Pizza Łasucha

Dobrych parę lat temu moja Mama zapoczątkowała weekendową tradycję pieczenia pizzy dla całej rodziny. Być może to miły skutek uboczny rokrocznych wizyt we Włoszech (dopóki Rodzice nie przekonali się, że jednak dwie godziny w samolocie to opcja ciut lepsza niż dwadzieścia godzin w samochodzie, nie było nawet sensu pytać „a gdzie w tym roku na wakacje?”), a może pomysł pojawił się zupełnie znienacka, fakt faktem że pizza przyjęła się u nas tak dobrze, że jeśli do niedzielnego wieczora nikt nie został wezwany do kuchni do pomocy przy obieraniu pieczarek, wpadaliśmy w malutką żałobę i zabieraliśmy się do robienia kanapek z tak entuzjastycznym nastawieniem, jakby naprawdę nie było już nic podlejszego do zjedzenia na tym łez padole. Pizzę bowiem zawsze bez wyjątku przygotowywała Mama. Zawsze, dopóki w ostatniego Sylwestra nie dostaliśmy TEGO przepisu.

W tym miejscu należą się wielkie podziękowania dla Asi i Pawła, którzy podzielili się przywiezionym wraz z włoską mąką przepisem na świetne ciasto i pokazali, jak wiele traciliśmy rzucając na wierzch jedynie parę standardowych dodatków. Asia, zwana dalej Łasuchem :), dała zielone światło niniejszej notce, za co jej jeszcze raz ślicznie dziękuję :)

Nasza domowa pizza wyglądała zazwyczaj tak: modyfikowane co jakiś czas ciasto, nieśmiertelny zestaw pieczarki, szynka, ser i może coś-tam jeszcze na wierzchu, ale bez szaleństw. No i u części domowników ketchup, żadna oliwa, tylko ketchup. Widać, że mamy w domu wybrednego niejadka (pozdrowienia, Brat!)? Oj, widać. Mimo to i tak było smacznie, a weekend kojarzył się z oczekiwaniem na popiskiwanie piekarnika. Od czasu pamiętnego Sylwestra, podczas którego nakarmiono mnie tak zacnie, że tuż przed północą zległam na posadzce w stanie błogiego przejedzenia nie za bardzo się przejmując czy dam radę się podnieść na fajerwerki, coweekendowa pizza prezentuje się mniej więcej tak:

3.1

Pozycja zdecydowanie dla tych, którzy nie przepadają za przesadnie puchatymi pizzami, którymi można się najeść po poskubaniu jednego kawałka, zanim przebiją się jakiekolwiek smaki. Ciasto jest średniej grubości, z przyjemnie chrupiącymi brzegami, ale nie twarde.

3.5

To co, do rzeczy?

Ciasto na dwie duże blachy:

✔ 500g mąki pszennej
✔ 10g soli
✔ 2 łyżki oliwy z oliwek
✔ 25g świeżych drożdży rozpuszczonych w niedużej ilości ciepłej wody
✔ do 300ml ciepłej wody

Do miski mogącej pomieścić dwukrotność składników przesiewamy mąkę wraz z solą. Dodajemy rozpuszczone drożdże i oliwę. Zaczynamy mieszać płynne składniki z mąką, dodając stopniowo wody. Absolutnie nie wlewamy całej wody na raz, mąka ma „humory” i najczęściej nie potrzebujemy całych 300ml. Wyczucie momentu w którym ciastu nie potrzeba więcej płynu nie jest trudne – mamy je wyrabiać ok. 10 minut, możemy więc działać bez pośpiechu. W tym czasie masa powinna uzyskać przyjemną w dotyku konsystencję, lekko klejącą się do palców, ale już zbierającą fragmenty ciasta z brzegów miski. Po uformowaniu nie klejącej się już kuli, miskę przykrywamy ściereczką i odstawiamy w ciepłe miejsce. Po godzinie powinniśmy zastać wyrośniętego dwa razy potwora.

