Jaglany mazurek lekko tropikalny

59.1

Wczoraj zajadaliśmy się babką z karmelem, dziś czas na coś fit! Jeśli Święta nie są dla Was żadnym argumentem usprawiedliwiającym słodkie obżarstwo, nie martwcie się – nie jesteście skazani na frustrujące spoglądanie na talerzyki rodziny, znad których oprócz stukotu widelczyków co i rusz dobiega „a może kawałeczek? na pewno? ale zobacz jakie dobre”. Mamy dla Was z Hello zdrowie nietypowego mazurka!

W poszukiwaniu przepisu zajrzyjcie TUTAJ :)

Smacznego!


Babka majonezowa z karmelem chałwowym

58.1

Witajcie Kochani! Święta wielkanocne już lada dzień, a w Krakowie (i podejrzewam, że nie tylko tu) trwa istny przegląd wszystkich pór roku. Może oprócz lata – przecież na co komu lato (rany, jak ja tęsknię za wyciąganiem z szafy jednej warstwy ubrań)? Dziś przerabialiśmy oślepiające słońce, deszcz, śnieg z deszczem, powtórkę wiosny. Jeśli ktoś w tym bałaganie czuje zbliżające się zające i kurczaki błagam, niech powie czym się wspomaga, bo też potrzebuję ;)

W tym roku wielkanocne pichcenie przerabiam już chyba od miesiąca (zerknijcie na poprzednią notkę) i w ramach utrzymania równowagi we Wszechświecie w same Święta nie będę gotować nic. Za to podzielę się z radością recepturą na genialną babkę! Ciasto jest rewelacyjne – lekkie i puchate, zamiast wariacji na temat owocowego lukru przyrządziłam do kompletu pyszny solony karmel z dodatkiem pasty tahini. Przepis na samą babkę pojawił się kiedyś przy okazji czekoladowych miseczek, które schlapały mi ścianę w kuchni. O co chodzi? Zajrzyjcie tutaj :) Ciasto babkowe grało tam jednak drugie (o ile nie trzecie) skrzypce, co zdecydowanie nie oddaje należnych mu honorów. A zatem formy w dłoń i pieczemy!

P.S.
Jutro pojawi się mazurkowy przepis dla tych, którzy nie odpuszczają walki z kaloriami nawet gdy cała rodzina lepi się już od lukru i powoli traci przytomność przy stole ;)

58.3

Babka (z małej* formy, do tradycyjnej** składniki podwajamy):

✔ 2 jajka w temperaturze pokojowej
✔ 80g drobnego cukru
✔ 35g majonezu w temperaturze pokojowej
✔ skórka otarta z 1 cytryny
✔ 40g mąki pszennej
✔ 45g mąki ziemniaczanej
✔ 1 łyżeczka proszku do pieczenia

Piekarnik rozgrzewamy do 100°C, formę na małą babkę smarujemy masłem i oprószamy mąką wytrzepując jej nadmiar. Ubijamy na sztywno białka, w małych porcjach dodajemy cukier i miksujemy do powstania sztywnej i błyszczącej piany. Wlewamy po jednym żółtku, po każdym mieszając. Dodajemy majonez i skórkę z cytryny, po raz ostatni miksujemy. Przesiane mąki i proszek do pieczenia wsypujemy do masy, delikatnie mieszamy całość łopatką tylko do połączenia składników. Ciasto przelewamy do formy, wstawiamy do piekarnika i od razu zwiększamy temperaturę do 175°C.

Babka powinna się piec do suchego patyczka, około 20-25 minut (duża babka 40-45 minut). Gotową zostawiamy na 10 minut w formie, po czym odwracamy i przekładamy ją na kratkę do ostygnięcia.

