Lody chałwowe z solonym karmelem

62.7

Czołem! :) Nareszcie miałam chwilę na przygotowanie przepisu ot tak, po prostu, na bloga (choć przygotowanie to określenie ciut na wyrost, bo przepis jest banalnie prosty i powstał z potrzeby chwili i ubóstwa lodówki). Ostatnio nie miałam zbyt wiele czasu i okazji do robienia zdjęć (tak się złożyło, że w ostatnich tygodniach głównie kręciłam tutoriale cukiernicze), ale jako że trochę się odkopałam ze zleceń i jestem na swoim, nadrabiam zaległości z wszelkich możliwych dziedzin – od książek, po pucowanie okien ;) Jest cudnie, nareszcie mogę w ciągu dnia podjechać na Stary Kleparz, który zwykle zwijał się zanim zdążyłam wybiec z biura. Obładowana siatkami z sezonowymi owocami wstąpiłam ostatnio do sklepu z produktami tureckimi i uzupełniłam zapas tahini. Jako że dzień był upalny, słoik długo nie postał, a maszynka do lodów wreszcie wyszła z szafki.

Przyznam się Wam – obawiając się gromów – że nie przepadam za lodami owocowymi. Wolę świeże truskawki i borówki w naturalnej postaci, a lody brzoskwiniowe i tym podobne to kompletnie nie moja bajka. Szaleję natomiast na punkcie smaków, które można zaszufladkować jako „nie prosto z krzaczka”. Chałwa to właśnie jeden z takich wariantów, po który sięgnę zawsze, gdy jest dostępny. Może mam to po tacie, który chałwę wcina paczkami? ;)

62.9

62.4

62.262.6

62.5

Lody chałwowe:

✔ 2 żółtka
✔ 50g drobnego cukru
✔ 400ml śmietanki kremówki 36%
✔ 140g tahini

Żółtka ucieramy z cukrem aż do powstania bardzo gęstej i jasnej masy.

Śmietankę podgrzewamy wraz z pastą tahini, mieszamy składniki do połączenia. Po zagotowaniu odstawiamy do przestudzenia. Dolewamy kogel-mogel i miksujemy całość na wysokich obrotach.

Gotową masę wlewamy powoli do uruchomionej maszynki do lodów. Jeśli takową nie dysponujemy, zamrażamy lody w przykrytej folią keksówce, co jakiś czas je mieszając.

62.10

Karmel:

✔ 60g drobnego cukru
✔ 100ml śmietanki kremówki 36%
✔ solidna szczypta soli
✔ 2 łyżeczki ekstraktu z wanilii

W czasie gdy maszynka walczy z lodami, przygotowujemy karmel. Na dnie rondelka równą warstwą rozsypujemy cukier, podgrzewamy aż się rozpuści i nabierze jasnobursztynowej barwy. Ostrożnie (mikstura zacznie mocno bulgotać i może pryskać) dolewamy połowę przygotowanej śmietanki, mieszamy aż rozpuści się cukier który zastygł w kontakcie z kremówką. Dodajemy pozostałą śmietankę, sól i ekstrakt. Podgrzewamy aż całość będzie miała jednolitą konsystencję. Odstawiamy do lekkiego przestudzenia i zgęstnienia.

62.1

Smacznego!

62.362.8

Pin on Pinterest739Share on Facebook39Email this to someoneTweet about this on TwitterShare on Tumblr0Share on Google+0

Babka majonezowa z karmelem chałwowym

58.1

Witajcie Kochani! Święta wielkanocne już lada dzień, a w Krakowie (i podejrzewam, że nie tylko tu) trwa istny przegląd wszystkich pór roku. Może oprócz lata – przecież na co komu lato (rany, jak ja tęsknię za wyciąganiem z szafy jednej warstwy ubrań)? Dziś przerabialiśmy oślepiające słońce, deszcz, śnieg z deszczem, powtórkę wiosny. Jeśli ktoś w tym bałaganie czuje zbliżające się zające i kurczaki błagam, niech powie czym się wspomaga, bo też potrzebuję ;)

W tym roku wielkanocne pichcenie przerabiam już chyba od miesiąca (zerknijcie na poprzednią notkę) i w ramach utrzymania równowagi we Wszechświecie w same Święta nie będę gotować nic. No chyba że Mama Lubego wpuści mnie do kuchni, to chętnie pożyczę moje dwie lewe łapki do pomocy. A skoro mowa o Mamie Lubego – bohaterką dzisiejszej notki jest babka majonezowa, którą po raz pierwszy jadłam właśnie u niej. Ciasto jest rewelacyjne – lekkie i puchate, zamiast wariacji na temat owocowego lukru przyrządziłam do kompletu pyszny solony karmel z dodatkiem pasty tahini. Przepis na samą babkę pojawił się kiedyś przy okazji czekoladowych miseczek, które schlapały mi ścianę w kuchni. O co chodzi? Zajrzyjcie tutaj :) Ciasto babkowe grało tam jednak drugie (o ile nie trzecie) skrzypce, co zdecydowanie nie oddaje należnych mu honorów. A zatem formy w dłoń i pieczemy!

