Tyle miłości: mus z białej czekolady i ricotty z galaretką winno-granatową

57.8

Witajcie! Jak tam po Walentynkach? U nas upłynęły bez ani grama słodkiego. Nie licząc smakowej kawy z kapsułek, która jest moją weekendową słabością – w tygodniu jem tak grzecznie, że nawet Tłusty Czwartek przeszłam bez kolizji ze zbędnymi kaloriami. Ale tydzień temu zrobiliśmy sobie przedpremierowe Święto Zakochanych i spałaszowaliśmy deser, który widzicie na zdjęciach. Poniosła mnie trochę ułańska fantazja, bo musu spokojnie wystarczyłoby na cztery porcje. To te szatańskie kieliszki… Nie wiem jaką klątwą zostały obłożone, ale ciągle mam z nimi jakieś problemy. Kupiłam je kiedyś do zdjęcia serniczków dla dwojga z książki Ani Starmach. Przygotowałam masę, wstawiłam do lodówki, za gwałtownie otwarłam drzwi i… trzeba było robić kolejną porcję. Luby skoczył po nowy kieliszek, oczywiście jego też w jakiś sposób zbiłam (kieliszek, nie Ukasza), z tego co pamiętam została mi w ręce sama nóżka. Kolejnym razem na wszelki wypadek kupił dwa. Kiedy już uporałam się z fotografią do przepisu, zapakowałam ocalałe trzy sztuki w papierowe ręczniki i zamknęłam bezpiecznie w koszu piknikowym. Do czasu! W zeszły weekend kolejny pękł mi w rękach przy wycieraniu. Została parka, która mam nadzieję wie że ma mnie już nie drażnić… ;)

No dobrze, a co mamy w kieliszkach? Biała czekolada, bita śmietana, ricotta… już sama ta warstwa wystarczy, żeby poruszyć kubki smakowe. Ale dla kontrastu dodałam błyskawiczną galaretkę z różowego wina i soku z granatu. Wydawało mi się, że pójdę na łatwiznę wrzucając owocowe ziarenka do wyciskarki. Nie, nie i jeszcze raz nie. Sok wyszedł mętny, po odstawieniu na bok wytrąciło się z niego coś, co ochrzciłam mianem gipsu. Stara, dobra metoda na rozgniatanie w misce dała klarowny sok o dokładnie takiej barwie, o jaką mi chodziło. Inna sprawa, że chwilę później biegłam do łazienki z zachlapanym fartuchem, który nie może być brudny, bo to przecież do zdjęć

57.10

Mus:

✔ 100g białej czekolady
✔ 300ml śmietanki kremówki 36%

✔ 100ml śmietanki kremówki 36%
✔ 150g ricotty

✔ łyżeczka żelatyny
✔ 40ml zimnej wody

Białą czekoladę drobno kroimy, by w kolejnym kroku szybko się rozpuściła. Podgrzewamy 100ml śmietanki kremówki. Zdejmujemy z ognia, dodajemy posiekaną czekoladę i mieszamy aż do rozpuszczenia. 200ml śmietanki ubijamy na sztywno, dodajemy ostudzony sos czekoladowy. Delikatnie mieszamy.

Pozostałe 100ml śmietanki ubijamy, ricottę miksujemy z cukrem pudrem, mieszamy z ubita śmietaną. Żelatynę zalewamy wodą, odstawiamy na kilka minut do napęcznienia. Gdy zastygnie, podgrzewamy ją przez kilka sekund na niskiej mocy w mikrofalówce (uwaga żeby się nie zagotowała, straci wtedy swoje właściwości). Rozpuszczoną dodajemy do obu połączonych mas, delikatnie mieszamy i przekładamy całość do dwóch dużych kieliszków, lub trzech-czterech mniejszych naczyń. Chłodzimy przynajmniej godzinę do stężenia, by kolejna warstwa nie naruszyła musu.

57.4

57.557.6

57.3

Galaretka:

✔ 100ml soku z granatu
✔ 100ml różowego, półwytrawnego wina
✔ łyżeczka żelatyny
✔ 40ml zimnej wody

Odcinamy koronę i spód granatu. Owoc kroimy wzdłuż białych linii, wybieramy ziarenka. Wyciskamy z nich 100ml soku, przecedzamy. Mieszamy z różowym winem. Przygotowujemy żelatynę w identyczny sposób, jak w przypadku musu, dodajemy do soku z winem. Galaretkę wylewamy z niewielkiej wysokości na stężały mus, odstawiamy do zastygnięcia.

