Odwrócone ciastka z żurawiną

40.12

Witam po nieplanowanej przerwie! Niedawno odczuwałam cudowne rozciągnięcie doby, które w sposób ledwie zauważalny jakimś sposobem zanikało, by nagle przytłoczyć powrotem chronicznego braku czasu. Zamiast prowadzić bloga i kontynuować rozkwit uczuć do zaległych, nieprzeczytanych książek, spędzam wieczory na czyszczeniu, przenoszeniu, układaniu, wynoszeniu. Ahoj przeprowadzko! Ostatnio zakańczam dni utratą świadomości na kanapie w salonie (o mój Boże, mam kanapę! co ja mówię, mam SALON!), a końca tego bałaganu nie widać. Na domiar złego niestety nie wprowadziłam się do wyremontowanego, rażącego bielą mieszkanka, które tylko czeka aż odgrzebię odpowiedni folder na Pintereście i zacznę wstawiać wymarzone meble. O nie! Remont cały czas nade mną wisi. Gdy tylko sobie pomyślę, że znów trzeba będzie wszystko nosić i myć, robi mi się zwyczajnie słabo.

40.15

No dobrze, koniec lamentów, co dzisiaj pieczemy? Na pewno kojarzycie wszelkiego rodzaju upside-down cakes, może nie grzeszące urodą, ale mające ten domowy urok niedopracowania. A na ciepło, z gorącym sokiem, mięciutkimi owocami? Bajka! Mimo że mogłabym ze sobą nosić plecak pełen (taaak, na pewno byłby pełen, takie kity ludziom wciskać!…) słoiczków solonego karmelu i tabliczek mlecznej czekolady, całe szczęście ostało mi się jeszcze trochę rozumu i czasem zdarzy mi się zrobić coś o bardziej stonowanej słodyczy. Niech będzie, coś kwaśnego. Potocznie mówiąc żurawina naprawdę daje tu czadu. Ale pozytywnie! Towarzyszy jej sprężyste, migdałowe ciasto i – jeśli macie ochotę – kulka lodów na osłodę. Koniecznie wcinajcie na ciepło, choć przy ostudzonej wersji też nam się uszy trzęsły :)

40.1

Nadzienie owocowe:

✔ 200g żurawiny
✔ 60g cukru trzcinowego
✔ 160g malin
✔ 50g płatków migdałowych

Żurawinę wsypujemy do rondelka z grubym dnem, dodajemy cukier i często mieszając podgrzewamy, aż cukier rozpuści się, a owoce pokryje smakowity syrop.

Cztery kokilki o średnicy około 11 centymetrów smarujemy masłem, wykładamy na dnie krążkiem papieru do pieczenia. Całe szczęście u mnie nic się nie przykleiło i papier okazał się zbędny, ale lepiej dmuchać na zimne :) Na dnie naczynek w równych odstępach układamy maliny.

Podgotowaną żurawinę wykładamy łyżką między maliny, wyrównujemy owoce by stworzyły spójną warstwę. Oprószamy z wierzchu pokruszonymi płatkami migdałowymi.

40.240.3

40.440.5

Ciasto:

✔ 170g masła
✔ 4 jajka
✔ 100g cukru trzcinowego
✔ 2 łyżeczki ekstraktu waniliowego
✔ skórka otarta z połowy pomarańczy
✔ 150g mąki pszennej
✔ 50g mąki migdałowej
✔ 1/2 łyżeczki proszku do pieczenia

Roztapiamy masło, odstawiamy na chwilę do przestygnięcia. W dużej misie ubijamy jajka z cukrem, dodajemy płynne masło, ekstrakt waniliowy i skórkę z pomarańczy. Po zmiksowaniu dosypujemy przesiane mąki (zamiast gotowej mąki migdałowej można użyć drobno zmielonych w młynku do kawy blanszowanych migdałów lub płatków migdałowych, tylko uwaga by nie dojść do etapu masła orzechowego i nie spalić młynka) i proszek do pieczenia, mieszamy łopatką tylko do połączenia składników. Wykładamy ciasto do kokilek.

