Jaglane smoothie malina-mango

46.1

Witajcie! Ostatnio mam pełne ręce roboty, ale niedługo na blogu pojawi się coś nowego, może też znajdzie się chwila na jakąś „naprogramową” sesyjkę :) Póki co mam przyjemność znów gościć na portalu Hello zdrowie, tym razem w cyklu Jedz sezonowo prezentuję pomysł na wykorzystanie malin. Moich najukochańszych, uroczych malin, mniam!

Jako że od jakiegoś czasu staram się trzymać zdrowej kuchni, postanowiłam poeksperymentować z mlekiem migdałowym i królową kasz – jaglanką, która dotąd talerz dzieliła nie z owocami, a prędzej łososiem… Co z tego wyszło? Zobaczycie TUTAJ!

Smacznego! :)

Sorbet malinowy z kandyzowanym mango

43.4

Powitawszy! Podobno zapowiada się upalna majówka. Oby, bo mam niecny zamiar raczenia leżaka swoim ciężarem ile wlezie. Chociaż nie wiem czy to dobry pomysł, bo zawsze jak mam chwilę wolnego, dzieje się coś złego. W zeszły piątek już prawie ocierałam łzy szczęścia mogące zmoczyć rękaw bluzy aż po łokcie – trafiło się pierwsze naprawdę wolne popołudnie od paru dobrych miesięcy. Zawsze jest coś do zrobienia – a to w domu, a to zlecenie do ogarnięcia, a to grafik wzywa na zajęcia. Piątek oznacza ciągutki, więc po relaksującym stretchingu zrobiłam szybkie zakupy i rowerkiem z malowniczo wystającym z koszyka rabarbarem wróciłam do wysprzątanego mieszkania, bez garów w zlewie, ciuchów wędrujących po całym domu… słowem – żadnych przeszkadzajek, cisza i spokój, romantyczny szum deszczu za oknem. Opatuliłam się kocykiem, nadrobiłam książkę, od święta wypiłam owocowe coś, co ponoć z racji aromatu nie zasługuje na miano piwa, po czym… zmogło mnie na cały wieczór. Obudził mnie Luby słowami: „a długo to się tak leje?”. Moje wolne popołudnie zakończyło się brodzeniem po zalanej łazience, Pan Wężyk Spod Umywalki postanowił dokonać żywota. Trochę się boję co będzie następne jeśli znowu stracę czujność.

Ale do tematu upalnej majówki! Ciepło, cieplej, sorbet. W tym roku coś czuję, że będę szaleć za malinami. O ile w zeszłym biegałam z kilogramami truskawek, teraz jak tylko widzę w sklepie te malutkie, kuleczkowate potworki, od razu wizualizują mi się lody, tarty, ciasta, albo zwyczajnie góry świeżych malin. Jak na złość kiedy zaplanowałam sobie sorbet, udało mi się kupić tylko mrożone. Los chyba miał tydzień robienia sobie ze mnie jaj ;) Tak czy owak efekt końcowy jest i smakuje absolutnie przebosko. Dodatek kandyzowanego mango zapewnia drobne niespodzianki w każdym kęsie i przynosi przyjemne urozmaicenie smaku i konsystencji. Coś mnie wyraźnie chwyta w połączeniu maliny-mango, w zeszłym roku rewelacyjnie sprawdziło się w dżemie.

Chłodzenie czas zacząć!

43.5

Kandyzowane mango:

✔ ćwiartka mango
✔ 50g cukru
✔ łyżka wody

Mango drobno siekamy. Dno rondelka równomiernie zasypujemy cukrem, skrapiamy wodą i całość podgrzewamy, aż powstanie syrop. Dodajemy drobinki mango, przez kilka minut mieszamy łopatką aż owoce staną się półprzezroczyste. Odstawiamy do przestygnięcia.

43.243.3

Sorbet malinowy (do maszynki o pojemności 1l):

✔ 180g cukru
✔ 250ml ciepłej wody
✔ 550g malin
✔ laska wanilii

Cukier mieszamy z wodą do rozpuszczenia, zostawiamy do ostygnięcia.

Laskę wanilii rozcinamy wzdłuż, przesuwając krawędzią noża wzdłuż skórki usuwamy ziarenka. Zużyte skórki broń Boże nie powinny lądować w koszu – nadadzą się do wzmocnienia ekstraktu waniliowego, aromatyzowania drobnego cukru do wypieków, ja czasem wkładam je nawet do szafy z ubraniami :) Nasionka wraz z malinami i wodą umieszczamy w kielichu blendera, dokładnie miksujemy. Przelewamy mieszankę do maszynki do lodów, po około 20 minutach lub czasie zalecanym przez producenta sorbet powinien być gotowy. Pod koniec dodajemy do niego posiekane kawałki kandyzowanego mango.

Sorbet możecie przygotować bez pomocy maszynki – po zmiksowaniu malin wystarczy przelać koktajl do plastikowego pojemnika lub keksówki, zakryć szczelnie naczynie folią aluminiową i wstawić do zamrażalnika na 2 godziny. Co pół godziny foremkę wyjmujemy, by przemieszać miksturę. Mango podobnie jak w przy wykorzystaniu maszynki dodajemy pod koniec, gdy masa jest już dobrze schłodzona i gęsta.

43.1

Smacznego!

Odwrócone ciastka z żurawiną

40.12

Witam po nieplanowanej przerwie! Niedawno odczuwałam cudowne rozciągnięcie doby, które w sposób ledwie zauważalny jakimś sposobem zanikało, by nagle przytłoczyć powrotem chronicznego braku czasu. Zamiast prowadzić bloga i kontynuować rozkwit uczuć do zaległych, nieprzeczytanych książek, spędzam wieczory na czyszczeniu, przenoszeniu, układaniu, wynoszeniu. Ahoj przeprowadzko! Ostatnio zakańczam dni utratą świadomości na kanapie w salonie (o mój Boże, mamy kanapę! co ja mówię, mamy SALON!), a końca tego bałaganu nie widać. Na domiar złego niestety nie wprowadziliśmy się do wyremontowanego, rażącego bielą mieszkanka, które tylko czeka aż odgrzebię odpowiedni folder na Pintereście i zacznę wstawiać wymarzone meble. O nie! Remont cały czas nad nami wisi. Gdy tylko sobie pomyślę, że znów trzeba będzie wszystko nosić i myć, robi mi się zwyczajnie słabo. Wczoraj w przypływie mobilizacji postanowiłam zabrać się za notkę i co zastałam po powrocie do domu? Rozkręcony komputer, części po prostu wszędzie, a między nimi Lubego ze śrubokrętem.

40.15

No dobrze, koniec lamentów, co dzisiaj pieczemy? Na pewno kojarzycie wszelkiego rodzaju upside-down cakes, może nie grzeszące urodą, ale mające ten domowy urok niedopracowania. A na ciepło, z gorącym sokiem, mięciutkimi owocami? Bajka! Mimo że mogłabym ze sobą nosić plecak pełen (taaak, na pewno byłby pełen, takie kity ludziom wciskać!…) słoiczków solonego karmelu i tabliczek mlecznej czekolady, całe szczęście ostało mi się jeszcze trochę rozumu i czasem zdarzy mi się zrobić coś o bardziej stonowanej słodyczy. Niech będzie, coś kwaśnego. Potocznie mówiąc żurawina naprawdę daje tu czadu. Ale pozytywnie! Towarzyszy jej sprężyste, migdałowe ciasto i – jeśli macie ochotę – kulka lodów na osłodę. Koniecznie wcinajcie na ciepło, choć przy ostudzonej wersji też nam się uszy trzęsły :)

40.1

Nadzienie owocowe:

✔ 200g żurawiny
✔ 60g cukru trzcinowego
✔ 160g malin
✔ 50g płatków migdałowych

Żurawinę wsypujemy do rondelka z grubym dnem, dodajemy cukier i często mieszając podgrzewamy, aż cukier rozpuści się, a owoce pokryje smakowity syrop.

Cztery kokilki o średnicy około 11 centymetrów smarujemy masłem, wykładamy na dnie krążkiem papieru do pieczenia. Całe szczęście u mnie nic się nie przykleiło i papier okazał się zbędny, ale lepiej dmuchać na zimne :) Na dnie naczynek w równych odstępach układamy maliny.

Podgotowaną żurawinę wykładamy łyżką między maliny, wyrównujemy owoce by stworzyły spójną warstwę. Oprószamy z wierzchu pokruszonymi płatkami migdałowymi.

40.240.3

40.440.5

Ciasto:

✔ 170g masła
✔ 4 jajka
✔ 100g cukru trzcinowego
✔ 2 łyżeczki ekstraktu waniliowego
✔ skórka otarta z połowy pomarańczy
✔ 150g mąki pszennej
✔ 50g mąki migdałowej
✔ 1/2 łyżeczki proszku do pieczenia

Roztapiamy masło, odstawiamy na chwilę do przestygnięcia. W dużej misie ubijamy jajka z cukrem, dodajemy płynne masło, ekstrakt waniliowy i skórkę z pomarańczy. Po zmiksowaniu dosypujemy przesiane mąki (zamiast gotowej mąki migdałowej można użyć drobno zmielonych w młynku do kawy blanszowanych migdałów lub płatków migdałowych, tylko uwaga by nie dojść do etapu masła orzechowego i nie spalić młynka) i proszek do pieczenia, mieszamy łopatką tylko do połączenia składników. Wykładamy ciasto do kokilek.

40.6

40.7

Ciastka pieczemy w 180°C przez około 25 minut, gotowość do wyjęcia sprawdzamy metodą suchego patyczka. Upieczone odstawiamy na blat na 10 minut – powinny nieco opaść. Po upływie tego czasu nakrywamy kokilki talerzykami, chwytamy je przez rękawicę lub szmatkę i odwracamy naczynia zdecydowanym ruchem. Uwaga na gorący sok! Jeśli jakieś owoce odpadną, nie krępujcie się wyłożyć je z powrotem na ciastka. I tak nikt nie zauważy ;)

40.840.9

40.10

Dodatki:

✔ 4 gałki lodów

Deser najlepiej podawać na ciepło. Dla urozmaicenia i przełamania kwaśnego smaku żurawiny można ozdobić go gałką lodów śmietankowych lub waniliowych, u mnie nawinęły się z bakaliami.

40.11

Smacznego!

40.13

40.14

Tarta czekoladowa z malinami

28.2

Czołem! Dziś notka, jak to mawia mój Luby, na szybkości. Skoro już Was pomęczyłam malinami poza sezonem pomyślałam, że jak pójdę za ciosem i szybciej skończymy te tortury, krócej będziecie chować urazę ;) A tak zupełnie na poważnie – czy ktoś też przeżywał tego lata tak potężny owocowy ciąg, że nieważne z jakim zapasem malin, borówek i innych dobrodziejstw wracał do domu, wszystko od razu trafiało do buzi, do ciasta, lodów, koktajli… tylko nie do zamrażalnika? Nie mam nic. Absolutnie. Poza kurczakiem. Do tego złapałam potworny wstręt do drobiu i ten smutny kurak tak się chłodzi i chłodzi bez żadnego weselszego towarzystwa. Mam nadzieję, że chociaż Wam uda się z czeluści oszronionych szuflad wydostać woreczek malin.

28.3

Dziś będzie bez lawiny zdjęć – tartę Michela Roux robiłam na wariata na potrzeby opublikowanego milijony lat świetlnych temu konkursu z bloga What’s Cooking?. Była pyszna, aczkolwiek następnym razem chyba pokuszę się na dodatek mlecznej czekolady – należę do tych nieszczęśliwców, którzy najchętniej pławiliby się w hipersłodkiej, białej czekoladzie, po każdej kostce łkając nad kondycją swoich bioder. Deserowa bywa dla mnie za cierpka, ciut metaliczna. Obawiam się tylko, że kolor czekolady mlecznej pozbawiłby tartę walorów wizualnych… Nic to, lecimy!