57.1

57.2

Dekoracja:

✔ 40g białej czekolady
✔ garść ziarenek granatu

Z białej czekolady robimy obieraczką do warzyw wiórki. Posypujemy nimi wierzch zastygłej galaretki, dekorujemy granatem.

57.757.11

Smacznego!

57.12

57.9

Pin on Pinterest1kShare on Facebook31Email this to someoneTweet about this on TwitterShare on Tumblr0Share on Google+0

Kawowa lava z malinami, mleczną czekoladą i karmelem… kawowym

56.7

Witam w Nowym Roku! Tak, trochę mi zeszło z tym powitaniem, ale postanowiłam w styczniu dać sobie trochę luzu. Zeszły rok był bardzo intensywny (i chwała mu za to!) i musiałam trochę odsapnąć ograniczając pracę nad zleceniami do minimum. Ale już ruszam z nową energią, której całe szczęście mi nie brak i mam nadzieję, że nadrobię trochę fotograficznych zaległości.

A tymczasem… deser na ciepło! Kocham, uwielbiam, gdyby nie moje sumienie o cichym i cieniutkim głosiku mogłabym upiec całą blaszkę i nikomu się nie przyznać. Ciastka z płynną lawą, lądujące na talerzu prosto z pieca. Kawowe, z malinowo-mlecznoczekoladową niespodzianką w środku. Oblane kawowym karmelem, który chciałoby się jeść łyżeczką… Mam nadzieję, że brzmi zachęcająco!

Ciastka możecie przygotować też bez nadzienia – kostki mlecznej czekolady dodałam dla zwiększenia efektu i wzbogacenia słodyczy. Bez nich rezultat powinien również być… cóż, wylewny ;)

56.8

Syrop malinowy:

✔ 50g malin
✔ 25ml wody
✔ 15g cukru
✔ 1 łyżeczka soku z cytryny

Maliny (mogą być mrożone, jak zresztą widać na takie lodowe potworki byłam skazana) zalewamy wodą. Chwilę gotujemy aż puszczą sok, w trakcie rozgniatając owoce widelcem. Przecieramy całość przez sito, dodajemy cukier i sok z cytryny, gotujemy chwilę często mieszając, aż powstanie syrop.

56.1

Ciastka lava (4 szt.):

✔ 170g gorzkiej czekolady
✔ 115g miękkiego masła + odrobina do natłuszczenia ramekinów
✔ 2 łyżki syropu malinowego
✔ 1 łyżeczka espresso (proszku)
✔ 1 łyżeczka ekstraktu z wanilii
✔ 2 jajka
✔ 2 żółtka
✔ 50g drobnego cukru
✔ 20g mąki pszennej + odrobina do oprószenia ramekinów
✔ szczypta soli
✔ 8 kostek czekolady mlecznej
✔ 4 maliny

Ramekiny o średnicy około 8 centymetrów smarujemy masłem i oprószamy mąką, wytrząsamy jej nadmiar. Piekarnik rozgrzewamy do 220°C.

Gorzką czekoladę rozpuszczamy w kąpieli wodnej (czyli w żaroodpornym naczyniu ustawionym nad gotującą się wodą tak, by jego dno nie stykało się z wrzątkiem). Płynną zdejmujemy z kąpieli, dodajemy podzielone na kawałki masło, mieszamy do rozpuszczenia. Dodajemy syrop, kawę i ekstrakt.

Całe jajka i żółtka ubijamy na jasną masę. Dosypujemy cukier i sól. Miksujemy aż mieszanka zgęstnieje, następnie dolewamy przestudzoną czekoladę i mąkę. Delikatnie mieszamy ciasto łopatką aż do uzyskania jednolitej konsystencji.

Każdy z ramekinów napełniamy 2/3 porcji ciasta, na środku układamy po dwie kostki mlecznej czekolady i jedną malinę. Zakrywamy pozostałą masą. Ciastka powinny spędzić w piekarniku 8-10 minut, po tym czasie odstawiamy je na minutę, nakrywamy ramekiny odwróconymi talerzykami i ostrożnie obracamy uważając by się nie poparzyć i nie zafundować ciastku romansu z siłami grawitacji drzemiącymi przy podłodze.