40.6

40.7

Ciastka pieczemy w 180°C przez około 25 minut, gotowość do wyjęcia sprawdzamy metodą suchego patyczka. Upieczone odstawiamy na blat na 10 minut – powinny nieco opaść. Po upływie tego czasu nakrywamy kokilki talerzykami, chwytamy je przez rękawicę lub szmatkę i odwracamy naczynia zdecydowanym ruchem. Uwaga na gorący sok! Jeśli jakieś owoce odpadną, nie krępujcie się wyłożyć je z powrotem na ciastka. I tak nikt nie zauważy ;)

40.840.9

40.10

Dodatki:

✔ 4 gałki lodów

Deser najlepiej podawać na ciepło. Dla urozmaicenia i przełamania kwaśnego smaku żurawiny można ozdobić go gałką lodów śmietankowych lub waniliowych, u mnie nawinęły się z bakaliami.

40.11

Smacznego!

40.13

40.14

Paris-Brest, czyli ptysie z masą orzechowo-czekoladową

39.6

Witajcie :) Ostatnio trochę się rozleniwiłam blogowo, ale z ręką na sercu przysięgam, że był to leń pożyteczny. Mianowicie: nadrabiam zaległości książkowe i jak wspominałam przy okazji zielonego smoothie, zgłębiam tajniki zdrowego żywienia coby z mniejszymi wyrzutami sumienia skubnąć w weekend kawałek ciacha.

Poniższy deser miał się pojawić już z okazji Tłustego Czwartku, aaale… no właśnie, kto je pieczone ptysie w dniu rozgrzeszenia ze smakołyków smażonych w głębokim tłuszczu? Phi! Sama obrałam strategię, że zjem tyle pączków, iloma zostanę poczęstowana. Wyszło nieźle – ani nie za biednie, ani za bogato, a piątkowe zatrucie mleczkiem kokosowym i wyłączenie z życia na cały weekend skutecznie wymazało mi z pamięci obcowanie z pustymi kaloriami. Znowu nie na temat, rany! Poniżej znajdziecie przepis na Paris-Brest, ptysiowe ciastko z kremem, które swoją nazwę przyjęło od wyścigu kolarskiego rozgrywającego się na trasie łączącej oba miasta. Widziałam już przeróżne wersje – od wielkich okręgów, po ptysie na jeden gryz, sama zrobiłam średniej wielkości ciastka dla trzech osób. Mam nadzieję, że Wam się spodobają :)

39.8

Crème pâtissière:

✔ laska wanilii
✔ 250ml mleka
✔ 3 żółtka
✔ 70g cukru
✔ 30g mąki pszennej

Zaczynamy od crème pâtissière, który najlepiej przygotować dzień przed składaniem ptysi. Powinien chłodzić się przez kilka godzin, najlepiej całą noc.

Laskę wanilii rozcinamy wzdłuż, przesuwając płasko po skórce krawędzią noża usuwamy ziarenka. Skórek nie wyrzucamy – wkładamy je do puszki z cukrem lub używamy do wzmocnienia ekstraktu waniliowego. Ziarenka dodajemy do mleka, zagotowujemy i zdejmujemy z palnika do ostudzenia. Żółtka ucieramy z cukrem przez ponad 5 minut, aż znacznie zjaśnieją i staną się bardzo gęste (mogą wymagać dłuższego miksowania). Dosypujemy mąkę, mieszamy. Stopniowo dolewamy mleko z wanilią nie przerywając mieszania – nie używamy miksera by nie spienić mleka. Chwilę podgrzewamy aż krem uzyska konsystencję gęstego budyniu. Przekładamy do miseczki, zakrywamy szczelnie folią spożywczą i po ostudzeniu chowamy do lodówki.

39.3

Krem:

✔ 190g miękkiego masła
✔ 190g orzechowo-czekoladowego kremu kanapkowego
✔ 380g crème pâtissière

Ubijamy masło, miksujemy z kremem kanapkowym. Małymi porcjami dodajemy schłodzony uprzednio crème pâtissière. Zmieszane składniki odstawiamy do lodówki.

Pralina orzechowa:

✔ 50g drobnego cukru
✔ 10ml wody
✔ 25g płatków migdałowych
✔ 25g orzechów laskowych

Na patelni równomiernie rozsypujemy cukier, zalewamy wodą. Podgrzewamy aż zacznie się topić i przybierze bursztynową barwę. Dorzucamy orzechy, jeszcze chwilę zostawiamy nad ogniem i mieszamy. Wylewamy pralinę na papier do pieczenia, odstawiamy do stwardnienia. Gdy zastygnie, drobno ją kroimy lub pulsacyjnie mielimy w malakserze na żwirek.