W czasie gdy ciasto będzie rosło, przygotowujemy…

Dodatki (do wyboru, do smaku, jeśli podałam ilość to dlatego, że wydaje mi się maksymalna):

✔ ok. 6 łyżek sosu pomidorowego
✔ oregano
✔ miseczka pieczarek
✔ mozzarella starta lub w plastrach
✔ szynka parmeńska lub szwarcwaldzka
✔ salami
✔ pół bakłażana
✔ 1/3 papryki czerwonej
✔ oliwki
✔ łyżka kaparów
✔ gruszka
✔ krążek sera pleśniowego
✔ pół torebki świeżego szpinaku, część do podsmażenia, niewielka część do dekoracji
✔ oliwa do podsmażenia bakłażana, papryki i szpinaku, oraz wysmarowania blach i skropienia pizzy

Dużo się dzieje, prawda? Ale nie ma strachu, nawet jeśli najdzie Was ochota na spróbowanie wszystkiego, to o ile nie będziecie dodawać składników pełnymi garściami, nie skończycie z rozmokłym plackiem pod gotowanymi warzywami. Mamy ciasta na dwie blachy, więc nic nie stoi na przeszkodzie przygotowania paru wersji smakowych. Osobiście unikam pieczarek jak ognia – po diecie i latach jadania pizzy z pieczarkami nastąpiło tzw. zmęczenie materiału, a i tak według mnie pizza z nimi jest zbyt mokra, podsypuję więc nimi tylko części dla chętnych. Ale po kolei.

Co kroimy w plasterki bądź krążki? Obrane pieczarki wraz z nóżkami. Mozzarellę, jeśli wolimy taką od startej (sugeruję zostawienie paru plastrów do stopienia na wierzchu). Salami, oliwki, gruszkę i ser pleśniowy. Ten ostatni możemy także artystycznie porwać palcami ;) Paprykę kroimy na niewielkie kawałki. Kaparki trochę rozdrabniamy, jako że są dosyć słone i w za dużych dawkach ich smak za bardzo dominuje (pamiętajcie o soli w samym cieście). Na patelni grillowej podsmażamy na oliwie osobno: plastry bakłażana, paprykę, umyte liście szpinaku (do zredukowania).

Przygotowanie:

Rozgrzewamy piekarnik do maksymalnej temperatury, ustawiając program z dolną grzałką. Przygotowujemy dwie półki z kratą, zaczepiamy je najniżej jak możemy.

Po wyjęciu wyrośniętego ciasta z miski wyrabiamy je przez chwilę na lekko podsypanej mąką stolnicy. Dzielimy na dwie części, rozciągamy i wałkujemy na pożądany wymiar. Przekładamy na posmarowane cieniutką warstwą oliwy (można ją rozprowadzić ręcznikiem papierowym, ma być naprawdę odrobina! inaczej ciasto będzie się ślizgać) blachy. Pędzelkiem rozsmarowujemy cienką warstwę sosu pomidorowego, obsypujemy oregano. Wykładamy pieczarki (nie za grubo, pamiętajcie o wilgoci), posypujemy mozzarellą. Rozkładamy plastry bakłażana, salami lub szynkę, obsypujemy pizzę oliwkami, kaparkami, kawałkami szpinaku i papryką. Rozkładamy plastry gruszki i przykrywamy je serem pleśniowym. Na bakłażanie, salami, szpinaku (czyli wszystkich składnikach, które mogą się zbyt mocno przypiec, po ludzku mówiąc – przypalić w piekarniku) układamy pozostałe fragmenty mozzarelli.

 Asia i Paweł zalecają pieczenie każdej pizzy osobno na najniższej półce (lub w idealnych okolicznościach przyrody – na kamieniu) w 300°C przez 10 minut. Ja przez ograniczenia mojego piekarnika i wyglądające z salonu głodne buzie piekę obie pizze na raz, w temperaturze 250°C. Po 7 minutach zamieniam blachy miejscami i piekę przez kolejne 7 minut.

Gotowe pizze można obsypać świeżymi liśćmi szpinaku bądź rukolą, skropić do smaku oliwą. Ketchup zabroniony ;) Smacznego!