56.4

Karmel kawowy:

✔ 100g drobnego cukru
✔ 150ml śmietanki kremówki 36%
✔ 1 łyżeczka espresso (proszku)
✔ 1 łyżeczka ekstraktu z wanilii
✔ szczypta soli

W czasie gdy ciastka się pieką, przygotowujemy kawowy karmel. Na dnie rondelka równą warstwą rozsypujemy cukier, podgrzewamy aż się rozpuści i nabierze jasnobursztynowej barwy. Ostrożnie (mikstura zacznie mocno bulgotać i może pryskać) dolewamy połowę przygotowanej śmietanki, mieszamy aż rozpuści się cukier, który zastygł w kontakcie z kremówką. Dodajemy pozostałą śmietankę, kawę, ekstrakt i sól. Podgrzewamy aż całość będzie miała jednolitą konsystencję. Mimo że pęka nam serce, pod żadnym pozorem nie próbujemy gorącego – jest naprawdę ciepły.

56.2

Dekoracja:

✔ cukier puder
✔ karmel kawowy
✔ 16 malin

Gotowe ciastka oprószamy cukrem pudrem, na wierzchu układamy po 3 malinki. Polewamy strużkami karmelu, wieńczymy dodatkową maliną. Tarąąą!

56.556.6

56.9

Smacznego!

56.356.10

Pin on Pinterest1kShare on Facebook18Email this to someoneTweet about this on TwitterShare on Tumblr0Share on Google+0

Oponki dyniowo-piernikowe w białej czekoladzie

54.8

Już od bardzo dawna właśnie takie pączki chodziły mi po głowie. Nareszcie udało się je wysmażyć – dosłownie i w przenośni ;) Tym samym (i gotując pikantną zupę) zużyłam ostatnie zapasy dyniowego purée, ostała się tylko jedna, samotna dyńka czekająca w kuchni na swoją kolej. Pączki są mięciutkie, słodkie, pyszne! Nie za duże, ale to już kwestia tego, czym będziecie je wycinać. Konsystencja ciasta może Was trochę wystraszyć – tak, jest kleiste. Ale wystarczy oprószyć blat i dłonie mąką i wszystko idzie jak należy! Grunt by tej mąki nie używać w nadmiernych ilościach, by przy smażeniu pączki nie zrobiły się na zewnątrz twarde. Bez bicia przyznaję, że pierwszą sztukę najzwyczajniej w świecie spaliłam, był to właśnie taki „mączny” okaz ;) Ale reszta? Ostatkami sił ograniczyłam się do zjedzenia tylko jednego.

Chwila… czy ja właśnie napisałam notkę w 100% na temat? ;) To chyba przez to przedświąteczne zasuwanie, albowiem właśnie kursuję między komputerem, odkurzaczem, a kuchnią. Walczę z ciastem na piernik staropolski – znalazłam dziś foremkę w kształcie wielkiego Pana Ciastka, ale chyba nie jesteśmy kompatybilni. Pierwszy nadziewany powidłami Ciastek miał guza na głowie. Drugiemu wyskoczyło serce. Przez wrodzoną wstydliwość nie powiem, gdzie bąbel wyskoczył trzeciemu. Ach, życie… ;)

54.6

Ciasto na 14 pączków:

✔ 10g świeżych drożdży
✔ 30ml ciepłego mleka
✔ 1 łyżeczka cukru
✔ 1 łyżeczka mąki pszennej

✔ 60g drobnego cukru
✔ 250g mąki pszennej
✔ 130g purée z dyni w temperaturze pokojowej
✔ 2 jajka w temperaturze pokojowej
✔ 30g roztopionego masła, ostudzonego
✔ 1 łyżka przyprawy do piernika
✔ 1 łyżeczka ekstraktu z wanilii
✔ szczypta soli

✔ olej roślinny do smażenia

Drożdże kruszymy, wsypujemy do miseczki i oprószamy jedną łyżeczką cukru i jedną mąki, zalewamy ciepłym (nie gorącym!) mlekiem. Przykrywamy ściereczką i odstawiamy w ciepłe miejsce na 20 minut, aż całość się spieni i zwiększy objętość. Do dużej miski wsypujemy cukier, mąkę, dodajemy purée z dyni, jajka, masło i przyprawy. Mieszamy, dodajemy wyrośnięty zaczyn. Przez kilka minut wyrabiamy ciasto (będzie nieco luźne, może Wam napędzić stracha, ale spokojnie!), nakrywamy misę ściereczką i odstawiamy w ciepłe miejsce na godzinę.