39.539.7

Ciasto parzone:

✔ 140ml mleka
✔ 100g masła
✔ 1 łyżeczka soli
✔ 1 łyżka cukru pudru
✔ 150g mąki pszennej
✔ 4 jajka
✔ płatki migdałowe do posypania

✔ cukier puder do oprószenia

Piekarnik rozgrzewamy do 200°C. Przygotowujemy blachę wyłożoną papierem do pieczenia, na którym rysujemy trzy okręgi o średnicy około 10 centymetrów.

W średnim garnku podgrzewamy mleko wraz z masłem, solą i cukrem. Gdy mikstura zawsze, zdejmujemy ją z ognia i dodajemy mąkę, od razu zaczynając energicznie mieszać drewnianą łyżką. Gdy mąka dobrze się rozprowadzi, ponownie ustawiamy garnek nad średnim ogniem i rozcierając masę podgrzewamy ją lekko przez minutę. Przekładamy do miski i wbijamy po jednym jajku, po każdym mieszając. Uwaga: jeśli wbijemy jajka prosto do rozgrzanego garnka, białko od razu się zetnie i skończymy z ciastem pełnym grudek. Ucieramy do czasu, gdy masa stanie się bardzo gęsta i gładka. Przekładamy ją do rękawa cukierniczego zakończonego szeroką, okrągłą tylką. Każde ciastko będzie składało się z trzech okręgów: pierwszy wyciskamy wzdłuż narysowanej wcześniej linii, drugi wewnątrz pierwszego, trzeci na wierzchu dwóch pierwszych tak, by zakrył przerwę między nimi. Oprószamy ciasto płatkami migdałowymi, pieczemy przez 30 minut.

Ostudzone ciastka kroimy w poziomie nożem z piłką. Krem przekładamy do rękawa cukierniczego z tylką zakończoną gwiazdką. Wyciskamy okrężnymi ruchami grubą warstwę na spód ptysia, obsypujemy drobinami praliny. Nakładamy wierzch i oprószamy cukrem pudrem.

39.139.2

Smacznego!

39.9

39.4

Orzeźwiające zielone smoothie

38.14

Dziś mam dla Was nieprzyzwoicie dużo zdjęć :) Dawno nie byłam aż tak zadowolona z sesji (choć pewnie do rana zauważę kosmiczne braki w każdym kadrze z osobna) i odrzucenie którejkolwiek fotografii mogłoby zaboleć okrutnie, zbyt okrutnie na niedzielny wieczór, który już i tak jest podszyty strachem przed złowrogim poniedziałkiem. Normalnie nie mam migotania komór na myśl o początku tygodnia pracującego, ale odkąd poniedziałek stał się dniem w którym chwytanie za biurową słuchawkę jest moim obowiązkiem, z tyłu głowy w niedzielę fruwa mi stado pomysłów od symulowania zatrucia pokarmowego po intencjonalne zarażenie się dżumą. Naprawdę, środa czy czwartek – mogę siedzieć przy telefonie spokojna jak mnich. Ale poniedziałek? Dzień, w którym każdy klient od samego rana męczy telefon, byle tylko czym prędzej wyrzucić z siebie duszone cały weekend frustracje? Koszmar! Nic dziwnego, że we wtorek rano – mimo że dyżur przechodzi dalej – na każdy dzwonek skaczę pod sufit, a w myślach wołam „Mamo!” i owijam się wyimaginowanym kocykiem z troskliwym misiem. Ale, ale. Żeby znowu było miło :)

38.13

38.338.11

Tym razem coś dla zdrowia. Jakiś czas temu postanowiłam zrobić remanent lodówki. Oczywiście nie rezygnuję z niedzielnych słodkości – każdy musi mieć w życiu trochę przyjemności! Ale mój codzienny jadłospis wzbogacił się o parę składników i mam nadzieję będzie wzbogacał się dalej w miarę jak będę pogłębiać wiedzę. Dojrzewam do wyciskania świeżych, leczniczych soków (worek marchwi od rolnika leżakuje w kuchni, a wyciskarka już mruga z pudełka, yay!), a póki co zaprzyjaźniam się z kombinacjami blenderowymi. Parę dni temu zmiksowałam napój klasyczną metodą „co się nawinie” i wyszło tak smacznie, że zielony smoothie służył mi cały tydzień w roli drugiego śniadania. Ag vs. fast food? 1:0! W przepisie opcjonalnie pojawiają się jagody goji i nasiona chia. Zdaję sobie sprawę, że nie są to rzeczy najtańsze i nie każdy łapie fit bakcyla i testuje takie ciekawostki – w razie czego po prostu je pomińcie. Mi udało się je znaleźć w bardzo konkurencyjnych cenach i z przyjemnością z nich korzystam mając nadzieję, że faktycznie dożyję setki z sercem jak dzwon i regularnie odnawianym karnetem na fitness ;)