3.43.3

3.2


Pin on Pinterest12Share on Facebook10Email this to someoneTweet about this on TwitterShare on Tumblr0Share on Google+0

Komentarzy: 13

  1. Eryk pisze:

    Świetny przepis, a zdjęcia dodają jej uroku, dlatego też warto ją wypróbować, tak jak ja. Nie straszne mi wyrabianie ciasta, najważniejsze są dodatki, świeże dodatki i ekstra ser, kwintesencja samej pizzy. Jednak bez pomidorów mi średnio smakuje, dlatego z przecierem Pomidori rozmarowanym po cieście podbija moje podniebienie, sprawia że to jest to, czym bym się zajadał. Wspaniałe, polecam :)

  2. Ania pisze:

    Pizza wygląda przepysznie i zdrowo ;) A mam pytanko co do desek, gdzie można takie kupić (brakuje mi takich do zdjęć, a w przyszłości chcialabym prowadzić blog kulinarny). Pozdrawiam i zazdroszczę umiejętności fotografowania.

    • Aga pisze:

      Dziękuję! :)

      Podkłady niestety trzeba sobie sklecić samemu, najlepiej podejść do jakiegoś sklepu z AGD albo innego w którym mają po dużych towarach drewniane palety i poprosić o wydanie zbędnych :) Trochę przy tym zachodu i trochę ważą, ale warto. Z tej białej wyciągałam gwoździe, równałam i szlifowałam deski i na nowo je zbijałam… a na koniec pomalowałam farbą pozostałą z remontu ;) Udało mi się znaleźć jeszcze trzy równiuteńkie palety które wystarczyło oszlifować i pomalować, polecam przejść się po sklepach typu Obi czy Castorama i kupować próbki farb (np. za buteleczkę czarnej dałam niecałe 10zł, a pomalowałam średnią paletę dwiema warstwami i jeszcze połowa farby została, saszetki są po ok. 7zł i zazwyczaj potrzeba dwóch) :) Największym problemem jest przechowywanie :P Marzy mi się stara blacha i coś imitującego beton :)

  3. anja pisze:

    U mnie co prawda pizza rzadziej gości, ale nie mniej lubiana jak u Was :) I obowiązkowo z kukurydzą i czarnymi oliwkami. Przepis na ciasto wypróbuję na pewno gdy tylko nadejdzie czas :)
    Pozdrawiam!

  4. Ola pisze:

    Witam, i od razu pytam jakie dwie lewe ręce zrobiły takie śliczne jedzenie? A kruche ciasto w tartaletkach to istne cudo. Ja niby nawet jakbym się starała to nie jestem w stanie wygenerować zakalca w biszkopcie. I zazdroszczę bo mi fotografia idzie jak po grudzie, i co z tego że każdy wypiek wychodzi mi od razu, skoro na zdjęciu wygląda jak kupa :D
    A tak na temat, to zdecydowanie mój typ ciasta do pizzy. Niczego nie znoszę bardziej od drożdżowego a’la moja babcia, które udaje pizze. Tylko sosik muszę mieć bajerancki, robiony podczas wyrastania ciasta, ale kiedyś wrzucę na swojego blogunia.
    Pozdrawiam i zapraszam do siebie

    • Aga pisze:

      Już pędzę z rewizytą! A co do lewych rąk… tak naprawdę do piekarnika inaczej niż do jeża podchodzę dopiero od maja, zdjęcia też tak „na całego” zaczęłam robić w maju. I jeszcze po drodze miałam przerwę, bo Luby dietował a ja z Nim dla wsparcia… :)
      U Ciebie już widzę choćby flan, więc nie mów o żadnym chodzeniu jak po grudzie :D No i zainspirowałaś mnie z tym sosem, chętnie podejrzę jakiś przepis :)

  5. tina pisze:

    mmmmm wygląda smakowicie, zgapie sobie górę ;D dołu za nic nie zmieniam, wyrabiam go malakserem a rośnie w piekarniku na 50c polecam taki myk mieszkańcom kamienic .

    • Aga pisze:

      Ja się lubię pobawić w ręczne wyrabianie ciasta, miło się parę minut poinhalować drożdżami ;) No i mój malakser biega po blacie przy byle obciążeniu :)

Dodaj komentarz