Oponki dyniowo-piernikowe w białej czekoladzie

54.8

Już od bardzo dawna właśnie takie pączki chodziły mi po głowie. Nareszcie udało się je wysmażyć – dosłownie i w przenośni ;) Tym samym (i gotując pikantną zupę) zużyłam ostatnie zapasy dyniowego purée, ostała się tylko jedna, samotna dyńka czekająca w kuchni na swoją kolej. Pączki są mięciutkie, słodkie, pyszne! Nie za duże, ale to już kwestia tego, czym będziecie je wycinać. Konsystencja ciasta może Was trochę wystraszyć – tak, jest kleiste. Ale wystarczy oprószyć blat i dłonie mąką i wszystko idzie jak należy! Grunt by tej mąki nie używać w nadmiernych ilościach, by przy smażeniu pączki nie zrobiły się na zewnątrz twarde. Bez bicia przyznaję, że pierwszą sztukę najzwyczajniej w świecie spaliłam, był to właśnie taki „mączny” okaz ;) Ale reszta? Ostatkami sił ograniczyłam się do zjedzenia tylko jednego.

Chwila… czy ja właśnie napisałam notkę w 100% na temat? ;) To chyba przez to przedświąteczne zasuwanie, albowiem właśnie kursuję między komputerem, odkurzaczem, a kuchnią. Walczę z ciastem na piernik staropolski – znalazłam dziś foremkę w kształcie wielkiego Pana Ciastka, ale chyba nie jesteśmy kompatybilni. Pierwszy nadziewany powidłami Ciastek miał guza na głowie. Drugiemu wyskoczyło serce. Przez wrodzoną wstydliwość nie powiem, gdzie bąbel wyskoczył trzeciemu. Ach, życie… ;)

54.6

Ciasto na 14 pączków:

✔ 10g świeżych drożdży
✔ 30ml ciepłego mleka
✔ 1 łyżeczka cukru
✔ 1 łyżeczka mąki pszennej

✔ 60g drobnego cukru
✔ 250g mąki pszennej
✔ 130g purée z dyni w temperaturze pokojowej
✔ 2 jajka w temperaturze pokojowej
✔ 30g roztopionego masła, ostudzonego
✔ 1 łyżka przyprawy do piernika
✔ 1 łyżeczka ekstraktu z wanilii
✔ szczypta soli

✔ olej roślinny do smażenia

Drożdże kruszymy, wsypujemy do miseczki i oprószamy jedną łyżeczką cukru i jedną mąki, zalewamy ciepłym (nie gorącym!) mlekiem. Przykrywamy ściereczką i odstawiamy w ciepłe miejsce na 20 minut, aż całość się spieni i zwiększy objętość. Do dużej miski wsypujemy cukier, mąkę, dodajemy purée z dyni, jajka, masło i przyprawy. Mieszamy, dodajemy wyrośnięty zaczyn. Przez kilka minut wyrabiamy ciasto (będzie nieco luźne, może Wam napędzić stracha, ale spokojnie!), nakrywamy misę ściereczką i odstawiamy w ciepłe miejsce na godzinę.

54.154.2

Stolnicę podsypujemy mąką. Ciasto wałkujemy na grubość około 2 centymetrów, szklanką lub obręczą o średnicy około 10 centymetrów wycinamy pączki. Na środku każdego małym kieliszkiem robimy dziurkę. Szklankę i kieliszek można każdorazowo zanurzać w mące – bardzo mi to pomogło na przyklejanie się ciasta do ich krawędzi. Gotowe oponki przekładamy na deskę oprószoną mąką, nakrywamy i odstawiamy do wyrośnięcia na 20 minut.

W rondelku rozgrzewamy olej. Pączki smażymy na małej mocy palnika, z każdej strony do lekkiego zrumienienia. Gotowe przekładamy na papierowy ręcznik do odsączenia.

* Aby przygotować purée, należy usunąć ze środka dyni pestki i włókna tak, aby pozostał sam miąższ. Dynię można podzielić na mniejsze kawałki, ułożyć na folii aluminiowej skórą do góry i piec do miękkości w 200°C przez 40-60 minut (w zależności od wielkości kawałków). Upieczony miąższ bardzo łatwo oddzielić od skórki łyżką, trzeba go jeszcze odsączyć z wody (np. wyciskając przez chustę serowarską) i zmiksować na gładko blenderem. Gotowe purée można przechowywać w lodówce do tygodnia lub zamrozić.