38.138.6

Jeszcze tylko w ramach przypomnienia: do piątku włącznie trwa walentynkowy konkurs. Nie spodziewałam się aż takiego zainteresowania, jest mi niezmiernie miło widzieć Wasze zgłoszenia! Do tego tyle ciepłych słów, aż serducho pęka, że z kilkudziesięciu jak na razie zdjęć będę musiała wybrać tylko trzy. Naprawdę, nie wiem jak to zrobię. Z wieloma deserami wiążą się błyskotliwe historie, wiele deserów jest misternie udekorowanych. Trudny wybór :)

38.5

38.4

38.838.10

Składniki na 2 duże szklanki (ok. 0,7l):

✔ 150ml wody mineralnej
✔ 2 bardzo dojrzałe kiwi
✔ 2 małe lub 1 duże jabłko
✔ natka pietruszki
✔ garść świeżego szpinaku (ok. 60g)
✔ sok z ćwiartki limonki
✔ łyżka miodu

✔ jagody goji do posypania (opcjonalnie)
✔ nasiona chia do posypania (opcjonalnie)

Kiwi wydrążamy ze skórek łyżeczką (ponoć można je jeść w całości, ale nie wiem czy kogokolwiek kuszą owoce futerkowe au naturel :D ), jabłka kroimy w ćwiartki i pozbawiamy gniazd nasiennych. Pietruszka może pozostać z łodyżkami. Wszystkie podstawowe składniki umieszczamy w kielichu blendera, najlepiej w takiej kolejności jak wymieniono powyżej (po zmieleniu „mokrego” kiwi z wodą blender ma łatwiejsze zadanie i nie trzeba mu pomagać upychając zieleninę łyżką).

Smoothie przelewamy do szklanek, jeśli mamy na podorędziu jagody i nasiona, posypujemy nimi napój z wierzchu. Najlepszy jest schłodzony, ale uwaga – z biegiem czasu smaki przegryzają się i po kilku godzinach na prowadzenie wychodzi smak kwaśny. Zaraz po zmieleniu natomiast czuć głównie jabłko i pietruszkę. Potem stery przejmują kiwi z limonką :)

38.938.7

38.12

Smacznego!

38.2

Quiche z serami pleśniowymi, jabłkiem i szynką szwarcwaldzką

37.5

Niespodzianka! Dzisiaj wytrawnie, a i naszła mnie wena testowania innego stylu obróbki zdjęć, bardziej adekwatnego do obecnego tematu. Mimo że od rana w Krakowie było naprawdę pięknie, jak zwykle ktoś puścił farbę że biorę się za fotografowanie – momentalnie słońce przesłoniła ogromna chmura. Taka karma. Tak czy owak – jak Wam się podoba? :)

37.9

Quiche zjedliśmy na obiad, ale równie dobrze nada się na ciepłą kolację. Skorzystałam z przepisu Michela Roux na ciasto kruche, zastępując trzecią część masła roślinnym smalczykiem o smaku cebulki z jabłkiem. Smakowita Pajda zaskoczyła mnie przyjemnym, swojskim zapachem, który uwalniał się z każdym zagnieceniem ciasta, a także chrupką konsystencją, którą zawdzięcza dodatkowi cebulki. Ot, taka ciekawostka, której warto spróbować.

37.2

37.837.7

Kruche ciasto:

✔ 250g mąki
✔ 100g zimnego masła pokrojonego w kosteczki
✔ 50g smalczyku roślinnego Smakowita Pajda z cebulką i jabłkami
✔ 1 łyżeczka soli
✔ szczypta drobnego cukru
✔ 1 jajko
✔ 1 łyżka zimnego mleka

Z przesianej mąki formujemy stożek, na środku robimy zagłębienie. Dodajemy masło, smalczyk, sól i cukier, wbijamy jajko. Rozcieramy na gładko palcami lub siekamy składniki nożem pod koniec zagniatając. Dodajemy mleko i wyrabiamy ciasto. Gotowe formujemy w kulę, spłaszczamy i zawinięte w folię spożywczą chowamy do lodówki na 30 minut. W międzyczasie formę do tarty o średnicy 25 centymetrów natłuszczamy smalczykiem.