* moja mała forma do babki ma w najszerszym punkcie 16,5 centymetra przy 8 centymetrach wysokości
** duża natomiast 22,5 centymetra przy wysokości 10 centymetrów

58.2

Karmel:

✔ 100g drobnego cukru
✔ 150ml śmietanki kremówki 36%
✔ 2 łyżki pasty tahini
✔ 1 łyżeczka ekstraktu z wanilii
✔ szczypta soli

W czasie gdy babka się piecze, przygotowujemy karmel. Na dnie rondelka równą warstwą rozsypujemy cukier, podgrzewamy aż się rozpuści i nabierze jasnobursztynowej barwy. Ostrożnie (mikstura zacznie mocno bulgotać i może pryskać) dolewamy połowę przygotowanej śmietanki, mieszamy aż rozpuści się cukier który zastygł w kontakcie z kremówką. Dodajemy pozostałą śmietankę zmieszaną z tahini, ekstrakt i sól. Podgrzewamy aż całość będzie miała jednolitą konsystencję. Odstawiamy do lekkiego przestudzenia, zgęstniałym karmelem oblewamy babkę.

58.5

Smacznego!

58.4


Viva! Ze smakiem, czyli Wielkanoc Ani w moim obiektywie

IMG_9931-Edit-2

Witajcie Kochani! Co prawda chwaliłam się już wieki temu na facebooku, ale po prostu nie mogę po czymś takim nie zostawić śladu na blogu :) A zatem nieśmiało do Was tuptam miętoląc rąbek sweterka i mamrocząc pod nosem „zobaczcie, chyba mi w miarę wyszło?” i spieszę z garstką szczegółów.

IMG_9972-Edit

Miałam kilka tygodni temu przyjemność fotografować wielkanocne dania Ani Starmach do specjalnego wydania magazynu Viva! ukazującego się pod kryptonimem „Ze smakiem”. Mam nadzieję, że jest jeszcze na sklepowych półkach i jeśli czujecie do mojej skromnej osoby chociaż nitkę, niteczkę sympatii, to przekartkujecie te kilka pierwszych stron, na których Ania udziela dość sporego wywiadu. Żeby nie czytać na pusty żołądek, dostajecie w pakiecie pięć przepisów. I to jakich! Wszystkie przetestowane na żołądku niżej podpisanej. Bez bicia przyznaję – moja pierwsza pascha w życiu, fantastyczna. Awokado? Nie, dziękuję (tak, wiem, potwarz, ale po prostu nie cierpię go w… dotyku). Ale z żółtkami, pietruszką i rzeżuchą? Poproszę! Mazurek różany? To jeszcze nie podstawiłam talerzyka? Znajdziecie tu też babeczki i pasztet z łososia. Wszystko naprawdę proste, ale smaczne i efektowne. No i wiecie, zdjęcia. Taka jedna znajoma robiła ;)

P.S.
Ogromne dzięki dla Ani Wild, która poratowała mnie swoją własną, domową hodowlą rzeżuchy gdy żaden sklep nie chciał tego zrobić, a moje kiełki z jakiegoś powodu nie zamierzały się bujnie rozrosnąć przez jedną noc. Co prawda odebrała ją dzieciom i małżowi od ust, ale sprawa była wagi państwowej!


Tyle miłości: mus z białej czekolady i ricotty z galaretką winno-granatową

57.8

Witajcie! Jak tam po Walentynkach? U mnie upłynęły bez ani grama słodkiego. Nie licząc smakowej kawy z kapsułek, która jest moją weekendową słabością – w tygodniu jem tak grzecznie, że nawet Tłusty Czwartek przeszłam bez kolizji ze zbędnymi kaloriami. Ale tydzień temu zrobiłam sobie przedpremierowe Święto Zakochanych i spałaszowałam deser, który widzicie na zdjęciach. Poniosła mnie trochę ułańska fantazja, bo musu spokojnie wystarczyłoby na cztery porcje. To te szatańskie kieliszki… Nie wiem jaką klątwą zostały obłożone, ale ciągle mam z nimi jakieś problemy. Kupiłam je kiedyś do zdjęcia serniczków dla dwojga z książki Ani Starmach. Przygotowałam masę, wstawiłam do lodówki, za gwałtownie otwarłam drzwi i… trzeba było robić kolejną porcję. Trzeba było skoczyć po nowy kieliszek, oczywiście jego też w jakiś sposób zbiłam, z tego co pamiętam została mi w ręce sama nóżka. Kolejnym razem na wszelki wypadek kupiłam dwa. Kiedy już uporałam się z fotografią do przepisu, zapakowałam ocalałe trzy sztuki w papierowe ręczniki i zamknęłam bezpiecznie w koszu piknikowym. Do czasu! W zeszły weekend kolejny pękł mi w rękach przy wycieraniu. Została parka, która mam nadzieję wie że ma mnie już nie drażnić… ;)