54.154.2

Stolnicę podsypujemy mąką. Ciasto wałkujemy na grubość około 2 centymetrów, szklanką lub obręczą o średnicy około 10 centymetrów wycinamy pączki. Na środku każdego małym kieliszkiem robimy dziurkę. Szklankę i kieliszek można każdorazowo zanurzać w mące – bardzo mi to pomogło na przyklejanie się ciasta do ich krawędzi. Gotowe oponki przekładamy na deskę oprószoną mąką, nakrywamy i odstawiamy do wyrośnięcia na 20 minut.

W rondelku rozgrzewamy olej. Pączki smażymy na małej mocy palnika, z każdej strony do lekkiego zrumienienia. Gotowe przekładamy na papierowy ręcznik do odsączenia.

* Aby przygotować purée, należy usunąć ze środka dyni pestki i włókna tak, aby pozostał sam miąższ. Dynię można podzielić na mniejsze kawałki, ułożyć na folii aluminiowej skórą do góry i piec do miękkości w 200°C przez 40-60 minut (w zależności od wielkości kawałków). Upieczony miąższ bardzo łatwo oddzielić od skórki łyżką, trzeba go jeszcze odsączyć z wody (np. wyciskając przez chustę serowarską) i zmiksować na gładko blenderem. Gotowe purée można przechowywać w lodówce do tygodnia lub zamrozić.

54.3

54.4

Dekoracja:

✔ 200g białej czekolady
✔ 1 łyżka oliwy
✔ 4 ciasteczka korzenne
✔ cukier kandyz

Czekoladę rozpuszczamy w kąpieli wodnej (czyli w żaroodpornym naczyniu ustawionym nad gotującą się wodą tak, by jego dno nie stykało się z wrzątkiem) i mieszamy z oliwą, ciasteczka drobno kruszymy. Pączki polewamy czekoladą, obsypujemy ciasteczkami i kandyzem.

54.5

Smacznego!

54.7

Pin on Pinterest1.9kShare on Facebook25Email this to someoneTweet about this on TwitterShare on Tumblr0Share on Google+0

Wielkanocne miseczki babkowo-cytrynowe

42.3

Uwaga, biegnę z przepisem na Wielkanoc! Tak, wiem – później się nie dało. Cała ja. Ale podejrzewam, że w tych dniach nie zabraknie Wam żadnego składnika, może oprócz nieszczęsnych baloników za którymi sama musiałam trochę pochodzić. Wydawało mi się, że mogą powinny być wszędzie, a tu klops. Ani w kiosku, ani w wielobranżowych sklepikach osiedlowych, ba! – wyrosła mi nieopodal domu zminiaturyzowana Alma, tam też nie było. Szukałam między papierowymi czapeczkami a rajstopami, nic, null, zero. Ale wreszcie udało się upolować balony w galerii handlowej, w trzecim z kolei miejscu… Napompowałam od razu całą paczkę, tak na wszelki wypadek, bo przecież znając moje szczęście albo doba się skurczy, albo popękają, albo lunie i ze zdjęć nici. Poszłam spać z poczuciem spełnionego obowiązku. Nie wiem czy to duma z przygotowania zawczasu baloników natchnęła mnie takim rozmachem, ale rano musiałam wszystko poprawiać. Nie wiem kto byłby w stanie zjeść porcje z miseczek odlanych od tych gigantów, ale połowa powietrza musiała koniecznie ulecieć w świat.

Fantazja znowu mnie poniosła przy pracy z czekoladą. Zawsze jak jestem w stresie, bardzo mi się spieszy albo nie mogę się skoncentrować, powtarzam sobie jak mantrę hasło „metodycznie, pracuj metodycznie”. I tak przy ubijaniu śmietanki nie majtam już widełkami na boki jak oszalała, tylko spokojnie sobie czekam aż sama będzie na nie spływała i gęstniała, grzecznie przekładam ciasto parzone do miski przed dodaniem jajek, a cake popsy mrożę po kilka razy jak Wszechwieczny nakazał. Tak więc przykładnie czekałam aż czekolada ostygnie i dopiero wtedy wzięłam się za maczanie w niej baloników. Super, mam cztery, wystarczy! Ale, ale, jakby je tak przesmarować pędzelkiem, żeby powstała tekstura gniazda…

„BUM!”

Jak dobrze, mój Boże jak dobrze, że mamy jeszcze niewyremontowaną kuchnię. Wszystko było w czekoladzie. Kuchenka. Osłonka kuchenki. Blaty, miski, ściana nad osłonką, moje spodnie, koszulka, Jezu kochany, moja twarz! Luby przybiegł ratować sytuację, jak tylko się ogarnął a mi zeszło ciśnienie, przyodziana w świeże ciuchy powtórzyłam numer. Dlatego proszę, żadnych pędzelków, choćbyście nimi smagali baloniki delikatnie jak cherubinki głaszczą szczeniaczki labradorków. Nie i już.

Całe szczęście ciąg dalszy był już lekki i przyjemny, szczególnie część babkowa. Przepis na ciasto dostałam od mamy Lubego, z którą to pierwszy raz w życiu piekłam babkę majonezową i zaraz po spróbowaniu nie mogłam się doczekać powtórki. Przepyszna, leciutka, mięciutka, babka jak puch. Obowiązkowo do spróbowania. Zamiast oldskulowego aromatu w olejku starłam do niej skórkę z cytryny, mniam! Jeśli będziecie chcieli spróbować jej solo, z normalnej formy z kominkiem, przemnóżcie składniki przez dwa. Z poniższego przepisu wyjdą Wam cztery porcje wielkanocnego deseru. Nawiasem mówiąc, wygląda trochę jak jajko, któremu białko pomyliło się z żółtkiem… :)

42.2

Czekoladowe miseczki:

✔ 200g dowolnej czekolady (u mnie deserowa)
✔ 4 baloniki ;)

Połowę porcji czekolady rozpuszczamy w kąpieli wodnej – żaroodporne naczynie ustawiamy nad gotującym się wrzątkiem tak, by dno nie stykało się z lustrem wody. Gdy czekolada się rozpuści, zdejmujemy naczynie znad kąpieli i dodajemy pozostałą tabliczkę, mieszamy aż powstanie gładka masa. Baloniki pompujemy do rozmiarów niedużej miseczki i skręcamy wentylki tak, by udało się upuścić powietrze bez przebijania. Gdy czekolada osiągnie temperaturę pokojową, ale nadal będzie płynna, obtaczamy w niej balonik do połowy wysokości. Odstawiamy do wyschnięcia na papier do pieczenia. Miseczki powinny spędzić w lodówce około 30 minut. Po tym czasie obtaczamy je raz jeszcze, ponownie chłodzimy. Przed wyjęciem baloników miseczki powinny postać przynajmniej 5 minut w temperaturze pokojowej – miałam nie lada problem z odklejeniem gumy od zimnej czekolady, naprawdę warto wykrzesać z siebie odrobinę cierpliwości. Każdy z baloników odplątujemy, wypuszczamy powietrze. Spora część odklei się sama, resztę balonika ostrożnie odrywamy pamiętając, by nie zostawić na zewnątrz miseczki śladów palców.

Babka majonezowa:

✔ 2 jajka w temperaturze pokojowej
✔ 80g drobnego cukru
✔ 35g majonezu w temperaturze pokojowej
✔ skórka otarta z 1/2 cytryny
✔ 40g mąki pszennej
✔ 45g mąki ziemniaczanej
✔ 1 łyżeczka proszku do pieczenia

Piekarnik rozgrzewamy do 100°C, formę na małą babkę lub keks smarujemy masłem i oprószamy mąką wytrzepując jej nadmiar. Ubijamy na sztywno białka, w małych porcjach dodajemy cukier i miksujemy do powstania sztywnej i błyszczącej piany. Wlewamy po jednym żółtku, po każdym mieszając. Dodajemy majonez i skórkę z cytryny, po raz ostatni miksujemy. Przesiane mąki i proszek do pieczenia wsypujemy do masy, delikatnie mieszamy całość łopatką tylko do połączenia składników. Ciasto przelewamy do formy, wstawiamy do piekarnika i od razu zwiększamy temperaturę do 175°C.