54.3

54.4

Dekoracja:

✔ 200g białej czekolady
✔ 1 łyżka oliwy
✔ 4 ciasteczka korzenne
✔ cukier kandyz

Czekoladę rozpuszczamy w kąpieli wodnej (czyli w żaroodpornym naczyniu ustawionym nad gotującą się wodą tak, by jego dno nie stykało się z wrzątkiem) i mieszamy z oliwą, ciasteczka drobno kruszymy. Pączki polewamy czekoladą, obsypujemy ciasteczkami i kandyzem.

54.5

Smacznego!

54.7

Pin on Pinterest2kShare on Facebook25Email this to someoneTweet about this on TwitterShare on Tumblr0Share on Google+0

Wielkanocne miseczki babkowo-cytrynowe

42.3

Uwaga, biegnę z przepisem na Wielkanoc! Tak, wiem – później się nie dało. Cała ja. Ale podejrzewam, że w tych dniach nie zabraknie Wam żadnego składnika, może oprócz nieszczęsnych baloników za którymi sama musiałam trochę pochodzić. Wydawało mi się, że mogą powinny być wszędzie, a tu klops. Ani w kiosku, ani w wielobranżowych sklepikach osiedlowych, ba! – wyrosła mi nieopodal domu zminiaturyzowana Alma, tam też nie było. Szukałam między papierowymi czapeczkami a rajstopami, nic, null, zero. Ale wreszcie udało się upolować balony w galerii handlowej, w trzecim z kolei miejscu… Napompowałam od razu całą paczkę, tak na wszelki wypadek, bo przecież znając moje szczęście albo doba się skurczy, albo popękają, albo lunie i ze zdjęć nici. Poszłam spać z poczuciem spełnionego obowiązku. Nie wiem czy to duma z przygotowania zawczasu baloników natchnęła mnie takim rozmachem, ale rano musiałam wszystko poprawiać. Nie wiem kto byłby w stanie zjeść porcje z miseczek odlanych od tych gigantów, ale połowa powietrza musiała koniecznie ulecieć w świat.

Fantazja znowu mnie poniosła przy pracy z czekoladą. Zawsze jak jestem w stresie, bardzo mi się spieszy albo nie mogę się skoncentrować, powtarzam sobie jak mantrę hasło „metodycznie, pracuj metodycznie”. I tak przy ubijaniu śmietanki nie majtam już widełkami na boki jak oszalała, tylko spokojnie sobie czekam aż sama będzie na nie spływała i gęstniała, grzecznie przekładam ciasto parzone do miski przed dodaniem jajek, a cake popsy mrożę po kilka razy jak Wszechwieczny nakazał. Tak więc przykładnie czekałam aż czekolada ostygnie i dopiero wtedy wzięłam się za maczanie w niej baloników. Super, mam cztery, wystarczy! Ale, ale, jakby je tak przesmarować pędzelkiem, żeby powstała tekstura gniazda…

„BUM!”

Jak dobrze, mój Boże jak dobrze, że mamy jeszcze niewyremontowaną kuchnię. Wszystko było w czekoladzie. Kuchenka. Osłonka kuchenki. Blaty, miski, ściana nad osłonką, moje spodnie, koszulka, Jezu kochany, moja twarz! Luby przybiegł ratować sytuację, jak tylko się ogarnął a mi zeszło ciśnienie, przyodziana w świeże ciuchy powtórzyłam numer. Dlatego proszę, żadnych pędzelków, choćbyście nimi smagali baloniki delikatnie jak cherubinki głaszczą szczeniaczki labradorków. Nie i już.

Całe szczęście ciąg dalszy był już lekki i przyjemny, szczególnie część babkowa. Przepis na ciasto dostałam od mamy Lubego, z którą to pierwszy raz w życiu piekłam babkę majonezową i zaraz po spróbowaniu nie mogłam się doczekać powtórki. Przepyszna, leciutka, mięciutka, babka jak puch. Obowiązkowo do spróbowania. Zamiast oldskulowego aromatu w olejku starłam do niej skórkę z cytryny, mniam! Jeśli będziecie chcieli spróbować jej solo, z normalnej formy z kominkiem, przemnóżcie składniki przez dwa. Z poniższego przepisu wyjdą Wam cztery porcje wielkanocnego deseru. Nawiasem mówiąc, wygląda trochę jak jajko, któremu białko pomyliło się z żółtkiem… :)

42.2

Czekoladowe miseczki:

✔ 200g dowolnej czekolady (u mnie deserowa)
✔ 4 baloniki ;)

Połowę porcji czekolady rozpuszczamy w kąpieli wodnej – żaroodporne naczynie ustawiamy nad gotującym się wrzątkiem tak, by dno nie stykało się z lustrem wody. Gdy czekolada się rozpuści, zdejmujemy naczynie znad kąpieli i dodajemy pozostałą tabliczkę, mieszamy aż powstanie gładka masa. Baloniki pompujemy do rozmiarów niedużej miseczki i skręcamy wentylki tak, by udało się upuścić powietrze bez przebijania. Gdy czekolada osiągnie temperaturę pokojową, ale nadal będzie płynna, obtaczamy w niej balonik do połowy wysokości. Odstawiamy do wyschnięcia na papier do pieczenia. Miseczki powinny spędzić w lodówce około 30 minut. Po tym czasie obtaczamy je raz jeszcze, ponownie chłodzimy. Przed wyjęciem baloników miseczki powinny postać przynajmniej 5 minut w temperaturze pokojowej – miałam nie lada problem z odklejeniem gumy od zimnej czekolady, naprawdę warto wykrzesać z siebie odrobinę cierpliwości. Każdy z baloników odplątujemy, wypuszczamy powietrze. Spora część odklei się sama, resztę balonika ostrożnie odrywamy pamiętając, by nie zostawić na zewnątrz miseczki śladów palców.

Babka majonezowa:

✔ 2 jajka w temperaturze pokojowej
✔ 80g drobnego cukru
✔ 35g majonezu w temperaturze pokojowej
✔ skórka otarta z 1/2 cytryny
✔ 40g mąki pszennej
✔ 45g mąki ziemniaczanej
✔ 1 łyżeczka proszku do pieczenia

Piekarnik rozgrzewamy do 100°C, formę na małą babkę lub keks smarujemy masłem i oprószamy mąką wytrzepując jej nadmiar. Ubijamy na sztywno białka, w małych porcjach dodajemy cukier i miksujemy do powstania sztywnej i błyszczącej piany. Wlewamy po jednym żółtku, po każdym mieszając. Dodajemy majonez i skórkę z cytryny, po raz ostatni miksujemy. Przesiane mąki i proszek do pieczenia wsypujemy do masy, delikatnie mieszamy całość łopatką tylko do połączenia składników. Ciasto przelewamy do formy, wstawiamy do piekarnika i od razu zwiększamy temperaturę do 175°C.

Babka powinna się piec do suchego patyczka, około 20-25 minut, zależnie od kształtu Waszej blaszki. Gotową zostawiamy na 10 minut w formie, po czym odwracamy i przekładamy ją na kratkę do ostygnięcia. Kroimy na plasterki (możecie odciąć przypieczone brzegi), wykładamy ciastem dno czekoladowych miseczek.

Krem cytrynowy:

✔ 1/2 łyżeczki żelatyny w proszku
✔ 2 łyżki gorącej wody
✔ 115g masła
✔ 150g drobnego cukru
✔ skórka otarta z 1 i 1/2 cytryny
✔ 100ml soku z cytryny
✔ szczypta soli
✔ 6 żółtek

✔ 350ml śmietanki kremówki 36%
✔ 2 łyżki cukru pudru

W gorącej wodzie rozpuszczamy żelatynę, odstawiamy na bok. W rondelku o grubym dnie roztapiamy masło. Zdejmujemy z ognia, dodajemy drobny cukier, skórkę i sok z cytryny, sól. Mieszamy trzepaczką i gdy cukier się rozpuści, dodajemy żółtka. Podgrzewamy przez kilka minut na małym ogniu, ciągle ubijając masę trzepaczką. Jeśli krem zacznie bulgotać, odstawiamy go na kilka sekund znad palnika. Gdy znacznie zgęstnieje, zdejmujemy go z ognia i dodajemy rozpuszczoną żelatynę. Odstawiamy aż wystygnie. W międzyczasie ubijamy śmietankę, pod koniec dodając do niej cukier puder. Dzielimy na dwie równe porcje. Jedną z nich delikatnie z pomocą łopatki mieszamy z ostudzonym kremem, nakładamy do miseczek zakrywając zupełnie warstwę babki. Pozostałą śmietanką dekorujemy deser.

42.1

Smacznego!

Pin on Pinterest114Share on Facebook0Email this to someoneTweet about this on TwitterShare on Tumblr0Share on Google+1

Paris-Brest, czyli ptysie z masą orzechowo-czekoladową

39.6

Witajcie :) Ostatnio trochę się rozleniwiłam blogowo, ale z ręką na sercu przysięgam, że był to leń pożyteczny. Mianowicie: nadrabiam zaległości książkowe i jak wspominałam przy okazji zielonego smoothie, zgłębiam tajniki zdrowego żywienia coby z mniejszymi wyrzutami sumienia skubnąć w weekend kawałek ciacha. Po drugie: towarzyszę Lubemu w seansach Breaking Bad pilnując, by nie umknęła mu żadna sekunda. Boleję, że tak wolno mu idzie – ja wciągnęłam się akurat kiedy wzięłam urlop na uporządkowanie paru spraw. Efekt? Całe wolne dni leżakowałam włączając odcinek za odcinkiem. Mimo że znam już całą historię, chłonę prawie każdą chwilę powtórkowych seansów radośnie podskakując na każde pinkmanowe yo! – druga kultowa odzywka na razie pojawia się sporadycznie ;)

Poniższy deser miał się pojawić już z okazji Tłustego Czwartku, aaale… no właśnie, kto je pieczone ptysie w dniu rozgrzeszenia ze smakołyków smażonych w głębokim tłuszczu? Phi! Sama obrałam strategię, że zjem tyle pączków, iloma zostanę poczęstowana. Wyszło nieźle – ani nie za biednie, ani za bogato, a piątkowe zatrucie mleczkiem kokosowym i wyłączenie z życia na cały weekend skutecznie wymazało mi z pamięci obcowanie z pustymi kaloriami. Znowu nie na temat, rany! Poniżej znajdziecie przepis na Paris-Brest, ptysiowe ciastko z kremem, które swoją nazwę przyjęło od wyścigu kolarskiego rozgrywającego się na trasie łączącej oba miasta. Widziałam już przeróżne wersje – od wielkich okręgów, po ptysie na jeden gryz, sama zrobiłam średniej wielkości ciastka dla trzech osób. Mam nadzieję, że Wam się spodobają :)

39.8

Crème pâtissière:

✔ laska wanilii
✔ 250ml mleka
✔ 3 żółtka
✔ 70g cukru
✔ 30g mąki pszennej

Zaczynamy od crème pâtissière, który najlepiej przygotować dzień przed składaniem ptysi. Powinien chłodzić się przez kilka godzin, najlepiej całą noc.

Laskę wanilii rozcinamy wzdłuż, przesuwając płasko po skórce krawędzią noża usuwamy ziarenka. Skórek nie wyrzucamy – wkładamy je do puszki z cukrem lub używamy do wzmocnienia ekstraktu waniliowego. Ziarenka dodajemy do mleka, zagotowujemy i zdejmujemy z palnika do ostudzenia. Żółtka ucieramy z cukrem przez ponad 5 minut, aż znacznie zjaśnieją i staną się bardzo gęste (mogą wymagać dłuższego miksowania). Dosypujemy mąkę, mieszamy. Stopniowo dolewamy mleko z wanilią nie przerywając mieszania – nie używamy miksera by nie spienić mleka. Chwilę podgrzewamy aż krem uzyska konsystencję gęstego budyniu. Przekładamy do miseczki, zakrywamy szczelnie folią spożywczą i po ostudzeniu chowamy do lodówki.

39.3

Krem:

✔ 190g miękkiego masła
✔ 190g orzechowo-czekoladowego kremu kanapkowego
✔ 380g crème pâtissière

Ubijamy masło, miksujemy z kremem kanapkowym. Małymi porcjami dodajemy schłodzony uprzednio crème pâtissière. Zmieszane składniki odstawiamy do lodówki.

Pralina orzechowa:

✔ 50g drobnego cukru
✔ 10ml wody
✔ 25g płatków migdałowych
✔ 25g orzechów laskowych

Na patelni równomiernie rozsypujemy cukier, zalewamy wodą. Podgrzewamy aż zacznie się topić i przybierze bursztynową barwę. Dorzucamy orzechy, jeszcze chwilę zostawiamy nad ogniem i mieszamy. Wylewamy pralinę na papier do pieczenia, odstawiamy do stwardnienia. Gdy zastygnie, drobno ją kroimy lub pulsacyjnie mielimy w malakserze na żwirek.

39.539.7

Ciasto parzone:

✔ 140ml mleka
✔ 100g masła
✔ 1 łyżeczka soli
✔ 1 łyżka cukru pudru
✔ 150g mąki pszennej
✔ 4 jajka
✔ płatki migdałowe do posypania

✔ cukier puder do oprószenia

Piekarnik rozgrzewamy do 200°C. Przygotowujemy blachę wyłożoną papierem do pieczenia, na którym rysujemy trzy okręgi o średnicy około 10 centymetrów.

W średnim garnku podgrzewamy mleko wraz z masłem, solą i cukrem. Gdy mikstura zawsze, zdejmujemy ją z ognia i dodajemy mąkę, od razu zaczynając energicznie mieszać drewnianą łyżką. Gdy mąka dobrze się rozprowadzi, ponownie ustawiamy garnek nad średnim ogniem i rozcierając masę podgrzewamy ją lekko przez minutę. Przekładamy do miski i wbijamy po jednym jajku, po każdym mieszając. Uwaga: jeśli wbijemy jajka prosto do rozgrzanego garnka, białko od razu się zetnie i skończymy z ciastem pełnym grudek. Ucieramy do czasu, gdy masa stanie się bardzo gęsta i gładka. Przekładamy ją do rękawa cukierniczego zakończonego szeroką, okrągłą tylką. Każde ciastko będzie składało się z trzech okręgów: pierwszy wyciskamy wzdłuż narysowanej wcześniej linii, drugi wewnątrz pierwszego, trzeci na wierzchu dwóch pierwszych tak, by zakrył przerwę między nimi. Oprószamy ciasto płatkami migdałowymi, pieczemy przez 30 minut.

Ostudzone ciastka kroimy w poziomie nożem z piłką. Krem przekładamy do rękawa cukierniczego z tylką zakończoną gwiazdką. Wyciskamy okrężnymi ruchami grubą warstwę na spód ptysia, obsypujemy drobinami praliny. Nakładamy wierzch i oprószamy cukrem pudrem.

39.139.2

Smacznego!

39.9

39.4

Pin on Pinterest550Share on Facebook0Email this to someoneTweet about this on TwitterShare on Tumblr0Share on Google+2

Walentynkowe babeczki czekoladowe z kremem truskawkowym

36.6

Lada dzień Walentynki! Tak, tak, mój blog też się nie uchował przed zarazą. A tak serio, zauważyłam że obchodzę tu święta w kratkę. W 2012 roku było Halloween, w 2013 nie. W 2012 nie było Bożego Narodzenia, odrobiłam w 2013. Zastanawiam się czy w takim razie powinnam wykreślić z kalendarza Wielkanoc ;) Póki co nadrabiam Święto Zakochanych, które nie doczekało się wpisu w roku ubiegłym.

Dzisiejsze babeczki to klasyka smaków na romantyczny wieczór – czekolada i truskawki, podane pod postacią słodkich (także wizualnie!) ciastek, które dzięki maślanemu, zwartemu kremowi doskonale trzymają kształt dekoracji i nie zrobią Wam przykrej niespodzianki rozpływając się na boki. Naprawdę, nakładanie tego kremu to czysta przyjemność :) A czy żal potem zjeść? Nieee, w końcu podaję Wam przepis na całe 12 sztuk, jak blaszka bogata! No to do dzieła :)

36.8

Dekoracja:

✔ 6 kostek czekolady deserowej

W kąpieli wodnej (czyli żaroodpornym naczyniu ustawionym nad gotującym się wrzątkiem tak, by jego dno nie stykało się z lustrem wody) rozpuszczamy 6 kostek czekolady. Z pomocą dekoratora lub skręconego z papieru do pieczenie rożka (takiego, jakiego używaliśmy do lukrowania pierniczków), wyciskamy ją na płaskiej powierzchni na papier rysując połówki strzał – jeśli lecicie na skrzydłach walentynkowej weny, polecam lotki zastąpić serduchami :)

Odstawiamy do lodówki do zastygnięcia.