Schłodzone ciasto wałkujemy lekko podsypując je mąką, nawijamy na wałek i ostrożnie rozwijamy nad blaszką. Dociskamy boki, przeciągając wałkiem po krawędziach formy odcinamy nadmiar ciasta. Wstawiamy do lodówki na 20 minut. Zaczynamy nagrzewać piekarnik do temperatury 190°C.

Po wyjęciu z lodówki spód quiche nakłuwamy widelcem, osłaniamy papierem do pieczenia lub folią aluminiową, zasypujemy ceramicznymi kulkami lub fasolą. Pieczemy przez 15 minut. Po upływie tego czasu zdejmujemy papier z obciążeniem, podpiekamy jeszcze przez 10 minut.

37.137.3

Nadzienie:

✔ olej do smażenia
✔ ćwiartka niewielkiej cebuli

✔ 4 plastry szynki szwarcwaldzkiej
✔ połowa jabłka

✔ 4 jajka
✔ 70ml śmietanki kremówki 36%
✔ 115g camemberta
✔ 50g gorgonzoli
✔ kolorowy pieprz do smaku
✔ sól do smaku
✔ odrobina smalczyku roślinnego Smakowita Pajda z cebulką i jabłkami do posmarowania owoców

✔ świeże liście szpinaku do dekoracji

Na małej patelni rozgrzewamy olej. Cebulę drobno siekamy, podsmażamy często mieszając aż nieco ściemnieje i stanie się chrupiąca. Odcedzamy, przesypujemy na papierowy ręcznik do odsączenia. Plastry szynki dzielimy wzdłuż na pół, jabłko kroimy w cienkie plasterki.

Jajka roztrzepujemy ze śmietanką, dodajemy drobno pokrojone sery, przyprawy i dwie łyżki prażonej cebulki. Mieszankę wylewamy na podpieczone ciasto, na wierzchu układamy wstążki szynki i zachodzące na siebie plastry jabłka. Smarujemy je lekko smalczykiem, by się nie obsuszyły.

Quiche pieczemy przez 30 minut w temperaturze 190°C. Dekorujemy świeżym szpinakiem.

37.4

Smacznego!

37.6

Przepis bierze udział w zabawie kulinarnej “Smakowita Pajda to kulinarna frajda!”, którego sponsorem są ZT Kruszwica S.A. producent smalczyku roślinnego Smakowita Pajda

Walentynkowe babeczki czekoladowe z kremem truskawkowym

36.6

Lada dzień Walentynki! Tak, tak, mój blog też się nie uchował przed zarazą. A tak serio, zauważyłam że obchodzę tu święta w kratkę. W 2012 roku było Halloween, w 2013 nie. W 2012 nie było Bożego Narodzenia, odrobiłam w 2013. Zastanawiam się czy w takim razie powinnam wykreślić z kalendarza Wielkanoc ;) Póki co nadrabiam Święto Zakochanych, które nie doczekało się wpisu w roku ubiegłym.

Dzisiejsze babeczki to klasyka smaków na romantyczny wieczór – czekolada i truskawki, podane pod postacią słodkich (także wizualnie!) ciastek, które dzięki maślanemu, zwartemu kremowi doskonale trzymają kształt dekoracji i nie zrobią Wam przykrej niespodzianki rozpływając się na boki. Naprawdę, nakładanie tego kremu to czysta przyjemność :) A czy żal potem zjeść? Nieee, w końcu podaję Wam przepis na całe 12 sztuk, jak blaszka bogata! No to do dzieła :)

36.8

Dekoracja:

✔ 6 kostek czekolady deserowej

W kąpieli wodnej (czyli żaroodpornym naczyniu ustawionym nad gotującym się wrzątkiem tak, by jego dno nie stykało się z lustrem wody) rozpuszczamy 6 kostek czekolady. Z pomocą dekoratora lub skręconego z papieru do pieczenie rożka (takiego, jakiego używaliśmy do lukrowania pierniczków), wyciskamy ją na płaskiej powierzchni na papier rysując połówki strzał – jeśli lecicie na skrzydłach walentynkowej weny, polecam lotki zastąpić serduchami :)

Odstawiamy do lodówki do zastygnięcia.