Babka powinna się piec do suchego patyczka, około 20-25 minut, zależnie od kształtu Waszej blaszki. Gotową zostawiamy na 10 minut w formie, po czym odwracamy i przekładamy ją na kratkę do ostygnięcia. Kroimy na plasterki (możecie odciąć przypieczone brzegi), wykładamy ciastem dno czekoladowych miseczek.

Krem cytrynowy:

✔ 1/2 łyżeczki żelatyny w proszku
✔ 2 łyżki gorącej wody
✔ 115g masła
✔ 150g drobnego cukru
✔ skórka otarta z 1 i 1/2 cytryny
✔ 100ml soku z cytryny
✔ szczypta soli
✔ 6 żółtek

✔ 350ml śmietanki kremówki 36%
✔ 2 łyżki cukru pudru

W gorącej wodzie rozpuszczamy żelatynę, odstawiamy na bok. W rondelku o grubym dnie roztapiamy masło. Zdejmujemy z ognia, dodajemy drobny cukier, skórkę i sok z cytryny, sól. Mieszamy trzepaczką i gdy cukier się rozpuści, dodajemy żółtka. Podgrzewamy przez kilka minut na małym ogniu, ciągle ubijając masę trzepaczką. Jeśli krem zacznie bulgotać, odstawiamy go na kilka sekund znad palnika. Gdy znacznie zgęstnieje, zdejmujemy go z ognia i dodajemy rozpuszczoną żelatynę. Odstawiamy aż wystygnie. W międzyczasie ubijamy śmietankę, pod koniec dodając do niej cukier puder. Dzielimy na dwie równe porcje. Jedną z nich delikatnie z pomocą łopatki mieszamy z ostudzonym kremem, nakładamy do miseczek zakrywając zupełnie warstwę babki. Pozostałą śmietanką dekorujemy deser.

42.1

Smacznego!

Pin on Pinterest114Share on Facebook1Email this to someoneTweet about this on TwitterShare on Tumblr0Share on Google+0

Paris-Brest, czyli ptysie z masą orzechowo-czekoladową

39.6

Witajcie :) Ostatnio trochę się rozleniwiłam blogowo, ale z ręką na sercu przysięgam, że był to leń pożyteczny. Mianowicie: nadrabiam zaległości książkowe i jak wspominałam przy okazji zielonego smoothie, zgłębiam tajniki zdrowego żywienia coby z mniejszymi wyrzutami sumienia skubnąć w weekend kawałek ciacha. Po drugie: towarzyszę Lubemu w seansach Breaking Bad pilnując, by nie umknęła mu żadna sekunda. Boleję, że tak wolno mu idzie – ja wciągnęłam się akurat kiedy wzięłam urlop na uporządkowanie paru spraw. Efekt? Całe wolne dni leżakowałam włączając odcinek za odcinkiem. Mimo że znam już całą historię, chłonę prawie każdą chwilę powtórkowych seansów radośnie podskakując na każde pinkmanowe yo! – druga kultowa odzywka na razie pojawia się sporadycznie ;)

Poniższy deser miał się pojawić już z okazji Tłustego Czwartku, aaale… no właśnie, kto je pieczone ptysie w dniu rozgrzeszenia ze smakołyków smażonych w głębokim tłuszczu? Phi! Sama obrałam strategię, że zjem tyle pączków, iloma zostanę poczęstowana. Wyszło nieźle – ani nie za biednie, ani za bogato, a piątkowe zatrucie mleczkiem kokosowym i wyłączenie z życia na cały weekend skutecznie wymazało mi z pamięci obcowanie z pustymi kaloriami. Znowu nie na temat, rany! Poniżej znajdziecie przepis na Paris-Brest, ptysiowe ciastko z kremem, które swoją nazwę przyjęło od wyścigu kolarskiego rozgrywającego się na trasie łączącej oba miasta. Widziałam już przeróżne wersje – od wielkich okręgów, po ptysie na jeden gryz, sama zrobiłam średniej wielkości ciastka dla trzech osób. Mam nadzieję, że Wam się spodobają :)

39.8

Crème pâtissière:

✔ laska wanilii
✔ 250ml mleka
✔ 3 żółtka
✔ 70g cukru
✔ 30g mąki pszennej

Zaczynamy od crème pâtissière, który najlepiej przygotować dzień przed składaniem ptysi. Powinien chłodzić się przez kilka godzin, najlepiej całą noc.