P.S.
Jutro pojawi się mazurkowy przepis dla tych, którzy nie odpuszczają walki z kaloriami nawet gdy cała rodzina lepi się już od lukru i powoli traci przytomność przy stole ;)

58.3

Babka (z małej* formy, do tradycyjnej** składniki podwajamy):

✔ 2 jajka w temperaturze pokojowej
✔ 80g drobnego cukru
✔ 35g majonezu w temperaturze pokojowej
✔ skórka otarta z 1 cytryny
✔ 40g mąki pszennej
✔ 45g mąki ziemniaczanej
✔ 1 łyżeczka proszku do pieczenia

Piekarnik rozgrzewamy do 100°C, formę na małą babkę smarujemy masłem i oprószamy mąką wytrzepując jej nadmiar. Ubijamy na sztywno białka, w małych porcjach dodajemy cukier i miksujemy do powstania sztywnej i błyszczącej piany. Wlewamy po jednym żółtku, po każdym mieszając. Dodajemy majonez i skórkę z cytryny, po raz ostatni miksujemy. Przesiane mąki i proszek do pieczenia wsypujemy do masy, delikatnie mieszamy całość łopatką tylko do połączenia składników. Ciasto przelewamy do formy, wstawiamy do piekarnika i od razu zwiększamy temperaturę do 175°C.

Babka powinna się piec do suchego patyczka, około 20-25 minut (duża babka 40-45 minut). Gotową zostawiamy na 10 minut w formie, po czym odwracamy i przekładamy ją na kratkę do ostygnięcia.

* moja mała forma do babki ma w najszerszym punkcie 16,5 centymetra przy 8 centymetrach wysokości
** duża natomiast 22,5 centymetra przy wysokości 10 centymetrów

58.2

Karmel:

✔ 100g drobnego cukru
✔ 150ml śmietanki kremówki 36%
✔ 2 łyżki pasty tahini
✔ 1 łyżeczka ekstraktu z wanilii
✔ szczypta soli

W czasie gdy babka się piecze, przygotowujemy karmel. Na dnie rondelka równą warstwą rozsypujemy cukier, podgrzewamy aż się rozpuści i nabierze jasnobursztynowej barwy. Ostrożnie (mikstura zacznie mocno bulgotać i może pryskać) dolewamy połowę przygotowanej śmietanki, mieszamy aż rozpuści się cukier który zastygł w kontakcie z kremówką. Dodajemy pozostałą śmietankę zmieszaną z tahini, ekstrakt i sól. Podgrzewamy aż całość będzie miała jednolitą konsystencję. Odstawiamy do lekkiego przestudzenia, zgęstniałym karmelem oblewamy babkę.

58.5

Smacznego!

58.4

Pin on Pinterest710Share on Facebook3Email this to someoneTweet about this on TwitterShare on Tumblr0Share on Google+0

Płonący tort chałwowy

Obiecałam ostatnio, że będzie bardzo, wręcz obłędnie słodko. A to za sprawą pysznego tortu na kakaowym biszkopcie, przekładanego masą chałwową i pokrytego grubą warstwą bezy szwajcarskiej. Szykujcie kubki smakowe i… palniki :)

8.5

Taka bezowa dekoracja chodziła za mną od jakiegoś czasu, trzeba było tylko dobrać coś do środka. Trafiła się idealna okazja – urodziny Taty. A co Tata lubi najbardziej? Chałwę! Raz nawet przez swój przysmak wpakował się w lekko stresową sytuację.

Otóż parę lat temu, kiedy to mój Dawca Genów uświadomił sobie, że jest już bliżej niż dalej zmiany kodu z przodu z 4 na 5, postanowił wybrać się na badania kontrolne. Lekarzy dotąd unikał dość skutecznie, a że trzymał się w dobrej formie i nic mu specjalnie nie doskwierało, kompletnie nie był na bieżąco ze swoimi wynikami. I może lepiej gdyby tak zostało, bo omal nie wylądował w szpitalu z kosmicznym cholesterolem. Całe szczęście najpierw kazano mu powtórzyć badanie po paru dniach, a potem jakiś przytomny człowiek spytał go, co jadł wieczorem przed pobraniem krwi. No jak to co? Chałwę. I to nie niepozorny batonik wyłowiony w markecie przy kasie, tylko dobre pół opakowania normalnej, paczkowanej chałwy… Wybór wypieku dla kogoś takiego był oczywisty.

8.38.8

Tort jest wynikową przepisów na biszkopt z Kwestii Smaku, przełożenie z Moich Wypieków i podpatrzonej na pinterestowych zdjęciach bezy (link do instruktażu znajdziecie w przepisie). Do dzieła!

