć przepisów. I to jakich! Wszystkie przetestowane na żołądku niżej podpisanej. Bez bicia przyznaję – moja pierwsza pascha w życiu, fantastyczna. Awokado? Nie, dziękuję (tak, wiem, potwarz, ale po prostu nie cierpię go w… dotyku). Ale z żółtkami, pietruszką i rzeżuchą? Poproszę! Mazurek różany? To jeszcze nie podstawiłam talerzyka? Znajdziecie tu też babeczki i pasztet z łososia. Wszystko naprawdę proste, ale smaczne i efektowne. No i wiecie, zdjęcia. Taka jedna znajoma robiła ;)

P.S.
Ogromne dzięki dla Ani Wild, która poratowała mnie swoją własną, domową hodowlą rzeżuchy gdy żaden sklep nie chciał tego zrobić, a moje kiełki z jakiegoś powodu nie zamierzały się bujnie rozrosnąć przez jedną noc. Co prawda odebrała ją dzieciom i małżowi od ust, ale sprawa była wagi państwowej!

Pin on Pinterest1Share on Facebook0Email this to someoneTweet about this on TwitterShare on Tumblr0Share on Google+0

Cztery minuty słodyczy!

Dzisiaj nietypowo, aż zacieram witki!

Słowem wstępu: od wiosny ubiegłego roku przygotowuję z nieocenioną pomocą mojego ukochanego Montażysty/często Operatora króciutkie filmiki instruktażowe dla Życie jest słodkie. Mam swojego faworyta, podczas kręcenia którego pogoda była po prostu wymarzona, a i temat filmiku zdawał się wdzięczny, a efekt miły dla oka. Chodziłam, prosiłam, nudziłam: Luby mój jakoś mimo jęków nie mógł się zabrać do stworzenia z nakręconych scenek czegoś dłuższego niż facebookowe 30 sekund, a ja wcale nie ułatwiałam zadania nie mogąc się zdecydować na muzykę (a raczej decydując się w stylu: to, daj to! to co, że nie pasuje, podoba mi się! nie, nie, dzisiaj podoba mi się coś innego!). I nagle w ostatnie imieniny bach! Link. Wyjaśniło się, dlaczego mój Połówek przez trzy wieczory zaszywał się po cichutku przy komputerze. Stworzył cudną, wesołą kompilację prawie wszystkich tutoriali, jakie nakręciliśmy. Aż mi się łezka zakręciła :) Zresztą zobaczcie sami, tylko koniecznie przełączcie się na HD :)

Ach! Każdy z filmików powstał w naszym ogrodzie. Tak, te z grudnia też. Tak, wychodziłam na pole w koszulce termicznej i swetrze, żeby nie wyglądać jeszcze szerzej w fartuchu :P Czy śnieg, czy deszcz, nasz dream team trwał na ogrodowym posterunku! :)

Pssst! A „w praniu” wygląda to tak:

Pin on Pinterest0Share on Facebook0Email this to someoneTweet about this on TwitterShare on Tumblr0Share on Google+0