36.536.7

Ciasto na 12 babeczek:

✔ 5og czekolady deserowej (choć polecam na przyszłość mleczną, a co! :) )
✔ 125g mąki pszennej
✔ 16g kakao
✔ 1 łyżeczka proszku do pieczenia
✔ 125g masła w temperaturze pokojowej
✔ 125g drobnego cukru
✔ 2 jajka
✔ 30ml mleka

Piekarnik rozgrzewamy do 200°C. W kąpieli wodnej rozpuszczamy czekoladę, odstawiamy do lekkiego przestygnięcia. Mieszamy ze sobą sypkie składniki – mąkę, kakao i proszek do pieczenia, odstawiamy na bok. Masło ucieramy z cukrem na jasną, puszystą masę, dodajemy po jednym jajku nie przerywając miksowania. Dosypujemy suche składniki, mieszamy do połączenia. Na końcu dolewamy czekoladę i mleko, miksujemy. Ciastem wypełniamy 12 papilotek.

Babeczki będą piekły się około 15-18 minut, do czasu gdy wbita w ciastko wykałaczka wyjdzie z niego sucha. Od razu wyciągamy z piekarnika i studzimy na kratce.

36.136.2

Purée truskawkowe:

✔ 225g truskawek świeżych lub mrożonych, odsączonych

Truskawki dokładnie miksujemy blenderem na gładkie purée. Drylownicą do jabłek wycinamy z ostygniętych babeczek otwory sięgające do połowy ciastka. Z purée odlewamy 75g, zużywamy tę porcję do napełnienia babeczek.

36.336.4

Krem:

✔ 5 białek z jaj „L” (165g)
✔ 200g drobnego cukru
✔ 225g masła w temperaturze pokojowej, pokrojonego w kawałki
✔ 150g purée truskawkowego

Do dużej, żaroodpornej miski wlewamy białka, dodajemy cukier. Ustawiamy naczynie nad gotującą się wodą, od razu zaczynając energicznie mieszać białka rózgą. Nie musimy ich ubijać – najważniejsze, żeby nie zostawiać ich do zagotowania. Gdy cukier się rozpuści (nie będzie czuć jego drobinek przy rozcieraniu mikstury w palcach), zdejmujemy miskę znad wrzątku i zaczynamy ubijać białka na najwyższych obrotach miksera przez ponad 10 minut, aż dno miski zupełnie ostygnie, a piana będzie bardzo gęsta i sztywna. Nie przerywając miksowania stopniowo dodajemy w małych kawałkach miękkie masło. I tu zaczyna się próba nerwów…

Masa się zwarzy, zacznie zapadać, po naszej pięknej pianie ślad zacznie ginąć równie prędko, jak szybko będzie pojawiał się strach i powątpiewanie w oczach tych, którzy ze sławnym kremem maślanym na bezie szwajcarskiej (od razu brzmi mądrzej!) jeszcze nie mieli do czynienia. Ale nie ma tego złego…! Nadal cierpliwie mieszana masa bardzo mocno zgęstnieje i zacznie się przytulać do widełek miksera. Powoli dodajemy do niej purée truskawkowe. Horror prawdopodobnie się powtórzy, ale co to dla nas po pierwszym napadzie paniki. Jeśli w kremie pojawią się grudki, wystarczy na kilka minut ustawić miskę nad kąpielą wodną, cały czas miksując. Gdy masa zacznie się topić, ściągamy ją znad wrzątku i mieszamy aż znów stanie się gęsta i zupełnie gładka. Ot, cała filozofia. Płakać mi się teraz chce, bo przekonana że najlepszym ratunkiem jest schłodzenie zepsutego kremu, wyrzuciłam latem dwie pełne miski…

Krem przekładamy do rękawa cukierniczego z tylką w kształcie dużej gwiazdy, dekorujemy babeczki pod sam sufit. Od razu dodajemy elementy z czekolady – krem w lodówce mocno twardnieje, a strzałki Amora szybko zaczynają się topić w palcach. Jeśli ciastka będą przechowywane w chłodnym miejscu, wyjmijcie je jakiś czas przed podaniem, by krem nieco zmiękł.

36.10

Smacznego!

36.9

Pin on Pinterest2.4kShare on Facebook19Email this to someoneTweet about this on TwitterShare on Tumblr0Share on Google+1

Tarta czekoladowa z malinami

28.2

Czołem! Dziś notka, jak to mawia mój Luby, na szybkości. Skoro już Was pomęczyłam malinami poza sezonem pomyślałam, że jak pójdę za ciosem i szybciej skończymy te tortury, krócej będziecie chować urazę ;) A tak zupełnie na poważnie – czy ktoś też przeżywał tego lata tak potężny owocowy ciąg, że nieważne z jakim zapasem malin, borówek i innych dobrodziejstw wracał do domu, wszystko od razu trafiało do buzi, do ciasta, lodów, koktajli… tylko nie do zamrażalnika? Nie mam nic. Absolutnie. Poza kurczakiem. Do tego złapałam potworny wstręt do drobiu i ten smutny kurak tak się chłodzi i chłodzi bez żadnego weselszego towarzystwa. Mam nadzieję, że chociaż Wam uda się z czeluści oszronionych szuflad wydostać woreczek malin.

28.3

Dziś będzie bez lawiny zdjęć – tartę Michela Roux robiłam na wariata na potrzeby opublikowanego milijony lat świetlnych temu konkursu z bloga What’s Cooking?. Była pyszna, aczkolwiek następnym razem chyba pokuszę się na dodatek mlecznej czekolady – należę do tych nieszczęśliwców, którzy najchętniej pławiliby się w hipersłodkiej, białej czekoladzie, po każdej kostce łkając nad kondycją swoich bioder. Deserowa bywa dla mnie za cierpka, ciut metaliczna. Obawiam się tylko, że kolor czekolady mlecznej pozbawiłby tartę walorów wizualnych… Nic to, lecimy!

28.1

Ciasto na spód:

✔ 150g mąki pszennej
✔ 50g zimnego masła pokrojonego w kosteczki
✔ 50g cukru pudru
✔ 1 jajko
✔ szczypta soli

Mąkę przesiewamy z cukrem i solą. Dodajemy masło, delikatnie rozcieramy składniki palcami starając się ich za bardzo nie rozgrzać. Możecie też siekać całość nożem, zyskacie dzięki temu więcej czasu na połączenie składników. Dodajemy jajko i szybko zagniatamy ciasto. Formujemy je w kulę, zawijamy w folię spożywczą i spłaszczamy. Powinno spędzić w lodówce przynajmniej kwadrans.

Foremkę o średnicy około 18 centymetrów smarujemy masłem i lekko oprószamy mąką. Ciasto wałkujemy na grubość około 3 milimetrów, podsypujemy mąką by się nie kleiło. Nawijamy je na wałek, ostrożnie przekładamy do foremki. Dociskamy brzegi i obcinamy nadmiar ciasta rolując wałkiem po krawędziach blaszki. Spód nakłuwamy widelcem, wstawiamy do lodówki jeszcze na pół godziny.

Piekarnik rozgrzewamy do 190°C, osłaniamy ciasto pergaminem i zasypujemy ceramicznymi kulkami lub fasolą. Pieczemy przez 15-20 minut, po upływie tego czasu zmniejszamy temperaturę do 180°C, usuwamy obciążenie i papier, dopiekamy przez 5-10 minut. Zarumienione ciasto odstawiamy do ostygnięcia.

Nadzienie:

✔ 250g malin
✔ 200ml śmietanki kremówki 36%
✔ 200g czekolady deserowej
✔ 25g cukru pudru
✔ 50g masła w kawałeczkach

Maliny kroimy na pół, układamy gęsto na spodzie tarty wnętrzami ku górze.

Czekoladę drobno siekamy. Śmietankę podgrzewamy, po zdjęciu z ognia rozpuszczamy w niej czekoladę i cukier puder. Miksujemy dodając po kawałeczku masła, aż masa stanie się jednolita. Gotowy krem wylewamy równą warstwą na owoce, zostawiamy do ostudzenia. Kiedy osiągnie temperaturę pokojową, wstawiamy tartę do lodówki na kilka godzin lub na noc. Dekorujemy malinami i odrobiną przesianego cukru pudru.

28.4

Smacznego!

Pin on Pinterest937Share on Facebook0Email this to someoneTweet about this on TwitterShare on Tumblr0Share on Google+0