No dobrze, a co mamy w kieliszkach? Biała czekolada, bita śmietana, ricotta… już sama ta warstwa wystarczy, żeby poruszyć kubki smakowe. Ale dla kontrastu dodałam błyskawiczną galaretkę z różowego wina i soku z granatu. Wydawało mi się, że pójdę na łatwiznę wrzucając owocowe ziarenka do wyciskarki. Nie, nie i jeszcze raz nie. Sok wyszedł mętny, po odstawieniu na bok wytrąciło się z niego coś, co ochrzciłam mianem gipsu. Stara, dobra metoda na rozgniatanie w misce dała klarowny sok o dokładnie takiej barwie, o jaką mi chodziło. Inna sprawa, że chwilę później biegłam do łazienki z zachlapanym fartuchem, który nie może być brudny, bo to przecież do zdjęć

57.10

Mus:

✔ 100g białej czekolady
✔ 300ml śmietanki kremówki 36%

✔ 100ml śmietanki kremówki 36%
✔ 150g ricotty

✔ łyżeczka żelatyny
✔ 40ml zimnej wody

Białą czekoladę drobno kroimy, by w kolejnym kroku szybko się rozpuściła. Podgrzewamy 100ml śmietanki kremówki. Zdejmujemy z ognia, dodajemy posiekaną czekoladę i mieszamy aż do rozpuszczenia. 200ml śmietanki ubijamy na sztywno, dodajemy ostudzony sos czekoladowy. Delikatnie mieszamy.

Pozostałe 100ml śmietanki ubijamy, ricottę miksujemy z cukrem pudrem, mieszamy z ubita śmietaną. Żelatynę zalewamy wodą, odstawiamy na kilka minut do napęcznienia. Gdy zastygnie, podgrzewamy ją przez kilka sekund na niskiej mocy w mikrofalówce (uwaga żeby się nie zagotowała, straci wtedy swoje właściwości). Rozpuszczoną dodajemy do obu połączonych mas, delikatnie mieszamy i przekładamy całość do dwóch dużych kieliszków, lub trzech-czterech mniejszych naczyń. Chłodzimy przynajmniej godzinę do stężenia, by kolejna warstwa nie naruszyła musu.

57.4

57.557.6

57.3

Galaretka:

✔ 100ml soku z granatu
✔ 100ml różowego, półwytrawnego wina
✔ łyżeczka żelatyny
✔ 40ml zimnej wody

Odcinamy koronę i spód granatu. Owoc kroimy wzdłuż białych linii, wybieramy ziarenka. Wyciskamy z nich 100ml soku, przecedzamy. Mieszamy z różowym winem. Przygotowujemy żelatynę w identyczny sposób, jak w przypadku musu, dodajemy do soku z winem. Galaretkę wylewamy z niewielkiej wysokości na stężały mus, odstawiamy do zastygnięcia.

57.1

57.2

Dekoracja:

✔ 40g białej czekolady
✔ garść ziarenek granatu

Z białej czekolady robimy obieraczką do warzyw wiórki. Posypujemy nimi wierzch zastygłej galaretki, dekorujemy granatem.

57.757.11

Smacznego!

57.12

57.9


Cztery minuty słodyczy!

Dzisiaj nietypowo, aż zacieram witki!

Słowem wstępu: od wiosny ubiegłego roku przygotowuję króciutkie filmiki instruktażowe dla Życie jest słodkie. Mam swojego faworyta, podczas kręcenia którego pogoda była po prostu wymarzona, a i temat filmiku zdawał się wdzięczny, a efekt miły dla oka. Oto wesoła kompilacja prawie wszystkich tutoriali, jakie dotąd nakręciłam. Aż mi się łezka zakręciła :) Zresztą zobaczcie sami, tylko koniecznie przełączcie się na HD :)

Ach! Każdy z filmików powstał w naszym rodzinnym ogrodzie. Tak, te z grudnia też. Tak, wychodziłam na pole w koszulce termicznej i swetrze, żeby nie wyglądać jeszcze szerzej w fartuchu :P Czy śnieg, czy deszcz, kuchcik trwał na ogrodowym posterunku! :)

Pssst! A „w praniu” wygląda to tak: