Orzeźwiające zielone smoothie

38.14

Dziś mam dla Was nieprzyzwoicie dużo zdjęć :) Dawno nie byłam aż tak zadowolona z sesji (choć pewnie do rana zauważę kosmiczne braki w każdym kadrze z osobna) i odrzucenie którejkolwiek fotografii mogłoby zaboleć okrutnie, zbyt okrutnie na niedzielny wieczór, który już i tak jest podszyty strachem przed złowrogim poniedziałkiem. Normalnie nie mam migotania komór na myśl o początku tygodnia pracującego, ale odkąd poniedziałek stał się dniem w którym chwytanie za biurową słuchawkę jest moim obowiązkiem, z tyłu głowy w niedzielę fruwa mi stado pomysłów od symulowania zatrucia pokarmowego po intencjonalne zarażenie się dżumą. Naprawdę, środa czy czwartek – mogę siedzieć przy telefonie spokojna jak mnich. Ale poniedziałek? Dzień, w którym każdy klient od samego rana męczy telefon, byle tylko czym prędzej wyrzucić z siebie duszone cały weekend frustracje? Koszmar! Nic dziwnego, że we wtorek rano – mimo że dyżur przechodzi dalej – na każdy dzwonek skaczę pod sufit, a w myślach wołam „Mamo!” i owijam się wyimaginowanym kocykiem z troskliwym misiem. Ale, ale. Żeby znowu było miło :)

38.13

38.338.11

Tym razem coś dla zdrowia. Jakiś czas temu postanowiłam zrobić remanent lodówki. Oczywiście nie rezygnuję z niedzielnych słodkości – każdy musi mieć w życiu trochę przyjemności! Ale mój codzienny jadłospis wzbogacił się o parę składników i mam nadzieję będzie wzbogacał się dalej w miarę jak będę pogłębiać wiedzę. Dojrzewam do wyciskania świeżych, leczniczych soków (worek marchwi od rolnika leżakuje w kuchni, a wyciskarka już mruga z pudełka, yay!), a póki co zaprzyjaźniam się z kombinacjami blenderowymi. Parę dni temu zmiksowałam napój klasyczną metodą „co się nawinie” i wyszło tak smacznie, że zielony smoothie służył mi cały tydzień w roli drugiego śniadania. Smakował nawet mojemu Lubemu, który widząc kolor podejrzewał że w szklance czyha na niego pułapka, ale przełamał się i spróbował. Mój sukces? Nie wykrył szpinaku, ha! Nawet wyraził chęć raczenia się bombą witaminową w przyszłości. Ag vs. fast food? 1:0! W przepisie opcjonalnie pojawiają się jagody goji i nasiona chia. Zdaję sobie sprawę, że nie są to rzeczy najtańsze i nie każdy łapie fit bakcyla i testuje takie ciekawostki – w razie czego po prostu je pomińcie. Mi udało się je znaleźć w bardzo konkurencyjnych cenach i z przyjemnością z nich korzystam mając nadzieję, że faktycznie dożyję setki z sercem jak dzwon i regularnie odnawianym karnetem na fitness ;)

38.138.6

Jeszcze tylko w ramach przypomnienia: do piątku włącznie trwa walentynkowy konkurs. Nie spodziewałam się aż takiego zainteresowania, jest mi niezmiernie miło widzieć Wasze zgłoszenia! Do tego tyle ciepłych słów, aż serducho pęka, że z kilkudziesięciu jak na razie zdjęć będziemy musieli wybrać tylko trzy. Naprawdę, nie wiem jak to zrobimy. Z wieloma deserami wiążą się błyskotliwe historie, wiele deserów jest misternie udekorowanych. Trudny wybór :)

38.5

38.4

38.838.10

Składniki na 2 duże szklanki (ok. 0,7l):

✔ 150ml wody mineralnej
✔ 2 bardzo dojrzałe kiwi
✔ 2 małe lub 1 duże jabłko
✔ natka pietruszki
✔ garść świeżego szpinaku (ok. 60g)
✔ sok z ćwiartki limonki
✔ łyżka miodu

✔ jagody goji do posypania (opcjonalnie)
✔ nasiona chia do posypania (opcjonalnie)

Kiwi wydrążamy ze skórek łyżeczką (ponoć można je jeść w całości, ale nie wiem czy kogokolwiek kuszą owoce futerkowe au naturel :D ), jabłka kroimy w ćwiartki i pozbawiamy gniazd nasiennych. Pietruszka może pozostać z łodyżkami. Wszystkie podstawowe składniki umieszczamy w kielichu blendera, najlepiej w takiej kolejności jak wymieniono powyżej (po zmieleniu „mokrego” kiwi z wodą blender ma łatwiejsze zadanie i nie trzeba mu pomagać upychając zieleninę łyżką).

Smoothie przelewamy do szklanek, jeśli mamy na podorędziu jagody i nasiona, posypujemy nimi napój z wierzchu. Najlepszy jest schłodzony, ale uwaga – z biegiem czasu smaki przegryzają się i po kilku godzinach na prowadzenie wychodzi smak kwaśny. Zaraz po zmieleniu natomiast czuć głównie jabłko i pietruszkę. Potem stery przejmują kiwi z limonką :)

38.938.7

38.12

Smacznego!

38.2


Pin on Pinterest198Share on Facebook0Email this to someoneTweet about this on TwitterShare on Tumblr0Share on Google+1

Komentarzy: 30

  1. Joanna pisze:

    Piękne zdjęcia i piękna zastawa. Gdzie dostać takie śliczne grafitowe elementy wystroju kuchni: koszyczek, w którym są limonki, puszka, tacka lub podstawka pod karawkę i szklanki :) Musisz mieć ekstra kuchnię :)

    • Aga pisze:

      Dziękuję ślicznie! :) U mnie remont nadal w planie, moja obecna kuchnia to koszmar lat ’70 – pomarańczowe szafki i boazeria, uroki mieszkań po Dziadkach ;) Dlatego zdjęcia robię w innym pomieszczeniu, gdzie „buduję” sobie plany pod sesję i składuję masę naczyń do fotografii :) Puszka i taca są z H&M Home, koszyczek o ile mnie pamięć nie myli ze sklepu internetowego Scandiloft. Druciak pod kieliszki jest ze Scandiconcept, ale widziałam go w wielu sklepach :)

  2. Filip pisze:

    Wow! Te zdjęcia to mistrzostwo świata! Kolor, kompozycja, nastrój, głębia. Po prostu patrzę i nie mogę wyjść z podziwu. Jedne z lepszych zdjęć jakie widziałem. Re-we-la-cja! Przepis też świetny, pewnie ukradnę i wrzucę go u siebie na bloga biegowego (oczywiście podlinkuję Cię).

    • Aga pisze:

      Wielkie, wielkie dzięki! :)
      Jak to mówią „sharing is caring”, więc wrzucaj śmiało :) Osoby szanujące źródła mają moje absolutne błogosławieństwo :)

  3. magda konsewicz pisze:

    Ależ wiosennie, apetycznie, pięknie. Gratulacje. przecudnie to się ogląda! Aż chce się wydrukować i na ścianach powiesić!

    • Aga pisze:

      Tyle osób pyta o warsztaty, a gdybyście usłyszeli jak się motam i jąkam jak mam coś powiedzieć publicznie, chcielibyście tylko zwrot za benzynę, hahah :D

  4. Gosia Z pisze:

    Ale śliczne zdjęcia. I aż zdrowiej się poczułam od samego patrzenia. Właśnie tez chcę wyprobowac smoothie ze szpinakiem, bo z pietruszką już u nas rządzi.

Dodaj komentarz