Laskę wanilii rozcinamy wzdłuż, przesuwając płasko po skórce krawędzią noża usuwamy ziarenka. Skórek nie wyrzucamy – wkładamy je do puszki z cukrem lub używamy do wzmocnienia ekstraktu waniliowego. Ziarenka dodajemy do mleka, zagotowujemy i zdejmujemy z palnika do ostudzenia. Żółtka ucieramy z cukrem przez ponad 5 minut, aż znacznie zjaśnieją i staną się bardzo gęste (mogą wymagać dłuższego miksowania). Dosypujemy mąkę, mieszamy. Stopniowo dolewamy mleko z wanilią nie przerywając mieszania – nie używamy miksera by nie spienić mleka. Chwilę podgrzewamy aż krem uzyska konsystencję gęstego budyniu. Przekładamy do miseczki, zakrywamy szczelnie folią spożywczą i po ostudzeniu chowamy do lodówki.

39.3

Krem:

✔ 190g miękkiego masła
✔ 190g orzechowo-czekoladowego kremu kanapkowego
✔ 380g crème pâtissière

Ubijamy masło, miksujemy z kremem kanapkowym. Małymi porcjami dodajemy schłodzony uprzednio crème pâtissière. Zmieszane składniki odstawiamy do lodówki.

Pralina orzechowa:

✔ 50g drobnego cukru
✔ 10ml wody
✔ 25g płatków migdałowych
✔ 25g orzechów laskowych

Na patelni równomiernie rozsypujemy cukier, zalewamy wodą. Podgrzewamy aż zacznie się topić i przybierze bursztynową barwę. Dorzucamy orzechy, jeszcze chwilę zostawiamy nad ogniem i mieszamy. Wylewamy pralinę na papier do pieczenia, odstawiamy do stwardnienia. Gdy zastygnie, drobno ją kroimy lub pulsacyjnie mielimy w malakserze na żwirek.

39.539.7

Ciasto parzone:

✔ 140ml mleka
✔ 100g masła
✔ 1 łyżeczka soli
✔ 1 łyżka cukru pudru
✔ 150g mąki pszennej
✔ 4 jajka
✔ płatki migdałowe do posypania

✔ cukier puder do oprószenia

Piekarnik rozgrzewamy do 200°C. Przygotowujemy blachę wyłożoną papierem do pieczenia, na którym rysujemy trzy okręgi o średnicy około 10 centymetrów.

W średnim garnku podgrzewamy mleko wraz z masłem, solą i cukrem. Gdy mikstura zawsze, zdejmujemy ją z ognia i dodajemy mąkę, od razu zaczynając energicznie mieszać drewnianą łyżką. Gdy mąka dobrze się rozprowadzi, ponownie ustawiamy garnek nad średnim ogniem i rozcierając masę podgrzewamy ją lekko przez minutę. Przekładamy do miski i wbijamy po jednym jajku, po każdym mieszając. Uwaga: jeśli wbijemy jajka prosto do rozgrzanego garnka, białko od razu się zetnie i skończymy z ciastem pełnym grudek. Ucieramy do czasu, gdy masa stanie się bardzo gęsta i gładka. Przekładamy ją do rękawa cukierniczego zakończonego szeroką, okrągłą tylką. Każde ciastko będzie składało się z trzech okręgów: pierwszy wyciskamy wzdłuż narysowanej wcześniej linii, drugi wewnątrz pierwszego, trzeci na wierzchu dwóch pierwszych tak, by zakrył przerwę między nimi. Oprószamy ciasto płatkami migdałowymi, pieczemy przez 30 minut.

Ostudzone ciastka kroimy w poziomie nożem z piłką. Krem przekładamy do rękawa cukierniczego z tylką zakończoną gwiazdką. Wyciskamy okrężnymi ruchami grubą warstwę na spód ptysia, obsypujemy drobinami praliny. Nakładamy wierzch i oprószamy cukrem pudrem.

39.139.2

Smacznego!

39.9

39.4

Pin on Pinterest543Share on Facebook0Email this to someoneTweet about this on TwitterShare on Tumblr0Share on Google+0