36.536.7

Ciasto na 12 babeczek:

✔ 5og czekolady deserowej (choć polecam na przyszłość mleczną, a co! :) )
✔ 125g mąki pszennej
✔ 16g kakao
✔ 1 łyżeczka proszku do pieczenia
✔ 125g masła w temperaturze pokojowej
✔ 125g drobnego cukru
✔ 2 jajka
✔ 30ml mleka

Piekarnik rozgrzewamy do 200°C. W kąpieli wodnej rozpuszczamy czekoladę, odstawiamy do lekkiego przestygnięcia. Mieszamy ze sobą sypkie składniki – mąkę, kakao i proszek do pieczenia, odstawiamy na bok. Masło ucieramy z cukrem na jasną, puszystą masę, dodajemy po jednym jajku nie przerywając miksowania. Dosypujemy suche składniki, mieszamy do połączenia. Na końcu dolewamy czekoladę i mleko, miksujemy. Ciastem wypełniamy 12 papilotek.

Babeczki będą piekły się około 15-18 minut, do czasu gdy wbita w ciastko wykałaczka wyjdzie z niego sucha. Od razu wyciągamy z piekarnika i studzimy na kratce.

36.136.2

Purée truskawkowe:

✔ 225g truskawek świeżych lub mrożonych, odsączonych

Truskawki dokładnie miksujemy blenderem na gładkie purée. Drylownicą do jabłek wycinamy z ostygniętych babeczek otwory sięgające do połowy ciastka. Z purée odlewamy 75g, zużywamy tę porcję do napełnienia babeczek.

36.336.4

Krem:

✔ 5 białek z jaj „L” (165g)
✔ 200g drobnego cukru
✔ 225g masła w temperaturze pokojowej, pokrojonego w kawałki
✔ 150g purée truskawkowego

Do dużej, żaroodpornej miski wlewamy białka, dodajemy cukier. Ustawiamy naczynie nad gotującą się wodą, od razu zaczynając energicznie mieszać białka rózgą. Nie musimy ich ubijać – najważniejsze, żeby nie zostawiać ich do zagotowania. Gdy cukier się rozpuści (nie będzie czuć jego drobinek przy rozcieraniu mikstury w palcach), zdejmujemy miskę znad wrzątku i zaczynamy ubijać białka na najwyższych obrotach miksera przez ponad 10 minut, aż dno miski zupełnie ostygnie, a piana będzie bardzo gęsta i sztywna. Nie przerywając miksowania stopniowo dodajemy w małych kawałkach miękkie masło. I tu zaczyna się próba nerwów…

Masa się zwarzy, zacznie zapadać, po naszej pięknej pianie ślad zacznie ginąć równie prędko, jak szybko będzie pojawiał się strach i powątpiewanie w oczach tych, którzy ze sławnym kremem maślanym na bezie szwajcarskiej (od razu brzmi mądrzej!) jeszcze nie mieli do czynienia. Ale nie ma tego złego…! Nadal cierpliwie mieszana masa bardzo mocno zgęstnieje i zacznie się przytulać do widełek miksera. Powoli dodajemy do niej purée truskawkowe. Horror prawdopodobnie się powtórzy, ale co to dla nas po pierwszym napadzie paniki. Jeśli w kremie pojawią się grudki, wystarczy na kilka minut ustawić miskę nad kąpielą wodną, cały czas miksując. Gdy masa zacznie się topić, ściągamy ją znad wrzątku i mieszamy aż znów stanie się gęsta i zupełnie gładka. Ot, cała filozofia. Płakać mi się teraz chce, bo przekonana że najlepszym ratunkiem jest schłodzenie zepsutego kremu, wyrzuciłam latem dwie pełne miski…

Krem przekładamy do rękawa cukierniczego z tylką w kształcie dużej gwiazdy, dekorujemy babeczki pod sam sufit. Od razu dodajemy elementy z czekolady – krem w lodówce mocno twardnieje, a strzałki Amora szybko zaczynają się topić w palcach. Jeśli ciastka będą przechowywane w chłodnym miejscu, wyjmijcie je jakiś czas przed podaniem, by krem nieco zmiękł.

36.10

Smacznego!

36.9