28.1

Ciasto na spód:

✔ 150g mąki pszennej
✔ 50g zimnego masła pokrojonego w kosteczki
✔ 50g cukru pudru
✔ 1 jajko
✔ szczypta soli

Mąkę przesiewamy z cukrem i solą. Dodajemy masło, delikatnie rozcieramy składniki palcami starając się ich za bardzo nie rozgrzać. Możecie też siekać całość nożem, zyskacie dzięki temu więcej czasu na połączenie składników. Dodajemy jajko i szybko zagniatamy ciasto. Formujemy je w kulę, zawijamy w folię spożywczą i spłaszczamy. Powinno spędzić w lodówce przynajmniej kwadrans.

Foremkę o średnicy około 18 centymetrów smarujemy masłem i lekko oprószamy mąką. Ciasto wałkujemy na grubość około 3 milimetrów, podsypujemy mąką by się nie kleiło. Nawijamy je na wałek, ostrożnie przekładamy do foremki. Dociskamy brzegi i obcinamy nadmiar ciasta rolując wałkiem po krawędziach blaszki. Spód nakłuwamy widelcem, wstawiamy do lodówki jeszcze na pół godziny.

Piekarnik rozgrzewamy do 190°C, osłaniamy ciasto pergaminem i zasypujemy ceramicznymi kulkami lub fasolą. Pieczemy przez 15-20 minut, po upływie tego czasu zmniejszamy temperaturę do 180°C, usuwamy obciążenie i papier, dopiekamy przez 5-10 minut. Zarumienione ciasto odstawiamy do ostygnięcia.

Nadzienie:

✔ 250g malin
✔ 200ml śmietanki kremówki 36%
✔ 200g czekolady deserowej
✔ 25g cukru pudru
✔ 50g masła w kawałeczkach

Maliny kroimy na pół, układamy gęsto na spodzie tarty wnętrzami ku górze.

Czekoladę drobno siekamy. Śmietankę podgrzewamy, po zdjęciu z ognia rozpuszczamy w niej czekoladę i cukier puder. Miksujemy dodając po kawałeczku masła, aż masa stanie się jednolita. Gotowy krem wylewamy równą warstwą na owoce, zostawiamy do ostudzenia. Kiedy osiągnie temperaturę pokojową, wstawiamy tartę do lodówki na kilka godzin lub na noc. Dekorujemy malinami i odrobiną przesianego cukru pudru.

28.4

Smacznego!

Pierożki pistacjowe z dżemem malinowo-różanym

26.7

Stało się. Musiałam, nie zdzierżyłam, długo szukałam i znalazłam. Potworna, nieforemna kurtka (której miejsca spoczynku jak zwykle nie pamiętałam) wypełzła z dna szafy spychając z wieszaka zgrabny, cienki płaszczyk. Chlip. Cały czas pocieszam się, że mieliśmy całkiem sympatyczną pogodowo jesień, a rok temu już na samym początku października Ta, Której Imienia Nie Wolno Jeszcze Wymawiać zaskoczyła drogowców. Tak czy inaczej nadeszła pora rękawiczek, czapek i póki co nieśmiałego niepokoju przed nadchodzącym deficytem naturalnego światła. A tak się w tym roku znielubiliśmy z lampami, chlip po raz drugi i po stokroć.

26.3

Mam nadzieję, że w obecnych warunkach nie będziecie mi mieli za złe odkurzenia letniego przepisu. W ramach ciekawostki – jeszcze miesiąc temu widziałam takie maliny na targu… jedno, jedyne pudełeczko, zaplątane wśród dyń i żurawiny. Po owocach zostały przetwory, przydadzą się do ciasteczek. Na zaś podaję przepis na dżemik którego użyłam. Nie dość że nie mam już malin, moja woda różana wyparowała w tajemniczych okolicznościach. Zostawiłam prawie pełną buteleczkę na oknie w kuchni i… jedno słowo: babcia.