8.7

Biszkopt na trzy blaty:

✔ 7 jajek
✔ 220g cukru
✔ 85g kakao
✔ 115g mąki pszennej

Rozgrzewamy piekarnik do 170°C, przygotowujemy tortownicę o średnicy 26 centymetrów, wykładamy na dnie krążkiem papieru do pieczenia – boki zostawiamy suche i niczym nie osłonięte.

Oddzielone od żółtek białka ubijamy na niskiej mocy miksera przez około 2 minuty – do spienienia. Stopniowo zwiększając obroty zaczynamy dodawać małymi porcjami cukier, miksujemy przez kilka minut aż białka staną się bardzo gęste i błyszczące. Do masy dodajemy po jednym żółtku, po każdym miksując do dokładnego połączenia.

Przesiane razem kakao oraz mąkę dodajemy do ubitych jaj w trzech porcjach. Po wsypaniu każdej z nich delikatnie mieszamy masę szpatułką tak, aby piana nie opadła. Kiedy nie będzie już widać grudek, przelewamy ciasto do formy, wyrównujemy i pieczemy 35-40 minut sprawdzając gotowość do wyjęcia patyczkiem. Jeśli wychodzi z biszkoptu suchy, możemy wyjąć tortownicę i – uwaga! – rzucić nią o blat. Takie potraktowanie biszkoptu ma uwolnić pęcherzyki powietrza i zapobiec opadnięciu ciasta. Jako że posiadam tortownicę ze szklanym dnem, trochę się obawiałam uderzenia o blat, dlatego rzuciłam ją po prostu na przykryte kocem łóżko. Nie skłamię jeśli powiem, że na chwilę świat stanął, biszkopt bowiem postanowił wyskoczyć z tortownicy i w zwolnionym tempie na moich przerażonych oczach wpaść z powrotem. Wcelował dobrze, katastrofy nie było. Uff. Pozostało tylko zostawić go do ostygnięcia i rozkroić na trzy blaty.

Masa chałwowa:

✔ 2 wyparzone jajka
✔ 125g masła w temperaturze pokojowej
✔ 125g margaryny w temperaturze pokojowej
✔ 140g drobnego cukru (można mniej, masa jest szalenie słodka)
✔ 350g dowolnej chałwy
✔ 2 łyżki likieru kawowego

✔ 2 duże łyżki konfitury wiśniowej
✔ łyżka kakao

Jajka koniecznie musimy najpierw dokładnie wyszorować i wyparzyć, czyli po prostu zanurzyć je w szklance wrzątku na jakieś 10 sekund. Tak przygotowane wbijamy do miseczki, która nadaje się do użycia w kąpieli wodnej. Dodajemy cukier i zaczynamy na wysokich obrotach miksować je nad gotującą się wodą. Wrzątek nie powinien dotykać dna naczynia, w którym są jajka z cukrem. Kiedy masa stanie się puszysta, gęsta i znacznie zwiększy swoją objętość, odstawiamy ją do ostudzenia do większej miski wypełnionej zimną wodą.

Ostygłą masę dodajemy porcjami do masła i margaryny. Cały czas miksujemy, na sam koniec dodajemy likier i posiekaną chałwę. Mieszamy całość szpatułką i odstawiamy do lodówki do stężenia.

W tym czasie rozpuszczamy w małym rondelku konfiturę wiśniową, wsypujemy do niej łyżkę kakao i dokładnie mieszamy.

Dwa pierwsze blaty tortu skrapiamy konfiturą, smarujemy  po równo masą. Nakrywamy trzecim blatem. Pod brzegi ciasta podkładamy papier do pieczenia, który zapobiegnie wybrudzeniu tortownicy przy ozdabianiu go bezą.

Beza szwajcarska:

✔ 4 duże białka
✔ 200g cukru
✔ 1/2 łyżeczki ekstraktu z wanilii

W kąpieli wodnej przez kilka minut mieszamy białka z cukrem i ekstraktem pilnując, aby cukier nie osadzał się na brzegach miski i całkowicie się rozpuścił. Kiedy to nastąpi, zdejmujemy miskę z garnka z wodą i ubijamy białka przez około 8 minut, aż osiągną temperaturę pokojową i staną się bardzo gęste i błyszczące. Smarujemy tort większością piany, po czym zanurzamy w pozostałej części palce i staramy się tak – wybaczcie słowo, nic mi nie przychodzi do głowy – dziabać tort, żeby z ciągnących się białek powstały kolce. Kiedy efekt będzie zadowalający, wyjmujemy ostrożnie spod tortu papier, uzupełniamy ubytki i chwytamy za palnik by przypiec bezę z wierzchu. Nie martwcie się, jeśli kolce będą zajmować się ogniem – to część zabawy :) Jak mniej więcej ma wyglądać cały proces zobaczycie tutaj. Ubaw gwarantowany :) Podajemy, zbieramy ochy i achy. Gotowe.

Smacznego!

 8.2

8.1

8.48.6

Pin on Pinterest79Share on Facebook33Email this to someoneTweet about this on TwitterShare on Tumblr0Share on Google+0