Babcia mieszka w innym mieście i nie do końca orientuje się co gdzie u nas leży, co jest czyje i co warto byłoby zostawić w spokoju. Do dziś nie udało mi się wyciągnąć od niej informacji, czy wodę różaną wypiła (co jest chyba najbardziej przerażającą możliwością, biorąc pod uwagę bardzo silny aromat), zużyła do herbaty, czy po prostu butelka na widok nieznajomej osoby wywinęła fikołka. Już chyba wolałabym zastosowanie spożywcze (bardzo nie lubię gdy coś się marnuje), szczególnie że kubki smakowe babcia ma już nie te i może rzeczona esencja wielkiej krzywdy by jej nie zrobiła. À propos babcinych kubków smakowych – przypomniała mi się zabawna sytuacja, kiedy to seniorka jakieś 20 lat temu chciała pod nieobecność rodziców zorganizować mi i bratu podwieczorek. Pobuszowała w spiżarni, wyłożyła deser na talerzyki, urody był rzadkiej, ale nic to – wcinamy. Pierwszy gryz… Boże. „Babciu, a co to za ciasteczka?”. Ponowny szczupak w głąb spiżarni, szelest opakowania, rzut okiem na etykietę: kotlety sojowe. Chyba nigdy tego nie zapomnę ;) Ale wróćmy na ziemię. Będziemy robić to:

26.6

Kolejny z przepisów z czasu focha piekarnika, więc bardzo Was proszę – kontrolujcie czas. Ciasto ma przypominać to znane z makaroników w kształcie dużych, okrągłych ciastek, nie tych maleńkich cudeniek we wszystkich kolorach tęczy. Lekko twardawe, z kruchą skorupką i ciągnącą warstwą tuż pod nią. Wybór dżemu zależy już od Was, mi do pistacji przypasował malinowy.

Dżem malinowo-różany:

✔ 500g malin
✔ 160g drobnego cukru
✔ 2 łyżki wody różanej
✔ 2 łyżki soku z cytryny

Maliny zasypujemy cukrem, odstawiamy na 15 minut by puściły sok. Zaczynamy gotować owoce na średnim ogniu od czasu do czasu mieszając, by nic nie przywarło do rondelka. Dodajemy wodę różaną. Dżem będzie gotował się około 15 minut, aż do zgęstnienia – gdy przeciągniemy łopatką po dnie garnka, nie powinien od razu spływać na miejsce. Dodajemy sok z cytryny, mieszamy, jeszcze gorący dżem przelewamy do wyparzonych słoików (jeśli używacie weków, nie zalewajcie gumek wrzątkiem – powinny być wypłukane w zimnej wodzie) i odstawiamy do ostygnięcia oraz stężenia.

26.126.2

Ciasto (na około 20 pierożków):

✔ 100g zmielonych pistacji, bez soli
✔ 150g mąki pszennej
✔ 100g drobnego cukru
✔ 3 żółtka
✔ 1 białko

Przed zmieleniem pistacji trzeba je najpierw obrać ze skórek. W tym celu zalewamy orzechy na 5 minut wrzątkiem, wysypujemy równomiernie na ściereczkę i gdy odrobinę ostygną energicznie pocieramy wybierając co jakiś czas oczyszczone sztuki. Mielimy pulsacyjnie w młynku do kawy dodając trochę mąki, by wiórki nie miały szansy się zlepić.

Wszystkie składniki oprócz białka zagniatamy, dodajemy białko, wyrabiamy ciasto. Będzie ono bardzo lepkie, ale też szybko zacznie twardnieć. Dzielimy na dwie lub trzy kuliste porcje, zawijamy w folię spożywczą, spłaszczamy i chowamy do lodówki przynajmniej na godzinę. Przekładamy ciasto do zamrażalnika, stolnicę obficie obsypujemy mąką. Odrywamy od ciasta małą porcję, wałkujemy, wycinamy okrąg o średnicy około 8 centymetrów. Nakładamy łyżeczkę dżemu, sklejamy delikatnie brzegi pierożka, przekładamy na blachę wyłożoną papierem do pieczenia. Powtarzamy aż do wykorzystania całego ciasta z zamrażalnika. Pieczemy w 200°C przez około 20 minut (pamiętajcie o mojej awarii, może być i 5 minut krócej!). Po upieczeniu odstawiamy do ostygnięcia i stwardnienia.

26.426.5

Smacznego!